26/05/2020
Kolejna umowa kredytu hipotecznego w CHF Raiffeisen Bank Polska S.A. (obecnie Raiffeisen International AG) uznana za nieważną!
W sprawie prowadzonej przed Sądem Okręgowym w Legnicy pod sygnaturą I C 297/17 udało nam się po raz kolejny przekonać sąd, że zawarta przez pozwanych umowa jest nieważna. Wyrok jest nieprawomocny. Bank wniósł apelację.
Poniżej kilka ciekawych tez z uzasadnienia wyroku:
Sąd uznał, że pozwani mają rację, zarzucając nieważność umowy właśnie ze względu na nieograniczoną jakimikolwiek ustaleniami stron swobodę kształtowania tabeli kursowej przez bank, według której miało nastąpić przeliczenie kwoty kredytu przeznaczonej do wypłaty, a następnie raty przypadające co miesiąc do spłaty.
Bank, decydując teoretycznie bez żadnych ograniczeń o wysokości zobowiązania, przyznawał sobie nazbyt silną pozycję, co niewątpliwie naruszało art.353(1) k.c., godziło w zasady współżycia społecznego i nie miało nic wspólnego z uczciwym konsensusem, jaki ma łączyć dwie strony stosunku zobowiązaniowego, zwłaszcza, że drugą stroną był konsument. Powodowało to nieważność umowy i w świetle art. 58 § 1 k.c. i art. 353(1) k.c.
Strona powodowa wprawdzie broniła się argumentem, że jej kursy nie różniły się wiele od kursów NBP, ale nie ma to istotnego znaczenia, ponieważ ważność umowy bada się według treści jej zapisów z chwili zawarcia i możliwości, jakie stwarza, a nie według tego, jak jest wykonywana i czy strona mająca nadmierne uprawnienia zapewnione w umowie rzeczywiście je wykorzystuje.
Kursy banku były niekorzystne dla klienta w relacji do kursu średniego NPB już w momencie wypłaty kredytu: bank przyjął kurs 2,4414 zł, czyli niższy niż średni kurs NBP, który wówczas wynosił 2,5234 zł. Przy przeliczeniu kwoty 116 314 CHF wg kursu banku pozwani otrzymali 283 969 zł, a przy kursie NBP za tę pulę franków otrzymaliby więcej złotówek, tj. 293 506,74 zł, czyli o prawie 10 000 zł więcej – oczywiście przy tej samej kwocie kredytu we frankach wskazanej w umowie. Kwota 10 000 zł może bankowi wydawać się niewielka, ale dla osoby fizycznej, młodej, będącej na dorobku, zarabiającej 7000 zł, jest to różnica.
Z doświadczenia zawodowego sądu należy stwierdzić,że powszechne było zjawisko masowego stwierdzania przez banki w latach 2005-2009 braku zdolności kredytowej Polaków do zaciągania kredytu w złotówkach na zakup zwykłych, nawet niedużych i skromnych mieszkań. Było to w wielu przypadkach (również i w tym) godne krytyki ograniczanie i śrubowanie zdolności kredytowej Polaków dla kredytów w złotówkach, a jedynym tego celem zdaje się być właśnie udzielanie kredytów w obcej walucie, w której nie uzyskiwali dochodów, ale w ten sposób banki mogły generować sobie dodatkowe zyski. Nie mogły tego robić przy kredytach złotówkowych, które były dużo bardziej transparentne. Tego negatywnego zjawiska ekonomicznego i w efekcie społecznego nie można pomijać przy ocenie ważności tzw. umów frankowiczów.
W ocenie sądu treść umowy i regulaminu naruszała przepis art. 69 ust. 1 ustawy Prawo bankowe. Należy wskazać, że z ust. 2 pkt 2 tego przepisu wynika, że umowa kredytowa musi określać "kwotę i walutę kredytu".W ocenie sądu warunek ten, co do zasady, może być prawidłowo spełniony w przypadku umowy o kredyt denominowany,również w przypadku wskazania do spłaty kwoty w walucie obcej. Aby jednak prawidłowo wypełnić warunek z art. 69 ust. 2 pkt 2 Prawa bankowego, czyli wystarczająco precyzyjnie określić kwotę kredytu, należało przy konstruowaniu mechanizmu jej obliczania (wynikającego z dopuszczalnego przecież zastosowania klauzuli denominacyjnej) wprowadzić do umowy kredytowej zapisy takiego przeliczania kredytu do spłaty (rat, przedterminowej spłaty, przewalutowania), aby oznaczenie kursu sprzedaży przy tych przeliczeniach nie było pozostawione jednostronnej i arbitralnej decyzji kredytodawcy, która podlega ujawnieniu w tabelach kursowych danego banku. Aby kwota kredytu była wystarczająco i obiektywnie sprecyzowana, jej obliczanie powinno być w umowie określone na zasadzie ustalenia tego kursu niezależnie od decyzji banku, czyli przez odwołanie się do średnich notowań, w szczególności do kursów ogłaszanych przez NBP, ewentualnie podwyższanych do określonego w umowie poziomu, który np. procentowo albo ułamkowo, musiałby zostać oznaczony, aby można było uznać, że kredytobiorca akceptuje warunki jego precyzyjnego ustalenia. Przy takich zapisach umowy bądź regulaminu kursy byłyby ustalane w okresie wykonywania umowy w sposób nieoparty na jednostronnej woli banku. W sytuacji, kiedy kwota kredytu do spłaty wyznaczana jest każdorazowo jedynie na podstawie decyzji banku określającego tabelę kursową nie można przyjąć, aby zostały spełnione wymogi z art. 69 ust. 1 w zw. z ust. 2 pkt 2 Prawa bankowego.
Należy na marginesie podkreślić, że orzecznictwo sądowe, po wyroku TSUE z 03.10.2019 r., zwłaszcza sądów warszawskich, zwraca uwagę na konieczność orzekania w sprawach frankowych niezależnie od skutków dla rynku kredytowego i obrotu prawnego, jakie mogą wynikać ze stanowiska unieważniającego umowy, czyli mimo świadomości ilości zawarcia i wykonywania umów tego rodzaju w okresie ostatnich kilkunastu lat w Polsce oraz konsekwencji, nie tylko prawnych, tego stanowiska dla całego systemu bankowego i obrotu prawnego w Polsce.
W ocenie sądu do danej umowy nie ma podstaw w przepisach prawa dyspozytywnego, aby zastosować inne przeliczniki w zamian za klauzule, które przy przyjęciu abuzywności powinny być wyeliminowane, w szczególności nie może być zastosowane przeliczenie wg średniego kursu NBP wg art. 358(1) § 2 k.c., który nie obowiązywał w dacie zawarcia umowy w obecnym brzmieniu, które otrzymał dopiero w dacie 24.01.2009 r. Kolejnym pomysłem na wypełnienie luki może być przyjęcie do obliczeń kursu wypłaty z denominowaniem do tego kursu, ale nie pozwala na to żaden przepis prawa dyspozytywnego, co jest niezgodne z wytycznymi TSUE. Można też rozważać rozliczenie kredytu bez indeksowania do żadnego kursu, czyli jak złotowy, ale tu pojawia się kwestia wg jakiej stawki referencyjnej LIBOR czy WIBOR kredyt ma być obliczany (oprocentowanie). Nie ma żadnych przepisów dyspozytywnych, które pozwoliłyby na wybór- jako jedynie słuszny- któregoś z tych rozwiązań. Pojawić też mogą się zarzuty zwłaszcza o braku podstaw przyjmowania stawki WIBOR, na którą strony się nie umawiały, zaś zastosowanie stawki LIBOR do kredytu złotowego nie było w ogóle przyjmowane przy kredytach złotowych i stawia w gorszej sytuacji osoby, które od początku miały kredyty w polskiej walucie.
Sąd na podstawie opinii biegłego zamierzał początkowo ewentualnie doprowadzić do rozstrzygnięcia mającego na celu utrzymanie umowy, godzącego interesy obu stron, dlatego dowody te były dopuszczane, ale po lekturze tych opinii i w szczególności po wydaniu uchwały przez Sąd Najwyższy dnia 20 czerwca 2018 r., III CZP 29/17 i po ostatnim orzeczeniu TSUE z dnia 3 października 2019 r., które co znamienne również dotyczyło umowy z bankiem będącym i tu stroną postępowania,uznał, że nie jest to możliwe utrzymanie umowy i przyjęcie któregokolwiek z przeliczeń kredytu przyjętego przez biegłego.
Pozwani byli reprezentowani przez profesjonalnego pełnomocnika i od początku procesu konsekwentnie utrzymywali, że godzą się na skutki uznania umowy za nieważną. Nie zachodzi więc w tej sprawie obawa o naruszenie podstawowych standardów ochrony pozwanych jako konsumentów, wyznaczonych art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG, na które wyraźnie wskazywał TSUE w powołanym wyroku.