19/02/2018
Sąd odesłał sprawy odwołań od decyzji emerytalnych wydanych na podstawie tzw. ustawy dezubekizacyjnej do Trybunału Konstytucyjnego. Znam już uzasadnienie postanowienia warszawskiego sądu okręgowego. Lektura uzasadnienia tego orzeczenia smuci. Bo co z tego, że sąd odniósł się z dezaprobatą do ustawy, nazywając ją choćby „represyjno-odwetową”, skoro odesłał ją do TK, niemal przesądzając tym rozstrzygnięcie? Co z tego, że Sąd Okręgowy w Warszawie dał wyraz temu, że ustawa o zaopatrzeniu emerytalnym policjantów w brzmieniu nadanym nowelizacją z 16 grudnia 2016 roku narusza Konstytucję, choćby przez naruszenie zasady ochrony praw nabytych, zaufania obywatela do państwa i prawa, niedziałania prawa wstecz, równouprawnienia, sprawiedliwości społecznej, zakazu podwójnego karania, skoro nie zdecydował się Konstytucji zastosować bezpośrednio? Co z tego, że sąd podzielił wątpliwości odwołujących się od decyzji emerytów i rencistów policyjnych, skoro nie dał im szansy na rozstrzygnięcie sprawy bez zbędnej zwłoki i zawiesił sprawę zapewne na lata, skazując wielu na to, że końca sprawy nie doczekają?
Sąd użył w uzasadnieniu wielu mocnych słów o represji, odwecie, dyskryminacji, zaufaniu, sprawiedliwości, odpowiedzialności zbiorowej, podwójnym ukaraniu, ale w ostatecznym rozrachunku zachował się – stwierdzam to ze smutkiem i przygnębieniem – tchórzliwie i konformistycznie. Warszawski sąd niby dokonał negatywnej oceny ustawy dezubekizacyjnej, poszukiwał sprawiedliwości, ale jednocześnie doszedł do przekonania, że się nie da, bo „uznał, że nie ma możliwości dokonania samodzielnej oceny zgodności lub niezgodności (…) z Konstytucją RP”. To taka sądowa niemoc, źle pojęty prawniczy pozytywizm. Sąd napisał wiele pięknych słów o sprawiedliwości, ale jego rozstrzygnięcie nie zmierza do dania zadość sprawiedliwości i naprawienia krzywdy, która została wyrządzona. Sąd umył ręce. I zrobił to z pełną świadomością konsekwencji swojego rozstrzygnięcia.
Warszawski Sąd Ubezpieczeń Społecznych pozostał głuchy na argumenty o możliwości i powinności bezpośredniego zastosowania Konstytucji. Pomimo, że dał jasno do zrozumienia, że tzw. ustawa dezubekizacyjna łamię Konstytucję to jednocześnie doszedł do przekonania, że „nie ma możliwości dokonania samodzielnej oceny zgodności lub niezgodności przepisów ustawy z Konstytucją RP”. Sąd w pełnym pasji uzasadnieniu postanowienia o skierowaniu pytania do TK napisał, że „odebranie teraz funkcjonariuszom uprawnień nabytych słusznie i sprawiedliwie w III RP, za nienaganną służbę może stanowić zaprzeczenie zasady zaufania obywatela do państwa”, „co należy poczytywać za represje analogiczną do kar stosowanych w prawie karnym”, a także mówi o arbitralnym obniżeniu świadczeń, motywowanym jedynie względami politycznymi, naruszającym zasadę równości, ochrony praw nabytych, zaufania obywateli do państwa i prawa, ale jednocześnie daje wyraz, że nic z tym nie zrobi, zasłania się koniecznością odesłania sprawy do Trybunału Konstytucyjnego
Sąd ma jakby oczy szeroko zamknięte, bo z jednej strony dostrzega nieprawość ustawy z 16 grudnia 2016 roku, ale z drugiej strony nie chce jej widzieć i woli zostać związany wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. To takie dwójmyślenie rodem ze „Zniewolonego umysłu” Miłosza, bo podsądnym daje do zrozumienia, że zostali niesprawiedliwie potraktowani, mówi, że dzieje się nieprawość, ale drugiej stronie, czyli władzy, puszcza oko i pozostawia rozstrzygnięcie podległemu jej Trybunałowi. Sąd chyba chciał „Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”, ale nie wyszło, bo emeryci zostaną z niczym, poza pięknym uzasadnieniem postanowienia Sądu Okręgowego. Ponadto, sąd odebrał odwołującym szansę na rozstrzygnięcie bez zbędnej zwłoki, do czego jest konstytucyjnie zobligowany, co w przypadku podsądnych w podeszłym wieku może skutkować, że w ogóle nie doczekają rozstrzygnięcia. Sąd nie zechciał opierając się na Konstytucji i Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności wymierzyć sprawiedliwości. A czyż nie o to wymiarze sprawiedliwości chodzi?
radca prawny Bartłomiej Ciążyński
cały artykuł tutaj:
Sąd odesłał sprawy odwołań od decyzji emerytalnych wydanych na podstawie tzw. ustawy dezubekizacyjnej do Trybunału Konstytucyjnego. Sąd ma oczy szeroko zamknięte, bo widzi nieprawość ustawy, ale jednocześnie nie chce jej widzieć i woli zostać związany wyrokiem Trybunału Konstytucyjneg...