09/06/2025
Banki pozywają kredytobiorców nie tylko o zwrot kapitału!
Postępowania sądowe w sprawach frankowych to nie tylko pozwy o stwierdzenie nieważności umowy kredytu składane przez kredytobiorców. To także pozwy banków o zwrot kapitału, w ramach których żądają one od kredytobiorców zwrotu pełnej kwoty wypłaconej w ramach umowy kredytu.
Podstawą takiego działania banków jest chęć odzyskania od kredytobiorcy pełnej kwoty udzielonego im kredytu, zgodnie z obowiązującą zasadą dwóch kondykcji.
I to dotyczy zarówno kredytobiorców, którzy wstąpili na drogę sądową, by dochodzić swoich praw, jak i tych, którzy nie domagając się stwierdzenia nieważności umowy kredytu w sądzie, nadal spłacają kredyt frankowy według harmonogramu.
Zdumiewające jest jednak to, że banki, w ramach dochodzenia zwrotu kapitału, podejmują próbę dorzucenia do pozwów roszczenia o zapłatę dodatkowej kwoty, wyliczonej i ustalonej (o dziwo!) w taki sposób, że po zakończeniu procesu bank nie straci z umowy kredytu ani złotówki.
Aby finalnie bank nie odczuł finansowej różnicy pomiędzy opcją, gdy kredytobiorca grzecznie do końca spłacił kredyt zgodnie z umową, a opcją gdy kredytobiorca, który co prawda uzyskał sądowy wyrok stwierdzający nieważność umowy, ale w ramach postępowania wytoczonego przeciwko niemu przez bank, musi zwrócić pełną kwotę udzielonego kredytu wraz z dodatkową kwotą nazwaną „urealnioną wartością kapitału”.
Argumenty banków wskazywane w pozwach są niezwykle barwne, ciekawe i mocno wyszukane. Dla przykładu mogę podać mój ulubiony: powoływanie się na ogólną sytuację gospodarczą i polityczną w kraju w czasie udzielania kredytu i zapewnianie sektora bankowego przez polityków, że w gospodarce będzie dobrze.
Banki, kierując się chęcią uzyskania pełnej puli, nadal starają się nie zauważyć dość jasnego i zrozumiałego w tym zakresie orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które podkreślając ochronny cel Dyrektywy 93/13, uniemożliwia bankom dochodzenie od konsumenta jakichkolwiek kwot ponad wartość udzielonego kredytu, w tym co zrozumiałe, wynagrodzenia za korzystanie z kapitału.
Banki jednak szukając możliwości głębszego sięgnięcia do kieszeni kredytobiorców, wykazują się nie lada „sprytem”. Zaczęły zmieniać strategię i obecnie dochodząc od konsumentów dodatkowych kwot ponad wartość kapitału, coraz rzadziej nazywają je „wynagrodzeniem za korzystanie z kapitału”, a częściej „urealnioną wartością kapitału”.
I choć tak naprawdę zmiana nazewnictwa niczego nie zmienia, bo brak podstawy prawnej do dochodzenia takich kwot nie pozostawia złudzeń, to dla banków zabawa w „gry słowne” trwa w najlepsze.
Co ważne, zgodnie z orzecznictwem TSUE banki nie mogą żądać od konsumentów żadnej rekompensaty wykraczającej poza zwrot kapitału wypłaconego z tytułu wykonania umowy kredytu i poza domaganiem się zapłaty ustawowych odsetek za zwłokę w sytuacji, gdy kredytobiorca, mimo wezwania go do zwrotu, kwoty kredytu bankowi nie zwrócił we wskazanym terminie.