14/07/2026
Dokładnie to samo jest w sprawach rodzinnych. Ale co to za problem niech Panią ktoś zastąpi, niech odbędzie te godziny rozmów, zbuduje zaufanie, ma dokładnie te same kompetencje i zna wszystkie drobne puzzle z których składa się ta sprawa. Ale co to za problem , przecież tu tylko chodzi o czyjeś życie....
Ostatnio na rozprawie, która toczy się już ponad 5 lat, padło zdanie z gatunku tych, po których akta same zaczynają ciężej oddychać.
Kończy się rozprawa, Sąd wyznacza kolejny termin. Jeden z Mecenasów grzecznie sygnalizuje, że akurat tego dnia nie może się stawić. I nie mówimy tu o kimś, kto wpadł na sprawę między kawą a parkingiem. Mówimy o obrońcy, który jest w tej sprawie od początku. Zna ludzi, wątki, zeznania, nazwiska, tomy akt i prawdopodobnie po głosie rozpoznaje już spinacz z tomu siódmego.
Na co Sąd mówi: „To niech Pana ktoś zastąpi. Mecenas tłumaczy, że to nie jest takie proste. Sprawa trwa 5 lat, jest skomplikowana, nikt poza nim nie zna jej od środka. Na co pada mniej więcej: „To Pan mu w skrócie wytłumaczy, co i jak.”
W skrócie.
Czyli procesowa wersja: „Słuchaj, streszczę Ci pięć lat postępowania w windzie, bo zaraz wchodzimy. Oskarżony siedzi tam, świadek numer cztery pamięta raz tak, raz inaczej, biegły zrobił z tego osobny wszechświat, a jak Sąd zapyta o tom dziewiąty, to patrz pewnie i przewracaj kartki.”
Oczywiście - substytucja jest normalna. Czasem potrzebna. Czasem ratuje termin, klienta i pełnomocnika przed rozszczepieniem się na trzy sądy rejonowe jednocześnie.
Ale są sprawy, których nie da się przekazać jak kodu do domofonu. Zwłaszcza w sprawie karnej, gdzie obrona to nie tylko obecność człowieka w todze. To znajomość materiału, strategii, niuansów i tego jednego świadka, który niby nic nie pamięta, ale pamięta dokładnie wszystko, co szkodzi.
Najciekawsze jest to, że gdy zmienia się skład sądu to zaczynamy od początku, bo sprawę trzeba poznać bezpośrednio. I słusznie. Ale gdy obrońca po pięciu latach mówi: „Wysoki Sądzie, ja naprawdę znam tę sprawę”, czasem odpowiedź brzmi: „To Pan komuś opowie”
No nie wiem. Pięcioletnia sprawa karna to nie streszczenie poprzedniego odcinka serialu: „w poprzednim sezonie postępowania…”
Sprawność postępowania jest ważna. Ale stabilna obrona też nie jest ozdobą sali rozpraw, która ma tylko ładnie wyglądać przy stole.
Jak Wy to widzicie? W wieloletnich i skomplikowanych sprawach substytucja „po krótkim wprowadzeniu” to normalna organizacja pracy czy jednak trochę fikcja procesowa z kategorii: dobrze wygląda w kalendarzu, gorzej przy aktach?