Adwokat Aleksandra Kutyma - Kancelaria Adwokacka

Adwokat Aleksandra Kutyma - Kancelaria Adwokacka Adwokat /Mediator Warszawa sprawy rodzinne: rozwody, alimenty, kontakty, władza rodzicielska, podział majątku oraz spadki, prawo karne

Women on Boards - dobry krok w stronę równościJako adwokatka, która na co dzień zajmuje się ochroną praw kobiet ( w Fund...
20/08/2026

Women on Boards - dobry krok w stronę równości

Jako adwokatka, która na co dzień zajmuje się ochroną praw kobiet ( w Fundacja Centrum Praw Kobiet), cieszę się, że 18 sierpnia 2026 r. weszły w życie w Polsce przepisy wdrażające unijną dyrektywę „Women on Boards”.

O co chodzi? O większą równowagę kobiet i mężczyzn w organach największych spółek giełdowych. Nowe przepisy przewidują m.in. cel 33% udziału niedostatecznie reprezentowanej płci wśród członków organów spółki oraz bardziej przejrzyste zasady wyboru kandydatów.

Dla mnie ta regulacja jest ważna nie dlatego, że każda kobieta powinna dostać miejsce przy stole tylko dlatego, że jest kobietą. Wręcz przeciwnie. Chodzi o to, żeby płeć nie była powodem, dla którego kompetentna osoba pozostaje poza tym stołem.

Przez lata kobiety zdobywały wykształcenie, doświadczenie i kompetencje, a mimo to na najwyższych stanowiskach w biznesie wciąż było ich mniej, niż wynikałoby to z ich udziału w rynku pracy.

„Women on Boards” nie rozwiąże wszystkich problemów związanych z równością kobiet i mężczyzn. Nie zastąpi też zmiany kultury organizacyjnej, równego wynagradzania czy przeciwdziałania dyskryminacji.

Jest jednak konkretnym krokiem. Prawo mówi dziś wyraźniej: przy wyborze osób do władz spółek liczyć powinny się kompetencje, doświadczenie i transparentna procedura, a nie utrwalone schematy.

Równość nie polega na tym, żeby kogokolwiek z czegoś wykluczać. Polega na tym, żeby drzwi były naprawdę otwarte dla wszystkich.



W swojej pracy adwokata zajmującego się m.in. przemocą często spotykam się ze zdaniem: „To były tylko słowa”.To zdanie p...
06/08/2026

W swojej pracy adwokata zajmującego się m.in. przemocą często spotykam się ze zdaniem: „To były tylko słowa”.

To zdanie pada wtedy, gdy nie ma siniaków, widocznych obrażeń ani jednego zdarzenia, które łatwo można wskazać palcem.

Bo przemoc nie zawsze zostawia ślady na ciele.

Czasem zostawia je w poczuciu własnej wartości. W sposobie, w jaki człowiek zaczyna myśleć o sobie. W lęku przed kolejną oceną, kolejnym komentarzem.

Słowa mają znaczenie.

„Nie przesadzaj”

„To tylko opinia”

„Każdy ma prawo do własnego zdania”

Te zdania często stają się usprawiedliwieniem dla zachowań, które przekraczają granicę między wyrażeniem opinii a przemocą.

Bo można krytykować. Można się nie zgadzać. Można oceniać czyjeś decyzje, zachowanie czy sposób działania.

Ale czym innym jest powiedzieć:

„Nie zgadzam się z jej postawą”, a czym innym:

„Jest głupiutka”.

„Nie podoba mi się jej zachowanie”, a czym innym:

„To ordynus”.

Pierwsze zdania dotyczą działania. Drugie uderzają w człowieka.

I właśnie tu przebiega granica.

W ostatnich dniach wiele emocji wywołały słowa Ewy Woydyłło, znanej psycholog, która określiła Igę Świątek i Arynę Sabalenkę w sposób, jaki wielu odbiorców uznało za poniżający. Dyskusja skupiła się na tym, czy wypowiedź była trafna, odważna i szczera. Po czasie pojawiły się przeprosiny i dobrze.

Nie chodzi mi o to, by stawiać znak równości między tą sytuacją a przypadkami przemocy, z którymi pracuję zawodowo — skala i konsekwencje są zupełnie inne. Chodzi o mechanizm, który się powtarza: przekonanie, że skoro coś było „tylko słowem”, to nie miało realnych skutków.

Przeprosiny po słowach, które ranią, są ważne, ale nie cofają ich skutków. Są próbą naprawienia szkody, a nie dowodem na to, że szkody nie było.

Jednocześnie nie można pominąć faktu, że krytyka tych wypowiedzi również często przybrała formę ataku i hejtu. Potępiając przemoc, nie możemy odpowiadać przemocą.

Jako społeczeństwo coraz częściej rozmawiamy o zdrowiu psychicznym i przemocy emocjonalnej . A mimo to wciąż zdarza się, że usprawiedliwiamy agresywny język, gdy dotyczy osoby znanej, popularnej albo takiej, z którą się nie zgadzamy.

Osoba publiczna nadal pozostaje człowiekiem. Sportowiec. Aktor. Ekspert. Rozpoznawalność nie odbiera prawa do godności — a bycie autorytetem nakłada dodatkową odpowiedzialność za słowa, które są cytowane i często stają się wzorem dla innych.

Przemoc słowna to nie zawsze krzyk i wyzwiska. Czasem jest wypowiedziana spokojnie albo ukrywa się za hasłem „mówię tylko prawdę”. Ale szczerość nie jest usprawiedliwieniem dla poniżania.

Nie chodzi o stworzenie świata, w którym nie wolno krytykować. Krytyka jest potrzebna, spór jest naturalny, różnica zdań jest częścią społeczeństwa. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestajemy rozmawiać o zachowaniu, a zaczynamy odbierać komuś wartość jako człowiekowi.

W sprawach dotyczących przemocy bardzo często pierwszym krokiem jest nazwanie tego, co się wydarzyło. Dlatego również w przestrzeni publicznej warto nazywać rzeczy po imieniu.

Nie każde ostre słowo jest przemocą. Ale nie każde słowo można usprawiedliwić jako „tylko opinię”.

Bo przemoc bardzo często zaczyna się właśnie wtedy, gdy wszyscy wokół mówią:

„Nic się nie stało. To były tylko słowa”.

Nie wszystko da się obronić słowami: „to tylko żart, to był sarkazm”. Zwłaszcza wtedy, gdy ów żart dotyczy przemocy domo...
02/07/2026

Nie wszystko da się obronić słowami: „to tylko żart, to był sarkazm”. Zwłaszcza wtedy, gdy ów żart dotyczy przemocy domowej

Na sarkazm, żart jest miejsce w debacie publicznej. Potrafi być błyskotliwy, celny i skuteczny. Co do zasady nie mam z nim problemu. Mam go dopiero wtedy, gdy staje się narzędziem do opowiadania o zjawisku, które dla tysięcy osób jest codziennym dramatem i traumą z której trudno się otrząsnąć.

Można powiedzieć, że intencją nie było nikogo obrazić. Można tłumaczyć, że odbiorcy nie zrozumieli kontekstu. Tylko czy to naprawdę wystarczy?

W Polsce przemoc domowa wciąż jest poważnym problemem. Każdego roku Policja wszczyna dziesiątki tysięcy procedur „Niebieskiej Karty”, a prokuratura postępowania z art. 207 kk. Wśród osób doznających przemocy zdecydowaną większość stanowią kobiety i dzieci. Mamy jednak nie pełne liczby, bo wiele przypadków nigdy nie zostaje zgłoszonych.

Te liczby to nie tylko statystyki. Za nimi kryją się ludzie. Kobieta, która boi się wrócić do domu. Dziecko, które uczy się rozpoznawać nastrój sprawcy, zanim ten przekroczy próg mieszkania. Rodzina żyjąca w ciągłym napięciu.

Dlatego zastanawiam się, jaki był cel użycia sarkazmu w zakresie tego tematu i dlaczego wypowiedź skonstruowana w była w taki sposób. Nie drwiący ze sprawców, ale z ofiar. Drwiący z filmu, który społecznie pokazał co dzieje się w niektórych domach. Co ten sarkazm miał wnieść do dyskusji poza wzbudzeniem emocji co do autora i zwiększeniem zainteresowania w mediach społecznościowych?

Wolność wypowiedzi obejmuje również ironię i sarkazm. Uważam jednak, że istnieją granice. W mojej ocenie w tym przypadku zostały przekroczone.
Osoby publiczne mają prawo żartować. Ale mają też wpływ na sposób prowadzenia debaty. A tam, gdzie zasięg idzie w parze z odpowiedzialnością, warto czasem zadać sobie pytanie, czy każda forma jest właściwa.
Bo tam gdzie dla jednych były tylko heheszki, dla drugich jest temat, z którym mierzą się każdego dnia.
Zamiast sarkazmu - wsparcie akcji antyprzemocowej byłoby cenniejsze.

Jedną kwestią jest autor i jego sarkazm, ale drugą śmiejąca się z tego publika......

Poznali się na wakacjach.Kilka rozmów przy hotelowym basenie. Wspólne śniadanie. Spacer po plaży. Nic zobowiązującego.Ta...
25/06/2026

Poznali się na wakacjach.
Kilka rozmów przy hotelowym basenie. Wspólne śniadanie. Spacer po plaży. Nic zobowiązującego.
Takich znajomości każdego lata zawierane są tysiące.
Po powrocie do domu każde z nich miało wrócić do swojego życia.
Przynajmniej tak jej się wydawało.
Pierwsza wiadomość nie wzbudziła niepokoju.
Potem kolejna.
I następna.
Nie odpisała.
Uznała, że brak odpowiedzi jest wystarczająco czytelnym sygnałem.
Nie był.
Zaczęły się telefony z nieznanego numeru.
Wiadomości wysyłane z kolejnych kont w mediach społecznościowych.
Kwiaty dostarczone do pracy.
List.
Potem następny.
Żadnych gróźb. Żadnych wyzwisk. Żadnej jawnej agresji.
A jednak z każdym dniem coraz większy niepokój.
Bo najbardziej niepokojące w stalkingu jest to, że często zaczyna się od zachowań, które inni potrafią skwitować słowami: „przecież nic takiego się nie stało”.
Tylko że się stało.
Ktoś przekroczył granicę. Granicę wyznaczoną przez brak zgody na kontakt.
Ofiarami stalkingu nie są wyłącznie celebryci, influencerzy czy osoby publiczne.
Może to spotkać każdego.
Po wakacjach. Po zakończonej relacji. Po jednej randce. Po przypadkowym spotkaniu.
Czasem sprawca jest przekonany, że walczy o czyjeś uczucie.
Tymczasem druga strona od dawna czuje już tylko strach, napięcie i bezsilność.
Stalker nie zawsze stoi pod oknem z różą w ręku. Znacznie częściej siedzi po drugiej stronie telefonu i wysyła wiadomości, których nie chcesz otrzymywać.
Jeżeli ktoś uporczywie próbuje się z Tobą kontaktować, obserwuje Cię, śledzi Twoją aktywność lub ignoruje wyraźnie postawione granice, nie traktuj tego jako czegoś normalnego.
Powiedz jasno: „Nie życzę sobie kontaktu.” Nie tłumacz się. Nie szukaj wymówek za drugą stronę. Nie zakładaj, że „samo przejdzie”.
Powiedz o sytuacji bliskim. Nie wstydź się prosić o wsparcie.
Zachowuj wiadomości, historię połączeń, e-maile i inne ślady kontaktu.
A jeśli nękanie nie ustaje rozważ złożenie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa.
Bo między zainteresowaniem a nękaniem istnieje granica. I każdy ma prawo ją wyznaczyć.



Najpierw pojawia się zdjęcie z zakończenia roku. Uśmiech obowiązkowy, świadectwo jeszcze ciepłe, dumni rodzice w tle.Pot...
18/06/2026

Najpierw pojawia się zdjęcie z zakończenia roku. Uśmiech obowiązkowy, świadectwo jeszcze ciepłe, dumni rodzice w tle.

Potem walizka. Koniecznie ta, która ledwo się domyka, bo przecież „wszystko się przyda”. Dziecko siedzi na niej, pomagając ją zamknąć.

Potem lotnisko. Zdjęcie przy kawie, żeby było wiadomo, że to już podróż, a nie zwykły wyjazd. Oczywiście dziecko na tle samolotu za szybą.

Potem hotel. Balkon, widok, ręcznik ułożony w łabędzia i obowiązkowe zdjęcie przy basenie.

Potem plaża. Zachód słońca, ciepły filtr i podpis: „Tu się zatrzymaliśmy” albo „Jesteśmy w raju”.

I tak dalej.

Relacja właściwie nigdy się nie kończy.

Czasami mam wrażenie, że niektóre dzieci mają wakacje w dwóch równoległych wersjach. Jedną prawdziwą, z piaskiem w butach, lodami spadającymi na koszulkę i wieczornym zmęczeniem po całym dniu zabawy. Drugą cyfrową, gdzie wszystko jest idealne, starannie wykadrowane, gotowe do publikacji, a dziecko zawsze patrzy w obiektyw z szerokim uśmiechem.

W swojej pracy adwokata rodzinnego coraz częściej widzę, że temat zdjęć dzieci w internecie wcale nie jest błahy. Nie dotyczy wyłącznie influencerów czy celebrytów. Dotyczy zwykłych rodziców, którzy chcą pokazać światu swoje dziecko. A czasem również siebie. W końcu nie każdy publikuje zdjęcie wyłącznie po to, by zachować wspomnienie. Bywa, że chodzi też o pokazanie, jak świetnym jest się rodzicem, jakie atrakcje zapewnia się dziecku i jak udane prowadzi się życie.

Problem zaczyna się wtedy, gdy zdjęcie przestaje być tylko zdjęciem.

W rodzinach po rozstaniu zwykła fotografia z wakacji potrafi stać się kolejnym punktem zapalnym. Zdjęcie wrzucone do internetu bywa odbierane jako manifest, prowokacja albo sposób na pokazanie drugiemu rodzicowi, że „radzimy sobie świetnie”. Za publikacją zdjęć często idą spory o zgodę na wyjazd, sposób sprawowania opieki czy wzajemne pretensje przekazywane przez dziecko. Zdarza się, że małoletni staje się nieświadomie posłańcem w konflikcie dorosłych, choć powinien po prostu cieszyć się wakacjami.

Warto też pamiętać o czymś jeszcze.

To, co raz trafi do internetu, bardzo rzadko znika z niego naprawdę. Nawet jeśli usuniemy post, zdjęcie mogło zostać zapisane, udostępnione albo skopiowane.

Dzisiaj śmieszy nas fotografia kilkuletniego Jasia w dmuchanym krokodylu albo filmik z tańcem na hotelowym tarasie. Za kilka lat sam Jaś może mieć na ten temat zupełnie inne zdanie. Może nie być zachwycony, gdy jego koledzy odnajdą te zdjęcia. Może nie mieć ochoty czytać komentarzy w stylu: „Ale z naszego Jasia był słodki pączuś!”.

Bo dzieciństwo, choć piękne, nie zawsze jest materiałem do publicznego archiwum.

Dlatego zanim opublikujemy kolejne wakacyjne zdjęcie dziecka, warto zadać sobie jedno proste pytanie:

Czy robię to dla niego, czy dla siebie?

Bo dziecko nie potrzebuje drugiego życia w internecie.

Nawet jeśli na zdjęciach wygląda ono idealnie.

Jako adwokat rodzinny mam czasem wrażenie, że żyjemy w kraju, w którym rozwiązaliśmy już wszystkie poważne problemy dzie...
11/06/2026

Jako adwokat rodzinny mam czasem wrażenie, że żyjemy w kraju, w którym rozwiązaliśmy już wszystkie poważne problemy dzieci.

Przemoc rówieśnicza? Opanowana.

Przemoc domowa? Załatwione.

Uzależnienia? Pod kontrolą.

Relacje rodzinne? Wzorowe.

Skoro tak, to możemy zająć się najważniejszym wyzwaniem naszych czasów: czerwonym paskiem na świadectwie i pozostałym system nagród.

Trwa dyskusja, czy nagradzanie dzieci za osiągnięcia nie jest przypadkiem krzywdzące dla tych, które takich osiągnięć nie mają. W debacie uczestniczą eksperci, politycy i instytucje publiczne. Padają pytania, czy nie należałoby zrezygnować z wyróżnień, nagród książkowych, a może nawet samych czerwonych pasków.

I przyznam, że słucham tego z pewnym zdziwieniem.

Psychologowie od lat tłumaczą, że małe dzieci rzadko mają rozwiniętą motywację wewnętrzną. Najpierw pojawia się motywacja zewnętrzna. Dziecko uczy się, że wysiłek przynosi określony efekt. Można motywować strachem, karą i zawstydzaniem albo można motywować pochwałą, nagrodą i docenieniem pracy.

Przez lata słyszeliśmy, że należy odchodzić od tej pierwszej drogi co moim zdaniem słuszne.

Teraz jednak zaczynam mieć wrażenie, że druga droga również staje się niewłaściwa.

Bo jeśli czerwony pasek jest zły, to może pójdźmy krok dalej.

Zrezygnujmy z tytułów laureatów konkursów.

Zlikwidujmy stypendia.

Nie przyznawajmy miejsc na studiach za wyniki.

Może rekrutację do liceów przeprowadzać alfabetycznie? Albo według kolejności zgłoszeń?

Brzmi absurdalnie? Oczywiście.

Tak samo absurdalne jest przekonanie, że samo docenienie wysiłku jednego dziecka oznacza automatycznie krzywdę drugiego.

W mojej pracy spotykam dzieci, które naprawdę mierzą się z poważnymi problemami. Są świadkami konfliktów rodziców. Doświadczają przemocy psychicznej. Zmagają się z odrzuceniem przez rówieśników. Czasem walczą o zwykłe poczucie bezpieczeństwa.

Dlatego trudno mi uwierzyć, że największym zagrożeniem dla ich dobrostanu jest dziś książka wręczona na zakończenie roku szkolnego.

Oczywiście, nie każde dziecko będzie miało czerwony pasek. Tak samo jak nie każde będzie świetnie grało w piłkę, tańczyło, śpiewało czy programowało. Każde ma inne talenty i inne mocne strony.

Ale czy naprawdę najlepszym sposobem na budowanie poczucia własnej wartości jest udawanie, że osiągnięcia nie istnieją?

Może zamiast zabierać nagrody tym, którzy ciężko pracowali, warto nauczyć dzieci, że sukces drugiej osoby nie jest ich porażką.

Bo jeśli przestaniemy nagradzać wysiłek tylko dlatego, że nie wszyscy osiągają ten sam wynik, to wychowamy pokolenie, które będzie oczekiwało nagrody za sam fakt uczestnictwa.

A świat, niezależnie od naszych najlepszych intencji, nadal będzie premiował wiedzę, pracowitość, zaangażowanie i konsekwencję.

I chyba lepiej, żeby dzieci dowiedziały się o tym w szkole niż dopiero po jej opuszczeniu.



Dostajesz z sądu wezwanie na spotkanie informacyjne o mediacji i zastanawiasz się, o co chodzi bo przecież jeszcze nie z...
14/04/2026

Dostajesz z sądu wezwanie na spotkanie informacyjne o mediacji i zastanawiasz się, o co chodzi bo przecież jeszcze nie zdecydowałeś się/zdecydowałaś się że chcesz mediować ?

Spotkanie informacyjne o mediacji to nie mediacja. To moment, w którym możesz spokojnie dowiedzieć się, na czym mediacja polega i czy w Twojej sprawie ma sens.

Takie spotkanie jest wyznaczane przez sąd w sprawach cywilnych lub rodzinnych. Prowadzi je mediator, a w niektórych sądach mediator wspólnie z sędzią.

W trakcie spotkania:
– poznasz zasady mediacji

– dowiesz się, jak wygląda jej przebieg

– dowiedz się ile będzie Cię to kosztować.

Ważne:
udział w spotkaniu informacyjnym jest bezpłatny. To odróżnia te spotkania od samej mediacji, która co do zasady jest już odpłatna.

Możesz przyjść z pełnomocnikiem, który nie ma obowiązku występowania w todze.

Na spotkaniu:
możesz wyrazić zgodę na mediację, ale nie masz takiego obowiązku. Możesz zgodzić się na mediacje ale możesz chcieć przeprowadzić ją u innego mediatora niż osoba prowadząca spotkanie informacyjne - zatem możesz zaproponować inną osobę albo możesz zdać się na wyznaczenie kogoś innego przez Sąd

To spotkanie daje Ci wiedzę i wybór. I właśnie o to w nim chodzi.

Jeśli rozważasz mediację, czy to sądową, czy poza pozasądową, możesz zgłosić się do mnie.

mediator rozwiązywaniesporów prawnik adwokat pełnomocnik postępowaniecywilne postępowanierodzinne

Sejm uchwalił ustawę wprowadzającą w Polsce rozwody pozasądowe. Jeśli przepisy przejdą cały proces legislacyjny i zostan...
16/03/2026

Sejm uchwalił ustawę wprowadzającą w Polsce rozwody pozasądowe. Jeśli przepisy przejdą cały proces legislacyjny i zostaną podpisane przez prezydenta, będzie to jedna z największych zmian w polskim prawie rodzinnym od lat.

Do tej pory rozwód w Polsce był możliwy wyłącznie przed sądem, a właściwy był w takich sprawach sąd okręgowy. Dotyczyło to także sytuacji, w których małżonkowie byli w pełni zgodni i nie było między nimi żadnego sporu.

Nowa ustawa przewiduje możliwość rozwiązania małżeństwa przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego, czyli bez postępowania sądowego.

Nie będzie to jednak rozwiązanie dla wszystkich. Z rozwodu pozasądowego będzie można skorzystać tylko wtedy, gdy spełnione są określone warunki:
• małżonkowie są zgodni co do rozwodu
• nie mają wspólnych małoletnich dzieci
• małżeństwo trwa co najmniej rok
• nastąpił trwały i zupełny rozkład pożycia
• obie strony składają zgodne oświadczenia przed kierownikiem USC

Jeśli ustawa wejdzie w życie, w takich bezspornych sytuacjach rozwód ma być szybszy i prostszy. Dzięki temu część spraw zniknie z sądów.

To rozwiązanie wydaje się rozsądne. Jeśli dwoje dorosłych ludzi jest zgodnych, nie ma dzieci i od dawna nie tworzy związku, trudno znaleźć uzasadnienie dla prowadzenia pełnego procesu sądowego.

Sądy powinny zajmować się sprawami, w których istnieje spór. Tam, gdzie go nie ma, administracyjna procedura może być wystarczająca do rozwiązania małżeństwa.

Pozostaje jednak pytanie, czy uchwalona ustawa zostanie podpisana przez prezydenta. Biorąc pod uwagę dotychczasową retorykę części prawicy dotyczącą ochrony instytucji małżeństwa, ewentualne weto nie byłoby dużym zaskoczeniem.

senat prezydent AI

Adres

Ulica Słowackiego 5/13/174
Warsaw
01-592

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 17:00
Wtorek 08:00 - 17:00
Środa 08:00 - 17:00
Czwartek 08:00 - 17:00
Piątek 08:00 - 17:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Adwokat Aleksandra Kutyma - Kancelaria Adwokacka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij