27/08/2026
30 czerwca wrzuciłam filmik o mieszkaniu przy Literackiej. Dziś czas na dalszy ciąg tej historii.
Pani Ola próbowała sprzedać mieszkanie samodzielnie. Zgłosili się kupujący, którzy mieli przygotowaną własną umowę. W ferworze emocji pani Ola ją podpisała i przyjęła od kupujących zaliczkę.
Po ponad dwóch tygodniach kupujący… się rozmyślili.
I pani Ola wróciła do punktu wyjścia.
Ale problem był dużo większy.
W międzyczasie, przekonana, że sprzedaż jej mieszkania dojdzie do skutku, znalazła swoje nowe mieszkanie. Podpisała na nie umowę przedwstępną i wpłaciła zadatek.
Nagle pojawiło się realne ryzyko, że jedna niedokończona transakcja sprzedaży może pociągnąć za sobą problemy z jej własnym zakupem.
I właśnie wtedy pani Ola trafiła do mnie.
Przejęłam prowadzenie transakcji, uporządkowałyśmy cały proces i 27 lipca podpisałyśmy umowę przedwstępną.
A dziś?
Mamy pozytywną decyzję kredytową! 🎉
Jesteśmy więc naprawdę blisko szczęśliwego finału.
I ta historia po raz kolejny pokazuje mi, że agent nieruchomości nie jest potrzebny tylko po to, żeby „znaleźć kupca”.
Jest potrzebny po to, żeby przewidzieć ryzyko, odpowiednio zabezpieczyć transakcję i przeprowadzić klienta przez cały proces – od pierwszej rozmowy aż do aktu notarialnego.
Bo przy nieruchomościach jedna podpisana „na szybko” umowa może uruchomić lawinę problemów.
A dobra transakcja?
To taka, w której ktoś czuwa nad tym, żeby do tej lawiny w ogóle nie doszło.
* Imię klientki zostało zmienione ze względów prywatności.