25/08/2020
Prawo do zdrowia
„Każdy ma prawo do ochrony zdrowia”. Artykuł 68 konstytucji przyznaje je każdemu w Polsce – niezależnie od narodowości, rasy, wyznania czy obywatelstwa. Wagę tego prawa znamy od wieków. „Nic nad zdrowie/ Ani lepszego/ Ani droższego” zapisał Jan Kochanowski.
Obecnie jeszcze lepiej wiemy, jak ważne jest zdrowie człowieka. W hierarchii praw stawiamy je na pierwszych miejscach, bo rozumiemy, jakie skutki przynosi choroba dla jednostki, dla rodziny, lecz także firmy, społeczeństwa czy państwa. Zdajemy sobie sprawę z tego, o ile niższe są w znakomitej większości przypadków koszty leczenia ciężkiej choroby we wczesnym jej stadium niż w późnym.
Można by pomyśleć, że tak ważne prawo konstytucyjne jest obwarowane przepisami, które pozwalają obywatelowi z tego prawa korzystać. Niestety spotykamy się z paradoksem:
powyższa norma konstytucyjna, fundament pomyślności jednostki, rodziny i państwa, sama nie jest chroniona prawem.
Wprawdzie w polskim systemie prawnym obowiązuje zasada, że norma konstytucyjna działa wprost, ale postanowienia konstytucji zabezpieczone są normami ustaw budujących instytucje ochrony norm prawa. W szczególności każda norma prawa musi być zabezpieczona przymusem państwowym, o którego użyciu orzeka niezawisły sąd. Inaczej mówiąc: prawa osobiste, także te konstytucyjne, są zabezpieczone postanowieniami ustaw, których realizacji możemy domagać się, wnosząc powództwo przed sąd.
W polskim systemie prawnym nie ma jednak norm pozwalających choremu na bezpośrednie odwołanie się w obronie własnego prawa do zdrowia do sądu. Jest to o tyle dziwne, że w sprawach znacznie mniej znaczących dla życia możliwość odwołania się do sądu istnieje. Na przykład, jeżeli zostanie naruszona tajemnica korespondencji, możemy domagać się jej ochrony odpowiednimi przepisami Kodeksu karnego. A jeżeli zostanie naruszona nasza godność możemy – w oparciu o Kodeks cywilny domagać się ochrony dóbr osobistych.
Tymczasem jeżeli zachorujemy, to mimo istnienia normy konstytucyjnej, praktycznie nie możemy dochodzić realizacji naszego prawa do ochrony zdrowia.
W dawnych czasach PRL-u luminarze polskiego prawa administracyjnego opisywali zalety sądownictwa administracyjnego, nowatorskie rozwiązania stosowane w polskim Naczelnym Trybunale Administracyjnym w latach 20. XX wieku, aby natychmiast dodać, że w PRL-u administracja realizuje słuszne interesy ludu pracującego miast i wsi, a przeto sądownictwo administracyjne nie jest potrzebne, gdyż wszystko co postanowi administracja jest ipso facto korzystne dla Polaka.
Z podobną sytuacją spotykamy się teraz w zakresie działalności leczniczej. Ustawy powołały instytucje realizujące prawo do ochrony zdrowia: Ministerstwo Zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia, i różne podmioty lecznicze. Z założenia instytucje te chronią zdrowie i działają dla naszego dobra. Jeżeli robią to źle, na przykład nie płacą lub płacą ze znacznym opóźnieniem za leczenie przypadków ratujących życie, przez co leczenie nowotworu przesuwa się o trzy lata (czyli o lata decydujące o życiu), albo odmawiają leczenia specyficznej acz śmiertelnej choroby, to nie mamy prawnej możliwości dochodzenia realizacji naszego, jakby nie było, konstytucyjnego prawa do zdrowia.
Możemy pisać pisma, prosić, szukać znajomości, interweniować przez media, ale nie mamy prawa powiedzieć: „To jest moje prawo konstytucyjne, a więc to jest twój, NFZ-cie, obowiązek zachowania mojego zdrowia i jeśli nie umożliwisz mi leczenia, to pozwę cię do sądu i ten nakaże ci realizację mojego prawa!”.
Bezsilne i zrozpaczone osoby, które domagają się prawa do leczenia, starają się wytaczać przeciwko NFZ-towi sprawy w oparciu o ogólne zasady prawa. Chwała sądom, że pozwy takie czasem przyjmują, nawiasem mówiąc – za rzadko. Ale proces, jak to proces, przeciągany przez prawników NFZ-tu trwa nawet kilka lat. Jeżeli powód nie umrze, szanse na wyleczenie maleją diametralnie. Co zrobić…
Ustawodawca znalazł sposób, aby zabezpieczyć niektóre słuszne prawa obywateli. Istnieją w Kodeksie postępowania cywilnego postępowania szczególne, które chronią szczególnie istotne prawa. Znajdziemy w KPC tryby szczególne, postępowania w sprawach: małżeńskich, ze stosunków między rodzicami a dziećmi, z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, o naruszenie posiadania, z zakresu ochrony konkurencji, o uznanie postanowień wzorca umowy za niedozwolone, z zakresu regulacji energetyki, z zakresu regulacji telekomunikacji i poczty, z zakresu regulacji transportu kolejowego. Znów: prawo do zdrowia nie jest na tyle istotne, by wprowadzić tryb szczególny, który pozwoli na jego efektywne chronienie.
Jak dotąd nikt się tym nie zajął. Pod pozorem reform przekształcano ZOZ-y, tworzono kasy chorych, NFZ, przekształcano ZOZ-y w spółki. Nastąpiła trwała karuzela stanowisk gabinetów, ekspertyz, nowych szyldów i pieczątek. Setki milionów złotych wydawano na te działania. Czy spółka lepiej leczy niż ZOZ? Czy Kasa Chorych gorzej przekazywała środki niż NFZ? Czy prawo ludzi do zdrowia jest lepiej realizowane dzięki tym wszystkim reformom?
Nikt nawet nie starał się stworzyć systemu, w którym ochronę zdrowia potraktowano by jako prawo człowieka i jednocześnie jako obowiązek państwa. Zdrowie można chronić podobnie jak pieniądze. W ciągu ostatnich dwudziestu lat wypracowaliśmy skuteczny system ochrony oszczędności w bankach. Nasze pieniądze są ważne – i są profesjonalnie chronione. Ale zdrowie? Tu nie ma rozwiązań!