25/08/2026
Sprawa Zondacrypto powinna zostać wyjaśniona. Do końca. Bez taryfy ulgowej dla kogokolwiek. Im większa skala potencjalnych nieprawidłowości, tym większy powinien być jednak rygor procesowy, ostrożność w formułowaniu ocen i odporność organów państwa na polityczne oraz medialne oczekiwania.
Bo proces karny ma jedną szczególną właściwość: jego wynik powinien być konsekwencją dowodów, a nie wcześniejszej narracji.
Dlatego z zawodowym dystansem obserwujemy sytuację, w której zanim opinia publiczna zna materiał postępowania, zanim dowody zostaną poddane kontradyktoryjnej weryfikacji, a tym bardziej zanim wypowie się niezawisły sąd, w przestrzeni medialnej zaczynają funkcjonować informacje o tym, kto ma kogo obciążyć, jakie nazwiska mogą pojawić się w wyjaśnieniach i jakie polityczne konsekwencje może wywołać postępowanie.
W prawie karnym kolejność ma znaczenie.
Najpierw ustalenia.
Potem dowody.
Następnie ich procesowa weryfikacja.
Na końcu — ocena.
Nigdy odwrotnie.
Szczególnej ostrożności wymaga sytuacja, w której źródłem informacji staje się osoba posiadająca własny, oczywisty interes procesowy. Polski proces karny zna dowód z tzw. pomówienia. Zna również instytucje pozwalające sprawcy współpracującemu z organami ścigania uzyskać określone korzyści. Nie oznacza to, że jego relacja jest niewiarygodna. Oznacza coś dokładnie przeciwnego do medialnego automatyzmu: każde takie twierdzenie powinno zostać szczególnie starannie zweryfikowane dowodami od niego niezależnymi.
Dokumentem.
Przepływem finansowym.
Korespondencją.
Bilingiem.
Zeznaniem innej osoby.
Obiektywnym śladem.
Nie nagłówkiem.
Nie przeciekiem.
Nie politycznym komentarzem.
Zasada obiektywizmu z art. 4 k.p.k. nie nakazuje organom poszukiwania materiału potwierdzającego przyjętą wcześniej tezę. Nakazuje uwzględniać okoliczności przemawiające zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść osoby, której postępowanie dotyczy. Zasada swobodnej oceny dowodów z art. 7 k.p.k. również nie oznacza dowolności. A domniemanie niewinności z art. 5 § 1 k.p.k. nie przestaje obowiązywać dlatego, że dana historia stała się atrakcyjna politycznie.
Dlatego Zondacrypto jest dziś czymś więcej niż sprawą jednej giełdy.
To może być również test jakości państwa prawa.
Jeżeli naprawdę chcemy poznać prawdę, zakres pytań nie może kończyć się tam, gdzie kończy się bieżąca polityczna użyteczność odpowiedzi.
Trzeba więc pytać również o historię BitBay. O okoliczności zaginięcia Sylwestra Suszka. O osoby i środowiska pojawiające się wokół niego. O wątki paliwowe, które są przedmiotem odrębnych postępowań. O ewentualne relacje zagraniczne i wschodnie, jeżeli istnieją ku temu podstawy dowodowe. O wcześniejsze historie polskich giełd kryptowalut. O BitMarket. O pieniądze jego klientów. O śmierć Tobiasza Niemiro.
Nie dlatego, że należy te sprawy automatycznie ze sobą łączyć.
Właśnie dlatego, że nie wolno ich łączyć bez dowodów.
Ale nie wolno również arbitralnie wycinać z analizy tych elementów, które mogą okazać się niewygodne dla przyjętej wcześniej narracji.
Publiczne komunikaty wskazują zresztą, że postępowanie dotyczące działalności Zondacrypto zostało połączone ze śledztwem dotyczącym zaginięcia Sylwestra Suszka z uwagi na stwierdzoną przez organy łączność podmiotową i przedmiotową. To pokazuje najlepiej, jak wielowątkowa jest materia, z którą mamy do czynienia. (Pap)
Tym bardziej niepokoi, gdy postępowanie przygotowawcze zaczyna posiadać swoją medialną dramaturgię, zanim posiada sądowy finał.
Tajemnica postępowania przygotowawczego nie została wymyślona po to, aby utrudniać pracę dziennikarzom. Ma chronić prawidłowy tok postępowania, materiał dowodowy, prawa jego uczestników i — co dzisiaj szczególnie łatwo przeoczyć — możliwość przeprowadzenia przyszłego procesu bez wcześniejszego wydania społecznego wyroku.
W ostatnich latach zbyt często obserwowaliśmy w Polsce model odwrotny.
Najpierw medialna teza.
Potem przeciek.
Następnie polityczny komentarz.
Później kolejne nazwisko.
A gdzieś na końcu, często już poza zainteresowaniem opinii publicznej — akta, dowody i sąd.
Prawo nie może działać w ten sposób. Niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę i przeciwko komu prowadzone jest postępowanie.
Nie przesądzamy, czy ktokolwiek w sprawie Zondacrypto jest winny.
Nie przesądzamy również, że osoba współpracująca z organami ścigania mówi prawdę albo jej nie mówi.
To nie jest zadanie mediów.
Nie jest to także zadanie polityków.
I nie powinno być zadaniem mediów społecznościowych.
Od tego mamy postępowanie dowodowe, profesjonalnych uczestników procesu i niezawisły sąd.
Natomiast jako prawnicy mamy prawo — a czasami obowiązek — pytać o standard.
Czy wszystkie wątki badane są z jednakową determinacją?
Czy informacje z postępowania nie zaczynają żyć publicznie szybciej niż same dowody?
Czy osoba posiadająca interes procesowy nie otrzymuje medialnie statusu wiarygodnego świadka, zanim jej twierdzenia zostaną zweryfikowane?
I wreszcie:
czy prowadzimy jeszcze postępowanie karne, którego rezultatem może być polityczna konsekwencja, czy zaczynamy prowadzić polityczną rozgrywkę, której narzędziem staje się postępowanie karne?
Granica między jednym a drugim jest cienka.
Ale dla państwa prawa — fundamentalna.