14/05/2026
Dlaczego unikanie przesyłek sądowych to najdroższa „strategia” procesowa?
Przyznam szczerze: jako prawnik, który od lat zajmuje się sporami o zapłatę, widziałam już wiele strategii procesowych. Ale jednej z nich po prostu nie rozumiem: unikania podejmowania korespondencji z sądu w nadziei, że problem sam zniknie.
To nie jest sprytny ruch na przeczekanie. To świadoma rezygnacja z kontroli nad własnymi sprawami, która generuje dodatkowe koszty.
„Ucieczka” przed listonoszem uruchamia dalsze mechanizmy. Jeśli standardowe awizowanie przy pierwszym doręczeniu nie działa, z pewnymi wyjątkami, do gry wchodzi doręczenie komornicze. To dodatkowe opłaty za czynności komornika, które w końcowym rozliczeniu procesu obciążają stronę pozwaną.
Jeśli mimo prób doręczenia, miejsce pobytu pozwanego pozostaje nieustalone, sąd może wyznaczyć kuratora, dla osoby nieznanej z miejsca pobytu. Kurator nie jest darmowym "urzędnikiem". Jego wynagrodzenie często odpowiada pełnej stawce minimalnej profesjonalnego pełnomocnika.
W praktyce oznacza to, że strona pozwana i tak ponosi koszt fachowej obrony – tyle że płaci za kuratora, którego wyznaczył sąd, a nie ona sama.
Oczywiście, w przypadku tzw. "dłużników zawodowych" całkowicie niewypłacalnych, dla których kolejna pozycja na liście zadłużenia nie robi różnicy, taka „strategia” może być obojętna – i tak nie posiadają oni majątku, z którego można cokolwiek ściągnąć a dodatkowo nie muszą samodzielnie walczyć z danym problemem.
Jednak problem polega na tym, że strategia niepodejmowania przesyłek dotyczy też osób, które mają co tracić, a w ten sposób jedynie próbują odsunąć od siebie problem.
Z perspektywy strategii procesowej to najgorszy możliwy układ.
Kurator, choć często jest profesjonalistą, ma dostęp wyłącznie do dokumentów złożonych przez stronę przeciwną. Nie zna wersji wydarzeń drugiej strony, nie widział korespondencji mailowej z kontrahentem ani nie zna specyfiki danej sprawy. Broni praw dłużnika trochę „po omacku”, opierając się na materiale przedstawionym przez przeciwnika procesowego.
Trudno zrozumieć, dlaczego ktokolwiek, kto dba o swoje interesy, miałby oddawać swój los w ręce kogoś, kto nie zna stanu faktycznego – skoro za te same pieniądze może zaangażować własnego pełnomocnika. Prawnika, który od początku przygotuje merytoryczną strategię i powalczy o wynik.
W sporach sądowych pasywność zawsze kosztuje najwięcej.