18/12/2019
Czy banki mogą żądać wynagrodzenia za udostępnienie kapitału po unieważnieniu umowy kredytowej?
Kiedy 3 października 2019 r. zapadł głośny wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie C-260/18 (państwo Dziubak vs Bank Raiffeisen), w którym Trybunał udzielił odpowiedzi na pytania prejudycjalne zadane przez Sąd Okręgowy w Warszawie (SSO Kamil Gołaszewski) dotyczące interpretacji przepisów Dyrektywy 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich, Frankowicze otwierali szampana ciesząc się z wydanego przez TSUE rozstrzygnięcia.
Trybunał wskazał m.in. na możliwość unieważniania umów zawierających klauzule abuzywne wydawało się zatem, że już nic nie jest w stanie powstrzymać lawiny pozwów przeciwko bankom stosującym w swych wzorcach umownych niedozwolone klauzule.
I rzeczywiście, wielu spośród kredytobiorców kredytów powiązanych z walutą obcą zdecydowało się na wystąpienie z powództwem przeciwko bankom, zwłaszcza, że już w niedługim czasie od rozstrzygnięcia wydanego przez TSUE zapadło wiele wyroków korzystnych dla Frankowiczów, które wsparte zostały argumentacją prawną zaprezentowaną przez Trybunał.
Tymczasem banki, których narracja wieszcząca kryzys ekonomiczny w przypadku wydania przez TSUE korzystnego dla kredytobiorców rozstrzygnięcia nie potwierdziła się, przystąpiły do kontrofensywy i zmieniły retorykę, tym razem przekonując, że unieważnienie umów kredytowych skutkować będzie dotkliwymi, finansowymi konsekwencjami dla Frankowiczów.
Skutek unieważnienia umowy kredytowej jest tożsamy z sytuacją, w której umowa nigdy nie została zawarta i tym samym nie wiązała stron. Strony zobowiązane są do wzajemnego zwrotu tego, co sobie w wykonaniu tejże nieważnej umowy świadczyły. Zatem kredytobiorca musi zwrócić do banku kwotę udostępnionego mu kapitału (nie zwraca odsetek i innych dodatkowych opłat), zaś bank wszystkie kwoty zapłacone na rzecz banku przez kredytobiorcę tytułem spłaty kredytu (w tym także koszty m.in. składek, ubezpieczeń).
I tak, w sprawie C-260/18, na kanwie której orzekał TSUE, pełnomocnik pozwanego banku oświadczył, że w przypadku unieważnienia umowy i powstania obowiązku zwrotu przez bank tych kwot, jakie kredytobiorca uiścił na rzecz banku w wykonaniu nieważnej umowy, pozwany bank będzie domagał się od powodów (kredytobiorców) wynagrodzenia za udostępnienie kapitału, a nawet (w ramach surogatu) wydania kredytowanej nieruchomości.
W podobnym tonie wypowiadają się przedstawiciele innych banków i organizacji lobbystycznych środowiska bankowego, np. Związku Banków Polskich, którzy w mniej lub bardziej zawoalowany sposób „ostrzegają” kredytobiorców przed potencjalnymi skutkami ich ewentualnej aktywności procesowej.
Czy rzeczywiście kredytobiorcy mają się czego obawiać decydując się na dochodzenie swoich praw przed sądem?
Z całą pewnością warto zacząć od tego, że należy potraktować narrację sektora bankowego jako zagranie stricte psychologiczne i PR-owe. Nie może dziwić, że banki, które przez lata osiągały zyski z tytułu stosowania nieuczciwych klauzul w swoich umowach, mają wiele do stracenia w razie wystąpienia przez dużą grupę kredytobiorców z pozwami o „odfrankowienie” bądź unieważnienie umowy kredytowej. W związku z czym za wszelką cenę starają się wywołać zniechęcający kredytobiorców efekt, rozpowszechniając informacje o negatywnych dla konsumentów skutkach unieważnienia umowy.
Nikt oczywiście nie zabroni bankom wysuwać roszczeń, jednak analizując wypowiedzi przedstawicieli banków kontekście obowiązującego stanu prawnego, należy uznać potencjalne żądania za niezasadne.
Należy zauważyć, że banki nie mogą żądać wynagrodzenia za korzystanie przez kredytobiorcę z udostępnionego im kapitału, ponieważ dla żądania chociażby odsetek kapitałowych przewidzianych przez ustawę konieczne jest istnienie podstawy prawnej, która przecież w przypadku nieważności umowy kredytowej nie istnieje.
Banki nie mają również podstaw do żądania zwrotu przez kredytobiorcę zwaloryzowanej kwoty świadczenia (kwoty udostęnionego kapitału), ponieważ zgodnie z art. 358 1 § 4 k.c. z takim żądaniem nie może wystąpić przedsiębiorca, czyli bank.
Ponadto należy wskazać, że konsumenci (inaczej niż banki, które już w latach 90-tych ubiegłego stulecia miały, a przynajmniej jako profesjonalne podmioty powinny mieć, świadomość, że konstrukcja tworzonych przez nie umów nie jest uczciwa – vide: uchwała siedmiu sędziów SN z dnia 22 maja 1991 r., III CZP 15/91), pozostawali w dobrej wierze użytkując kapitał udostępniony im na mocy umowy kredytowej, której nieważność stwierdziłby sąd. Jeżeli zatem bank domagałby się od kredytobiorcy odsetek od bezprawnie użytkowanego kapitału zgodnie z przepisami o rozliczaniu się posiadacza rzeczy z właścicielem tej rzeczy, to musiałby udowodnić, że kredytobiorca od samego początku zdawał sobie sprawę, że nie jest uprawniony do użytkowania udostępnionego mu kredytu, co jest oczywistym absurdem.
Dodatkowo, odnosząc się do kwestii bezpodstawnego wzbogacenia, czyli bezprawnego uzyskania korzyści majątkowej przez kredytobiorcę kosztem banku, należałoby także ustalić istnienie zubożenia po stronie banku, co również wydaje się być wątpliwe. Bank co najwyżej finalnie mógł nie osiągnąć zysku w wyniku usunięcia takiej wadliwej umowy z obrotu prawnego, jednakże to bank, jako przedsiębiorca powinien konstruować poprawne merytorycznie i zgodne z prawem wzorce umów, a jeśli tego nie uczynił, to wina za uznanie umowy za nieważną leży wyłącznie po jego stronie.
Kolejno należy wskazać na kwestię przedawnienia ewentualnych roszczeń banku. W przypadku przedsiębiorców termin przedawnienia roszczeń wynosi 3 lata i należy liczyć od daty spełnienia świadczenia, tj. od wypłaty kredytu lub poszczególnych jego transz. Oznacza to, że kredytobiorca, od którego bank żądałby wynagrodzenia za użytkowanie kapitału, mógłby podnieść zarzut przedawnienia, a w konsekwencji bank nie otrzymałby zwrotu nie tylko żądanych odsetek, ale także samego kapitału. W obecnym stanie prawnym możliwe jest jednak nieuwzględnienie takiego zarzutu przedawnienia ze względu na zasady słuszności. Nawet jeśli zarzut przedawnienia nie odniósłby skutku, rozliczenie pomiędzy stronami nie musi nastąpić od razu. Sąd może bowiem odroczyć termin płatności świadczenia kredytobiorcy na rzecz banku, jak również rozłożyć należność na raty.
Wreszcie na przeszkodzie wszelkim żądaniom zwrotu kwot innych niż udostępniony kapitał, stoi sam cel dyrektywy 93/13/EWG. Wykładnia dyrektywy wskazuje, że ma ona mieć odstraszający wpływ na nieuczciwych przedsiębiorców. Możliwość dochodzenia przez banki wynagrodzenia za użytkowanie kapitału, który został udostępniony konsumentowi na mocy umowy, która z winy banku, zawierała zapisy uniemożliwiające tej umowie pozostanie w obrocie prawnym, byłaby nieuczciwa wobec konsumentów i stałaby w oczywistej sprzeczności z celem tejże dyrektywy.
Odnosząc się do ewentualnego żądania wydania nieruchomości, podkreślić należy, że taka sytuacja mogłaby mieć miejsce jedynie w przypadku, gdyby kredytobiorca nie był w stanie zwrócić bankowi udostępnionych mu środków. Jak wspomniałam powyżej, sąd może odroczyć termin płatności świadczenia kredytobiorcy na rzecz banku czy też rozłożyć należność na raty. Dzięki temu kredytobiorca zyskuje czas na zgromadzenie kapitału. Dodatkowo, takie żądanie banku będzie przedmiotem oddzielnego powództwa przeciwko kredytobiorcy, w ramach którego wysunie swoje żądania oraz argumentację na ich poparcie. A wynik takiego postępowania nie jest z góry przesądzony.