16/12/2025
Ta historia jest zatrważająca, ale pragniemy zauważyć, że to również dzięki naszemu zespołowi, teraz farmaceuci mają znacznie skuteczniejszych prawników.
14 grudnia 1663 roku na Rynku Głównym spalono Matiasza Calahorę.
👉Matiasz był wnukiem pochodzącego z Hiszpanii doktora Salomona Calahorry, lekarza nadwornego Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy.
👉Cała rodzina cieszyła się dużym szacunkiem. Matiasz prowadził w mieście żydowskim aptekę. Był głównym dostawcą leków w Kazimierzu.
👉Na mocy umowy zawartej z gminą żydowską dostarczał też leki biednym Żydom, a także pomagał podopiecznym miejscowego przytuliska. Praktykę lekarską prowadził także wśród chrześcijan.
👉Jak zatem doszło do tego, że spłonął na stosie? Calahora przyjaźnił się z ks. Serwacym Hebellim, włoskim kaznodzieją z kościoła św. Wojciecha. Pewnego razu doszło między nimi do zatargu.
👉Hebelli oskarzył Calahorę, że podczas kłótni znieważył Matkę Boską. Pikanterii sprawie dodawał fakt, że Hebelli na świadka powołał niejakiego Hieronima Rubikowskiego. Był to ochrzczony Żyd, który sądził się z Matiaszem o spadek.
👉 Świadek zeznał, że słyszał jak Calahora wypowiada bluźnierstwa i złorzeczy. Więcej, miał widzieć jak oskarżony spisał te bluźnierstwa i kartkę porzucił w stallach kościoła dominikanów.
👉Sąd dał wiarę oskarżeniom i skazał Calahorę na „na publiczne a wyszukane męki, a potem na spalenie żywcem na rynku krakowskim."
👉Rodzina skazanego próbując go ratować, złożyła apelację do do Trybunału Głównego Koronnego w Piotrkowie. Niestety sąd królewski nie dość, że wyrok podtrzymał, to jeszcze dołożył kilka tortur.
👉 Mistrz czyli kat miał najpierw napiętnować bluźniercę. Następnie obciąć prawą rękę, którą spisywać miał bluźnierstwa. Kolejną torturą było wyrwanie warg i języka. Tak okaleczonego nieszczęśnika powleczono na stos.
👉Po spaleniu ciała popiół nabito w armatę i wystrzelono na „cztery strony świata", aby nie pozostał po nim żaden ślad. Część prochów udało się Żydom zebrać i pochować na Cmentarzu przy Synagodze Remu.