13/08/2026
[Prawnik / doradca podatkowy jak natrętny kosmetolog?]
Byłem w tym tygodniu na zabiegu u Pani kosmetolog.
Po co o tym tutaj piszę?
Podczas wizyty przez prawie połowę czasu próbowano mnie namówić na multum innych zabiegów (nazw większości z nich nawet nie potrafiłbym dziś powtórzyć).
Nie było próby logicznego wytłumaczenia mi, po co jest mi to potrzebne i co konkretnie miałbym dzięki temu zyskać.
To dziwne doświadczenie przypomniało mi o (moim zdaniem patologicznym) zachowaniu części szeroko pojętego środowiska prawnego i podatkowego.
Nie potrafię zliczyć, ile razy słyszałem o sytuacjach, w których klientowi „wciskano”:
1) spółkę z o.o. bez żadnego pomysłu na to, co właściwie ma zostać do niej przeniesione, do czego ma służyć i w jaki sposób właściciel będzie później wypłacał z niej pieniądze,
2) fundację rodzinną (bo każdy teraz zakłada FR),
3) papierowe procedury ala kopiuj-wklej przepisów, które można co najwyżej wydrukować i schować do szafy,
4) wnioski o interpretację indywidualne, w których interpretacja przepisów nie budziła żadnych wątpliwości, a kwota ew. ryzyka (o ile wgl można mówić o ryzyku) była znikoma.
Dla mnie podstawą doradztwa jest coś innego klient powinien rozumieć, za co płaci tj.
- po co coś robimy
-- jaki problem rozwiązujemy
--- co klient realnie na tym zyska
Oczywiście tam, gdzie się da pokazuje wszystko na konkretnych liczbach (uwielbiam np. Excel).
Takie podejście może być mniej opłacalne w krótkim terminie (sprzedam potencjalnie mniej). Jednocześnie w długim terminie właśnie na tym, moim zdaniem, buduje się zdrową relację z klientem / zdrowy biznes bez wyrzutów sumienia.