23/08/2026
Reforma poprawiła przepisy, ale nie odbudowała orzecznictwa ZUS.
Pod koniec lipca 2026 r. ZUS miał 298,5 obsadzonych etatów lekarzy orzeczników i aż 332,9 etatów nieobsadzonych. Średnia wieku lekarza orzecznika wynosi obecnie 63 lata. To nie jest już zwykła luka kadrowa. To jest problem całego modelu, od którego zależy tempo i jakość postępowań dotyczących rent, świadczeń rehabilitacyjnych oraz niezdolności do pracy.
Od 13 kwietnia 2026 r. ZUS może zatrudniać lekarzy na bardziej elastycznych zasadach, również na podstawie umów o świadczenie usług. Rozszerzono krąg osób, które mogą wykonywać czynności orzecznicze. W lipcu znacząco podwyższono wynagrodzenia. Obie zmiany były potrzebne.
Pierwsze dane pokazują jednak, że przepisy można zmienić w ciągu kilku miesięcy, ale atrakcyjności zawodu i zaufania do systemu nie odbudowuje się jednym rozporządzeniem.
Lekarz orzecznik nie leczy. Analizuje dokumentację i rozstrzyga, czy stan zdrowia człowieka spełnia ustawowe warunki otrzymania świadczenia. Od jego oceny może zależeć, czy chory zachowa źródło utrzymania. To ogromna odpowiedzialność, presja czasu i obciążenie psychiczne. Dla młodego lekarza jest to jednocześnie ścieżka zawodowa, która może ograniczać rozwój kliniczny i zdobywanie doświadczenia w specjalizacji.
Im mniej lekarzy, tym więcej spraw przypada na każdego z nich. Jeżeli podstawowym oczekiwaniem staje się szybkość wydawania orzeczeń, rośnie ryzyko, że indywidualna ocena człowieka zostanie zastąpiona schematem, a w sprawach dotyczących zdrowia i zabezpieczenia społecznego schemat może oznaczać utratę świadczenia przez osobę, która nie ma już ani zdrowia, ani realnej możliwości powrotu do pracy.
ZUS-owi nie brakuje wyłącznie lekarzy. Brakuje mu modelu pracy, który byłby atrakcyjny zawodowo, bezpieczny dla lekarza i sprawiedliwy dla ubezpieczonego.
Link do artykułu w komentarzu.