10/06/2026
Dużą satysfakcję przynoszą nam sprawy, w których znalezienie rozwiązania nie jest proste i oczywiste. Konieczne okazuje się żmudne poszukiwanie i badanie dokumentów, odkrywanie historii i ustalanie faktów. W wielu przypadkach to właśnie w przeszłości znajduje się źródło obecnych problemów naszych klientów, a jego odkrycie i wyeliminowanie wymaga czasu, wysiłku i konsekwencji w działaniu.
Jedna z takich historii dotyczy rolnika, obecnie emeryta, starszego i schorowanego człowieka. Pod koniec lat 90-tych XX wieku razem z żoną zaciągnął kredyt inwestycyjny w jednym banków. Kwota nie była imponująca i wynosiła ok. 30.000 zł. Po jakimś czasie jego żona zmarła, a on popadł w przejściowe problemy finansowe. Przez pewien czas spóźniał się z regulowaniem rat kredytu, a potem przez kilka miesięcy w ogóle ich nie spłacał. Próbował negocjować z bankiem odroczenie płatności, ale rozmowy okazały się bezowocne.
Bank na podstawie obowiązujących w tamtym czasie przepisów wystawił bankowy tytuł egzekucyjny. Sprawa została skierowana do egzekucji.
Należność była spłacana przez kilka kolejnych lat w ratach do rąk komornika sądowego. Praktycznie całość tych kwot była zaliczana na poczet odsetek i kosztów postępowania, które przyrastały lawinowo. W 2016 roku dłużnik przy udziale ówczesnego pełnomocnika zawarł porozumienie z bankiem zgodnie z którym miał dopłacić jeszcze kilka tysięcy złotych w zamian za co bank miał umorzyć mu resztę długu.
Dłużnik ze swoich zobowiązań się wywiązał, ale bank obietnicy nie dotrzymał i egzekucja nadal była prowadzona. Przedstawiciele banku nie poinformowali komornika o zawartym porozumieniu ani nie przekazali informacji o wpłacie dokonanej przez dłużnika. Potwierdzenie zawarcia ugody posiadał bank w swoich aktach, drugi egzemplarz był w aktach pełnomocnika dłużnika. Pełnomocnik też nie poinformował komornika o zawartej ugodzie i dokonanej wpłacie. Kontakt z tą osobą się urwał. Kancelaria została zamknięta. Dłużnik nie był w stanie ustalić co się z nią stało.
W związku ze swoim, wydawałoby się, beznadziejnym położeniem dłużnik zaprzestał jakiejkolwiek walki z wierzycielem i komornikiem. Było mu już po prostu wszystko jedno. Prze kolejne lata niepotrzebnie spłacał nieistniejący już dług. Cały czas były naliczane odsetki za opóźnienie, co spowodowało, że mimo 20 lat spłacania zadłużenia, dłużnik nadal miał do spłaty ok. 30.000 zł.
Z tą sprawą zgłosiła się do nas córka klienta. Po jej telefonie zorganizowaliśmy spotkanie z nim, a następnie nawiązaliśmy współpracę. Udało nam się ustalić, co się stało z aktami ze zlikwidowanej kancelarii i dotrzeć do ugody z bankiem.
Na tej podstawie skierowaliśmy do sądu pozew z z art. 840 § 1 pkt 2 kodeksu postępowania cywilnego, czyli żądanie pozbawienia wykonalności tytułu wykonawczego. Sąd nie miał wątpliwości, że zgodnie z zawartą ugodą zobowiązanie zostało spłacone przez dłużnika już w 2016 roku, a dalsze prowadzenie egzekucji było błędem wynikającym z zaniedbania po stronie pracowników banku i kancelarii, która ten bank reprezentowała w sporach z dłużnikami.
Po latach okazało się, że do zwrotu na rzecz klienta pozostaje spora nadpłata wynikająca z bezzasadnie prowadzonej egzekucji.
Takie sprawy nadają sens naszej pracy. Cieszymy się, że mogliśmy rozwiązać problem który istniał przez wiele lat i ta historia znalazła swój pozytywny finał.