19/08/2026
Wczoraj było o kolejnym wyroku, w którym Sąd Okręgowy w Szczecinie stwierdził nieważność umowy kredytu oprocentowanego według formuły WIBOR+marża, a dzisiaj dla odmiany o postanowieniu w przedmiocie zabezpieczenia, które zostało wydane w naszej sprawie dotyczącej kredytu WIBOR+marża udzielonego przez ING Bank Śląski w 2019 roku, a prowadzonej pod sygnaturą I C 1548/24.
Patrząc wyłącznie na sentencję, wydanego 21 maja postanowienia może wydawać się ono nieinteresujące - Sąd oddalił bowiem nasz wniosek o zabezpieczenie.
Perspektywa zmienia się jednak o 180 stopni, gdy przeczytamy opublikowane 27 lipca uzasadnienie a jest ono o tyle ciekawe, że Sąd Okręgowy w Szczecinie wprost stwierdził, iż powodowie *"uprawdopodobnili roszczenie o ustalenie nieistnienia stosunku prawnego wynikającego z nieważnej umowy kredytu".
Innymi słowy: na obecnym, etapie postępowania - w którym w zasadzie zostało już przeprowadzone całe postępowanie dowodowe - Sąd uznał, że istnieje znaczna szansa, iż podnoszone przez nas zarzuty wobec klauzuli zmiennego oprocentowania okażą się zasadne.
Co przekonało Sąd? Przede wszystkim sposób realizacji przez bank obowiązków informacyjnych związanych ze zmiennym oprocentowaniem opartym na WIBOR 6M.
Sąd wyszedł od orzecznictwa TSUE - w tym głośnego lutowego wyroku w sprawie WIBOR, który zdaniem banków miał być dla nich korzystny - i przypomniał, że wymóg sformułowania warunku umownego prostym i zrozumiałym językiem nie oznacza wyłącznie poprawności gramatycznej.
Konsument powinien otrzymać przed zawarciem umowy takie informacje, które pozwolą mu rzeczywiście zrozumieć mechanizm oprocentowania oraz – co szczególnie istotne – oszacować jego potencjalne konsekwencje ekonomiczne dla swoich zobowiązań w całym okresie wykonywania umowy.
Nie wystarczy więc napisać: „oprocentowanie stanowi WIBOR 6M + marża”, a następnie wyjaśnić, że gdy WIBOR wzrośnie, rata wzrośnie, a gdy spadnie – rata spadnie.
To jest oczywista zależność arytmetyczna. Nie daje jednak konsumentowi odpowiedzi na najważniejsze pytanie czyli jak duże ryzyko finansowe przyjmuję na siebie, podpisując tę umowę na wiele lat?
Sąd bardzo wyraźnie odwołał się w tym zakresie do zasady symetrii informacyjnej. Bank jako profesjonalista dysponuje wiedzą o rynku finansowym, konstrukcji produktu, zachowaniu stóp procentowych i konsekwencjach zmian wskaźników referencyjnych. Konsument tej wiedzy co do zasady nie posiada.
Rolą banku jest więc przekazanie informacji w taki sposób, aby konsument przed podpisaniem umowy mógł rozsądnie ocenić ryzyko, a nie dopiero doświadczyć jego skutków kilka lat później.
Co więcej, Sąd zwrócił uwagę na szczególny charakter WIBOR-u. W przywoływanym orzecznictwie TSUE analizowane były m.in. wskaźniki publikowane przez bank centralny Hiszpanii, a więc posiadające dodatkowe gwarancje instytucjonalne i publikowane w oficjalnych publikatorach.
Zdaniem Sądu wymagania informacyjne należy stosować tym bardziej do wskaźnika opracowywanego przez podmiot prywatny, który samodzielnie określa zasady gromadzenia i opracowania danych oraz sposób ich publikowania.
Sam fakt, że WIBOR jest wskaźnikiem referencyjnym w rozumieniu rozporządzenia BMR, nie zwalnia więc banku z obowiązku zapewnienia konsumentowi przejrzystości klauzuli umownej.
Sąd wprost odwołał się tutaj do wyroku TSUE z 12 lutego 2026 r. w sprawie C-471/24 i wskazał, że klauzule oprocentowania oparte na WIBOR nie są wyłączone spod kontroli sądowej ani spod reżimu ochrony konsumenckiej. Jeżeli bank odsyła konsumenta do informacji publikowanych przez administratora WIBOR-u, powinien jednoznacznie wskazać, gdzie te informacje się znajdują i jaki jest ich zakres. Co więcej – jak wskazał Sąd – bank bierze wówczas odpowiedzialność za to, czy informacje, do których odsyła konsumenta, rzeczywiście pozwalają spełnić standard przejrzystości wymagany przez prawo unijne.
I tutaj zaczyna się najciekawsza część uzasadnienia dotycząca naszej konkretnej umowy. W aktach sprawy znajduje się formularz informacyjny przygotowany przez ING.
Problem numer jeden? Formularz jest datowany na 30 sierpnia 2019 r., podczas gdy umowę kredytu zawarto 28 sierpnia 2019 r.
Tymsamym dokument, który miał służyć przekazaniu informacji przed zawarciem umowy, według jego własnej daty został sporządzony dwa dni po jej podpisaniu a według zeznań pozwanych nie został im w ogóle przekazany.
Ale Sąd poszedł dalej. Stwierdził, że nawet gdyby założyć, iż formularz został kredytobiorcom wręczony wcześniej, jego treść nadal nie realizowała obowiązków informacyjnych w wymaganym przez obowiązujące już wtedy prawo zakresie.
Formularz wyjaśniał bowiem przede wszystkim, że WIBOR 6M jest referencyjną stopą dla sześciomiesięcznych kredytów na polskim rynku międzybankowym, że oprocentowanie stanowi sumę WIBOR-u i marży oraz że wzrost oprocentowania powoduje wzrost raty.
Nie zawierał natomiast informacji o historycznym zachowaniu wskaźnika pozwalających konsumentowi realnie oszacować skalę ryzyka. Sąd uznał wręcz, że w celu prawidłowego zobrazowania ryzyka należało przedstawić konsumentowi historyczne zmiany WIBOR-u z miarodajnego, co najmniej kilkuletniego okresu oraz modelowe wysokości rat przy wzroście WIBOR-u odpowiadającym jego maksymalnym historycznym wartościom.
To bardzo istotna teza. Bank nie powinien więc ograniczać informacji o ryzyku do abstrakcyjnego komunikatu: „rata może wzrosnąć”.
Powinien pokazać konsumentowi na liczbach, co taki wzrost może oznaczać dla jego osobistych finansów.
Sąd zwrócił uwagę jeszcze na jeden bardzo ciekawy element formularza ING. Bank przedstawił symulację wzrostu oprocentowania do poziomu odsetek maksymalnych i wskazał konkretną wysokość raty, sugerując tym samym istnienie pewnej górnej granicy ryzyka.
Problem polega na tym, że wysokość odsetek maksymalnych sama jest zmienna. W konsekwencji przedstawiona konsumentowi „maksymalna rata” wcale nie musi być maksymalną. Sąd stwierdził więc wprost, że taka informacja mogła wprowadzać konsumenta w błąd co do rzeczywistego zakresu ryzyka zmiennego oprocentowania.
I właśnie na tej podstawie Sąd doszedł do najważniejszego wniosku. Na obecnym etapie postępowania zostało uprawdopodobnione, że bank nie zachował wymagań dotyczących przejrzystości klauzuli zmiennego oprocentowania, a przygotowane materiały informacyjne mogły zniekształcać obraz ryzyka ponoszonego przez konsumentów.
To z kolei pozwala – zdaniem Sądu – na przyjęcie jako uprawdopodobnione, że postanowienia te, sprzecznie z wymogami dobrej wiary, powodowały znaczącą nierównowagę praw i obowiązków stron ze szkodą dla konsumenta.
Ponieważ sposób ustalania oprocentowania jest jednym z wymaganych przez Prawo bankowe elementów umowy kredytu, eliminacja klauzuli zmiennego oprocentowania może prowadzić do nieważności całej umowy.
Sąd stwierdził to wprost: "roszczenie o uznanie klauzuli za niewiążącą, a w konsekwencji o stwierdzenie nieważności całej umowy, jest na obecnym etapie postępowania uprawdopodobnione." Przypomnę, że postępowanie jest już na etapie, który w naszej ocenie dojrzał do wyrokowania a asumptem do złożenia wniosku o zabezpieczenie było między innymi orzeczenie TSUE z lutego bieżącego roku.
Dlaczego więc zabezpieczenia nie udzielono?
Nie dlatego, że Sąd uznał nasze zarzuty za niezasadne. Przeciwnie. Wniosek został oddalony wyłącznie z uwagi na drugą przesłankę zabezpieczenia – brak interesu prawnego.
Bank wypłacił 163.372 zł, natomiast do końca kwietnia 2026 r. pozwani spłacili 155.670,98 zł. Sąd uznał więc, że dopóki suma świadczeń uiszczonych przez kredytobiorców nie przekroczy wypłaconego kapitału, dalsza spłata nie powoduje jeszcze takiego zagrożenia dla ich interesów, które uzasadniałoby wstrzymanie płatności rat na czas procesu.
Nie można pominąć faktu, że takie rozumowanie zostało podważone kilka lat temu zarówno przez Sąd Apelacyjny w Szczecinie jak i później przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Tymsamym można domyślić się logiki jaką kierował się Sąd Okręgowy: oddalę wniosek, ale uznam zarzuty powoda, przyjmę bardzo wątpliwą przesłankę oddalenia, sprawa trafi do Sądu Apelacyjnego, który albo potwierdzi moje rozumowanie co do oceny umowy i postanowienie zmieni albo postanowienie utrzyma w mocy najprawdopodobniej wówczas wskazując, że moje rozumowanie co do oceny umowy jest błędne.
W pewnym uproszczeniu można więc powiedzieć, że zażalenie na postanowienie będzie sposobem by Sąd Apelacyjny wypowiedział się co do meritum sprawy jeszcze za nim trafi do niego z apelacją, którejkolwiek strony. Będzie to o tyle istotne prawnie, że tak jak mówiłem oceniając zażalenie Sąd Apelacyjny będzie już dysponować kompletnym materiałem dowodowym w sprawie.