Blog lawLAB

Blog lawLAB Blog Prawniczy Kancelarii Radcy Prawnego Michała Osińskiego

[ Sado-maso a prawa człowieka ]W 1987 roku w trakcie rutynowych czynności angielska policja weszła w posiadanie filmów w...
20/11/2013

[ Sado-maso a prawa człowieka ]

W 1987 roku w trakcie rutynowych czynności angielska policja weszła w posiadanie filmów wideo, nagranych w trakcie sado-masochistycznych spotkań z udziałem około 40 mężczyzn. Utrwalone na nagraniach zachowania polegały głównie na maltretowaniu genitaliów (np. przy użyciu gorącego wosku, papieru ściernego, haczyków wędkarskich i igieł) oraz rytualnych pobiciach (np. przy użyciu pejczy, pasków nabijanych kolcami i pokrzyw). Zadawane rany krwawiły i pozostawiały blizny. Czynności te podejmowane były za zgoda osób w nich uczestniczących. Miały miejsce w różnych miejscach, w tym w pokojach wyposażonych w sale tortur. Spotkania były rejestrowane za pomocą kamer, a nagrania rozprowadzane wśród uczestników. Uczestnicy tych zdarzeń zostali oskarżeni o przestępstwa seksualne, pobicia i uszkodzenia ciała, a następnie skazani na kary pozbawienia wolności o różnej długości.

W skardze do Europejskiego Trybunał Praw Człowieka skazani twierdzili, że prowadzone przeciwko nim postępowanie karne, w trakcie którego zarzucono im pobicia i uszkodzenia ciała uczestników sado-masochistycznych aktów, stanowiło ingerencję władz publicznych w ich prawo do poszanowania życia prywatnego.

Skarżący twierdzili, że ingerencja władz była niedopuszczalna, ponieważ wszystkie osoby uczestniczące w spotkaniach były pełnoletnie; uczestnictwo było limitowane i ograniczone do osób o podobnych skłonnościach; świadkami zabaw nie były osoby postronne; a ich skutkiem nie były poważne ani trwałe uszkodzenia ciała pociągające za sobą konieczność hospitalizacji. Wcześniej nie odnotowano również żadnych interwencji policji. W ocenie skazanych ich sprawa powinna być postrzegana jako jeden z przejawów ekspresji seksualnej, a nie aktów przemocy.

W odpowiedzi na skargę rząd angielski twierdził, że ingerencja była zgodna z prawem, albowiem jej celem była jedynie ochrona zdrowia i moralności. W ocenie rządu państwo było uprawnione do karania aktów przemocy, przypisanych skarżącym, niezależnie od ich błahego charakteru czy zgody pokrzywdzonych. Obowiązek ingerencji wynikał także z używania przez skarżących niebezpiecznych narzędzi tortur.

Europejski Trybunał Praw Człowieka nie podzielił stanowiska skazanych. Trybunał uznał wprawdzie, że orientacja i aktywność seksualna mieszczą się w intymnym aspekcie życia prywatnego, jednak nie każda forma aktywności seksualnej, do której dochodzi za zamkniętymi drzwiami, mieści się w zakresie prawa do prywatności. Na przeszkodzie do zaliczenia orientacji seksualnej i formy osiągania seksualnej satysfakcji do intymnej sfery życia prywatnego w tej konkretnej sprawie stały jej szczególne okoliczności, a mianowicie znaczna liczba osób zaangażowanych w praktyki sadomasochistyczne, komercyjne świadczenie usług w postaci udostępniania specjalnie wyposażonych komnat, kręcenie filmów i ich rozpowszechnianie ich wśród członków grupy. Okoliczności te skłoniły Trybunał do przyjęcia, że opisywane praktyki nie mieściły się w pojęciu życia prywatnego.

Sprawa Laskey i inni v Zjednoczone Królestwo, wyrok ETPCz z 19.02.1997r.

[ CHEVRON zawinił, prawnika powieszą ]15 października 2013 roku Chevron wniósł do sadu federalnego w Nowym Jorku pozew c...
12/11/2013

[ CHEVRON zawinił, prawnika powieszą ]

15 października 2013 roku Chevron wniósł do sadu federalnego w Nowym Jorku pozew cywilny przeciwko nowojorskiemu prawnikowi, specjaliście od ochrony środowiska, który wcześniej prowadził proces przeciwko koncernowi w Ekwadorze.

Za zanieczyszczenie środowiska w Ekwadorze koncern ma zapłacić astronomiczną kwotę 19 miliardów USD. Sprawa dotyczyła skażenia środowiska w latach 1964-92 na złożu w północno-wschodnim Ekwadorze, eksploatowanym przez Texaco, który został w 2001 r. kupiony przez Chevrona. Koncern twierdzi, że Texaco oczyścił tę część zanieczyszczeń, które spowodował, przed przekazaniem złoża państwowemu Petroecuador. Jednak w 2011 r. sąd ekwadorski zasądził 18 mld dolarów mieszkańcom wioski Lago Agrio, która ucierpiała z powodu skażeń. Następnie sąd podwyższył tę sumę do 19 mld wliczając koszty postępowania. Poszkodowanym nie udało się odebrać zasądzonej kwoty, bo Chevron wycofał się z tego kraju.

Teraz koncern oskarża pełnomocnika wygranych o „działalność gangsterską” i „próbę nielegalnego wymuszenia”, opierając swoje roszczenia na przepisach ustawy o nielegalnych wymuszeniach i korupcyjnych zmowach z 1970 roku, zwaną w skrócie RICO (Racketeer Influenced and Corrupt Organizations Act), wykorzystywaną głównie do walki z przestępczością zorganizowaną.

Celem pozwu giganta stał się nowojorski prawnik – Steven Donziger, który od 20 lat walczył w amerykańskich i ekwadorskich sądach o odszkodowania dla amazońskich Indian i rolników, oskarżających amerykańskie firmy naftowe o zanieczyszczanie lasów tropikalnych.

Chevron odmówił zapłaty zasądzonego w Ekwadorze odszkodowania, twierdząc, że wyrok, który zapadł w sprawie jest efektem kłamstw, przekupstwa i fabrykowania dowodów, a cała intryga miała zostać przygotowana przez Stevena Donzingera. Jeśli Chevron przekona do swoich racji sędziego, to będzie miał szansę na zablokowanie wykonalności ekwadorskiego wyroku. Dodatkowo, Chevron liczy na kilkudziesięciomilionowe odszkodowanie od pozwanego, pokrywające koszty prowadzenie wieloletniego procesu w Ekwadorze.

Głównym dowodem Chevronu jest zeznanie pod przysięgą byłego sędziego ekwadorskiego Alberto Guerry, który zeznał, że Donziger obiecał zapłacić sędziemu, który zasądził od Chrvron odszkodowanie - Nicolasowi Zambrano – kwotę 500 tys. USD z przyznanej sumy odszkodowania, jeśli będzie mógł wpisać tę sumę w swe koszty. Guerra zeznał również, że Zambrano obiecał podzielić się z nim tą łapówką. Ponadto, były sędzia zeznał, że zarówno wydana w sprawie opinia „niezależnego” biegłego, jak i sama sentencja wyroku miały zostać napisane przez prawników Donzingera.

Donzinger zaprzecza stawianym mu oskarżeniom, wskazując, że pozew koncernu to próba zastraszenia niezależnych prawników, podejmujących się prowadzenia spraw przeciwko gigantom naftowym. Sam prawnik twierdzi, że sędzia Alberto Guerra nie jest wiarygodny, bo Chevron zapłacił mu za takie zeznanie. Wcześniej Chevron ogłosił bowiem, że przeniósł rodzinę Guerry, aby chronić ją i zapłacił mu 38 tys. USD kosztów złożenia zeznań. Koncern potwierdził też, że zgodził się płacić rodzinie byłego sędziego 10 tys. USD miesięcznie na utrzymanie i 2 tys. USD za mieszkanie.

Sprawa będzie testem nowej strategii wielkich koncernów, polegającej na odstraszaniu potencjalnych przeciwników, poprzez kompromitowanie ich prawników.

źródło: Bloomberg Businessweek oraz www.wsj.com

[ Każdy wie, że VI**RA nie stawia na nogi ]W 2005 roku polska spółka VIAGUARA S.A. zwróciła się do OHIM (Urząd ds. Harmo...
06/11/2013

[ Każdy wie, że VI**RA nie stawia na nogi ]

W 2005 roku polska spółka VIAGUARA S.A. zwróciła się do OHIM (Urząd ds. Harmonizacji Rynku Wewnętrznego) o zarejestrowanie słownego znaku towarowego VIAGUARA dla produkowanych napojów energetycznych i alkoholowych.

Rejestracji oznaczenia sprzeciwiła się amerykańska spółka farmaceutyczna Pfizer Inc., właścicielka wcześniejszego, słownego znaku VI**RA, zarejestrowanego dla preparatów i substancji farmaceutycznych oraz weterynaryjnych.

Ostatecznie spór zwyciężyła firma Pfizer Inc. Sąd Pierwszej Instancji (dalej SPI), do którego należało wydanie ostatecznego werdyktu uznał, że oznaczenie VIAGUARA nie może zostać zarejestrowane jako wspólnotowy znak towarowy dla napojów. Jego rejestracja prowadziłaby do czerpania nienależnej korzyści z renomy znaku towarowego VI**RA.

SPI, odnosząc się do renomy znaku VI**RA stwierdził, że jest on znany nie tylko części odbiorców bezpośrednio zainteresowanych towarami, których dotyczy. Renoma znaku VI**RA sięga dalej, rozciąga się na ogół społeczeństwa UE.

Oceniając podobieństwo obu znaków SPI stwierdził, że obecność tej samej pierwszej sylaby „VIAG” tworzy silne podobieństwo wizualne i fonetyczne, dodatkowo wzmocnione wspólną częścią końcową „RA”. Dwie dodatkowe litery „U” i „A”, znajdujące się pośrodku znaku towarowego VIAGUARA, nie są wystarczające dla odróżnienia znaków. Pod względem fonetycznym − zgodnie z wymową i akcentem w większości języków używanych w UE, znaki towarowe VI**RA i VIAGUARA będą wymawiane podobnie.

Spółka VIAGUARA S.A. argumentowała, że przy ocenie podobieństwa znaków pominięto znaczenie przyrostka „GUARA”, który nawiązuje do guarany – rośliny stanowiącej bazę napojów oznaczanych znakiem VIAGUARA. SPI stwierdził, że nawet biorąc powyższe pod uwagę, powiązanie przyrostka „GUARA” z sylabą „VIA” stanowi bezpośrednie nawiązanie do znaku VI**RA.

SPI uznał, że stopień podobieństwa między tymi znakami towarowymi jest znaczny. Nawet jeśli przyjąć brak bezpośredniego związku między towarami oznaczonymi kolidującymi znakami, to groźba skojarzenia znaku VIAGUARA z wcześniejszym znakiem towarowym VI**RA jest realna przy uwzględnieniu podobieństwa oznaczeń i uzyskanej przez wcześniejszy znak towarowy ogromnej renomy. Mimo że kręgi odbiorców, do których skierowane są te oznaczenia nie nakładają się całkowicie, możliwe jest kojarzenie tych znaków towarowych.

Ostatnim elementem decydującym o odmowie rejestracji znaku VIAGUARA, było uznanie, że w sprawie istnieje ryzyko, iż rejestracja znaku VIAGUARA będzie powodować czerpanie nienależnej korzyści z odróżniającego charakteru oraz renomy znaku VI**RA. SPI uznał, że cechy towarów utożsamiane ze znakiem VI**RA zostaną przeniesione na towary oznaczone oznaczeniem VIAGUARA. Wprowadzenie na rynek napojów VIAGUARA zostanie ułatwione przez skojarzenie z cieszącym się renomą znakiem towarowym VI**RA.

Wyrok Sądu Pierwszej Instancji z 25 stycznia 2012 r., sygn. akt T-332/10.

[ Kto ochroni nas przed strażnikami? ] W 2002 roku prokuratura apelacyjna w Poznaniu wszczęła śledztwo w sprawie wyrządz...
25/10/2013

[ Kto ochroni nas przed strażnikami? ]

W 2002 roku prokuratura apelacyjna w Poznaniu wszczęła śledztwo w sprawie wyrządzenia znacznej szkody majątkowej stoczni szczecińskiej. W trakcie postępowania zatrzymano prezesów jednej ze spółek stoczniowych i postawiono im zarzuty działania na szkodę stoczni. O wszczęciu śledztwa i planowanych zatrzymaniach prezesi dowiedzieli się z prasy. Część z nich pisemnie zadeklarowała gotowość złożenia wyjaśnień i odwołała planowane wyjazdy. Zamiast tego, zostali spektakularnie zatrzymani, co zostało upublicznione w telewizji. Zatrzymania dokonali umundurowani policjanci. Prezesów zakuto w kajdanki. Zaraz po tym w prasie pojawiły się wypowiedź rzeczników prasowych prokuratury sugerujące, że zatrzymani czerpali korzyści majątkowe z popełnianych przestępstw. Dziennikarzom ujawniono również przyjętą przez nich linię obrony.

Po trwającym niemal 8 lat procesie wszystkich prezesów uniewinniono. Postępowanie sądowe dowiodło, że ich działania nie tylko nie wyrządziły stoczni żadnej szkody, ale wręcz były korzystne dla kierowanej przez nich spółki.

W 2011 roku jeden z byłych prezesów wystąpił przeciwko prokuraturze o zadośćuczynienie i odszkodowanie. Sąd Okręgowy w Poznaniu zasądził od prokuratury na rzecz byłego prezesa kwotę 120.000 zł zadośćuczynienia, uznając, że jego dobra osobiste zostały naruszone przez nadmierne nagłośnienie sprawy i nieuzasadnione publiczne postawienie mu zarzutów. Sąd uznał, że zakres informacji podawanych do publicznej wiadomości przez rzeczników prokuratury oraz kontekst komunikatów medialnych prezentowanych w trakcie konferencji prasowych miały charakter publicznego napiętnowania.

Wyrok został zaskarżony apelacją prokuratury, jednakże Sąd Apelacyjny w Poznaniu zasadniczo podtrzymał to rozstrzygnięcie (sygn. akt I ACa 327/13). Sąd Apelacyjny uznał, że samo zatrzymanie prezesa przekraczało przyjęte zwyczajowo normy. Nie było potrzeby stosowania spektakularnego zatrzymania wobec osoby, która uprzednio zadeklarowała gotowość złożenia wyjaśnień. Taki sposób zatrzymania sugerował, że zatrzymany jest niebezpiecznym przestępcą, co naruszało godność osoby zatrzymanej. Sąd uznał również, że informacje przekazywane przez prokuraturę dziennikarzom stawiały prezesa w bardzo niekorzystnym świetle. Przedstawiano go jako wielkiego aferzystę gospodarczego, winnego upadku stoczni, który dla uzyskania korzyści majątkowej przywłaszczył mienie o wartości kilkudziesięciu milionów złotych. Zdaniem Sądu, prokuratura nie powinna w prasie wyrażać opinii, komentarzy i ocen na temat uczestników postępowania. Jeśli się zważy, że ostatecznie postępowanie karne zakończyło się uniewinnieniem od wszelkich zarzucanych czynów, a wszystkie działania podejmowane przez oskarżonego były w pełni uzasadnione i zgodne z prawem, to jego medialne napiętnowanie – inspirowane informacjami prokuratury – naruszyło jego dobre imię.

Co więcej, Sąd Apelacyjny stwierdził, że analizując materiał dowodowy sprawy nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż działania prokuratury były odpowiedzią na polityczne oczekiwania ówczesnych władz, które miały na celu wskazanie opinii publicznej winnych upadku stoczni szczecińskiej i uspokojenia panujących burzliwych nastrojów.

Co ciekawe, sądy obu instancji uznały, że prowadzenie przeciwko prezesowi bezzasadnego śledztwa, a w jego toku postawienie mu poważnych zarzutów i stosowanie dolegliwych środków zabezpieczających nie było bezprawne, ponieważ organy ścigania działały w ramach przyznanych im ustawowo uprawnień. Sądy polskie zasadniczo stoją na stanowisku, że samo prowadzenie śledztwa nie może zostać zakwalifikowane jako czyn bezprawny. Pojawiają się jednak głosy, że w sytuacji gdy śledztwo było prowadzono przy oczywistym braku dowodów winy podejrzanego, ze świadomością, że czyny mu zarzucone w ogóle nie stanowią przestępstwa, bez zachowania podstawowych przepisów procedury, to takie działanie winno zostać zakwalifikowane jako czyn niedozwolony.

Rocznie Sądy uniewinniają około 10 tys. osób, a Skarb Państwa wypłaca 15 mln zł odszkodowań. Obowiązujące przepisy pozwalają na przyznanie odszkodowania wyłącznie osobom niesłusznie skazanym, tymczasowo aresztowanym lub zatrzymanym. Takich uprawnień dotychczas nie miały osoby niesłusznie oskarżone (których nie aresztowano). W połowie 2013 roku został jednak opracowany projekt nowelizacji Kodeksu Postępowania Karnego, zgodnie z którym oskarżonemu, który został uniewinniony prawomocnym wyrokiem, w przypadku oczywistego braku podstaw oskarżenia służy od Skarbu Państwa odszkodowanie za poniesioną szkodę oraz zadośćuczynienie za doznaną krzywdę, wynikłe z prowadzenia przeciwko niemu postępowania karnego.

Na blogu eksperckim pojawił się kolejny wpis, tym razem dotyczący podatkowych aspektów operacji powiększania piersi. Wsz...
14/10/2013

Na blogu eksperckim pojawił się kolejny wpis, tym razem dotyczący podatkowych aspektów operacji powiększania piersi. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do lektury.

http://michalosinski.blogspot.com/

prawnik szczecin opcje walutowe kuter odszkodowanie nieujawnione dochody prawo morskie dobra osobiste zadośćuczynienie

[ Ucho od wampira ]Dowody z opinii biegłych pojawiają się w co trzeciej sprawie, która toczy się przed sądem. Są one dop...
09/10/2013

[ Ucho od wampira ]

Dowody z opinii biegłych pojawiają się w co trzeciej sprawie, która toczy się przed sądem. Są one dopuszczane zarówno w sprawach karnych, jak i cywilnych oraz rodzinnych. Wśród 18 tys. biegłych, których nazwiska widnieją na listach sądów okręgowych, znajdują się przeróżni specjaliści. Najwięcej – z nauk medycznych, techniki samochodowej i ruchu drogowego, wyceny nieruchomości, księgowości, finansów i badań kryminalistycznych. Najmniej – z filatelistyki, nurkowania, akustyki, antropologii, kostiumologii czy kynologii. Niekiedy sędziowie aby rozstrzygnąć sprawę muszą posiłkować się dość osobliwymi ekspertyzami.

Ucho wampira
Pod koniec lat 90.XX wieku cała Polska żyła sprawą nastoletniego „wampira z Ochoty". 17-latek dla pieniędzy napadał na staruszki: dwie zabił, a kilkadziesiąt okradł. W śledztwie została wówczas zlecona ekspertyza polegająca na zbadaniu odcisku ucha, pozostawionego na drzwiach mieszkania. Zabójca pozostawił ślady, kiedy mocno przyciskając ucho do drzwi, nasłuchiwał, co się dzieje na klatce schodowej. W ten sposób polował na swoje ofiary. W ten sam sposób zapolowano również na niego.

Czy podatniczka jest prostytutką?
W jednej ze spraw dotyczących opodatkowania nieujawnionych dochodów podatniczka twierdziła, że swój majątek zgromadziła dzięki pieniądzom z nierządu. Na potwierdzenie tego faktu wniosła o przeprowadzenie ekspertyzy ginekologicznej na okoliczność „ponadnormatywnego” zużycia narządów płciowych, związanego ze świadczeniem usług seksualnych. Sprawa jest nadal w toku.

Ile je pudel?
W innej sprawie właścicielka pudla miniaturki oddała go z powodu wyjazdu za granicę pod opiekę sąsiadki. Po powrocie, zażądała jego zwrotu, nie szczędząc przy tym krytycznych uwag o kondycji i wyglądzie pupila. Rozgoryczona sąsiadka zażądała w sądzie zwrotu kosztów utrzymania psa, załączając do akt sprawy stos rachunków i oświadczeń. Wynikało z nich, że pudel przez dwa lata zjadał codziennie niemal tyle samo pokarmu, ile sam ważył. Biegły skalkulował koszty dobrego wyżywienia pudla, które okazały się znacznie niższe od przedstawionych przez sąsiadkę.

Kocia aleja gwiazd
W kolejnej sprawie sąd musiał orzec o odszkodowaniu za pozostawione na świeżo wylanym betonie odciski kocich łap. W sprawie sąd zlecił biegłemu ustalenie sprawcy kocich śladów. Ponieważ w okolicy było kilkanaście bezpańskich kotów i kilka domowych, biegły musiał ustalić, do kogo należał futrzak, który je pozostawił.

Oblężenie ogrodu
W jednym z procesów sąd skorzystał z pomocy biegłych z wojskowego instytutu uzbrojenia. Chodziło o ocenę armaty, która stała w jednym z przydomowych ogrodów. Według specjalistów armata jest podobna do tzw. hufnicy z XVI wieku. Biegli uznali, że nie jest repliką broni i – zgodnie z przepisami – konieczne jest na nią zezwolenie.

Nawet pies się myli
Niekiedy w roli „ekspertów” występują zwierzęta. W jednym z procesów sąd posiłkował się tzw. dowodem zapachowym. Wyszkolony owczarek pomógł wskazać sprawcę włamania. Obrońca domniemanego złodzieja podważył jednak wartość tego dowodu. W trakcie procesu wyszło bowiem na jaw, że pies się pomylił. Jako złodzieja wskazał mężczyznę, u którego w domu była s**a. To ona miała być powodem pomyłki.

Na nartach pod górę
W sprawach wypadków w turystyce często pojawiają się opinie mieszane. Tak było w sprawie zderzenia na stoku dwóch instruktorów narciarskich. Według kodeksu narciarskiego pierwszeństwo ma narciarz, który w czasie zjazdu znajduje się niżej na stoku. Jeśli dojdzie do zderzenia, oznacza to, że jadący z góry na niego najechał. Tak być jednak nie musi. Narciarz jeżdżący popularną dziś techniką carvingową, może podczas skrętu podjechać pod górę i najechać na innego narciarza. Taki przypadek mógł zdarzyć się na nieprzetartej trasie tylko w określonych warunkach śniegowych. Ostatecznych dowodów, że tak właśnie było, dostarczył zaś biegły meteorolog, na podstawie danych o grubości, konsystencji i strukturze śniegu.

Kto to powiedział?
W sprawie opiekunek z punktu opieki nad małymi dziećmi Pszczółka, w którym maluchy szarpano, krzyczano, gdy nie chciały jeść czy korzystać z nocnika, dopuszczony został dowód z opinii biegłego z dziedziny fonoskopii. Zachowanie opiekunek nagrano dzięki dyktafonowi ukrytemu przez rodziców w zabawce jednego z maluchów. Prokuratura musi teraz przeprowadzić dowód z zakresu fonoskopii, by ustalić, która konkretnie opiekunka wyzywała dzieci.

(źródło: rp.pl i własna praktyka)

[ Blog ekspercki ]Serdecznie zapraszam także do lektury eksperckiego blogu prawniczego na stronie:http://michalosinski.b...
05/09/2013

[ Blog ekspercki ]

Serdecznie zapraszam także do lektury eksperckiego blogu prawniczego na stronie:

http://michalosinski.blogspot.com/

prawnik szczecin opcje walutowe kuter odszkodowanie nieujawnione dochody prawo morskie

[ Szatan, nie windykator ]Sąd Apelacyjny w Warszawie przyznał zadośćuczynienie dłużnikowi nękanemu przez firmę windykacy...
04/09/2013

[ Szatan, nie windykator ]

Sąd Apelacyjny w Warszawie przyznał zadośćuczynienie dłużnikowi nękanemu przez firmę windykacyjną.

Jeden z Klientów firmy telekomunikacyjnej rozwiązał umowę o świadczenie usług przed upływem okresu, na jaki została zawarta. Wiązało się to z koniecznością zapłaty kary umownej w wysokości 750 zł. Klient nie uregulował powyższej należności. Operator sieci sprzedał powyższy dług firmie windykacyjnej, która przystąpiła do jego odzyskania. Należność nie została stwierdzona wyrokiem sądu.

Początkowo pisma kierowane Klienta miały charakter ponagleń do zapłaty. Z czasem charakter ich uległ zmianie. Dłużnik był w kolejnych pismach informowany o próbie skontaktowania się z nim przez pracownika firmy windykacyjnej celem przygotowania materiałów dowodowych w sprawie oraz pobrania próbek pisma do ekspertyzy przez grafologa. Windykatorzy wysyłali wezwania do stawienia się w wyznaczonym miejscu w celu złożenia wyjaśnień oraz wzywali do oczekiwania w domu na wizytę "terenowego inspektora". W kolejnych pismach informowali dłużnika o rozpoczęciu procedury ustalania źródeł dochodu i wyjawienia majątku, a także o planowanej wizytacji jego mieszkania i jego wycenie. Kierowano do niego również liczne telefony z żądaniem uregulowania należności.

Dłużnik miał 71 lat, cierpiał na chorobę nowotworową, przeszedł udar mózgu.

Uwzględniając pozew Klienta Sąd Okręgowy w Warszawie zakazał firmie windykacyjnej naruszania dóbr osobistych dłużnika poprzez kierowanie do niego korespondencji i wykonywanie połączeń telefonicznych zmierzających do windykacji należności, które nie zostały stwierdzone wyrokiem, a także zasądził na jego rzecz zadośćuczynienie w wysokości 15 tys. Sąd uznał, że działania firmy windykacyjnej naruszały prywatność dłużnika. Pozbawiały go poczucia spokoju i bezpieczeństwa. Sąd uznał także, że doszło do naruszenia nietykalności mieszkania pojmowanego jako prawo do ochrony przed bezprawnym wtargnięciem w sferę określonego stanu psychicznego i emocjonalnego, jaki daje każdemu człowiekowi poczucie bezpiecznego i niezakłóconego posiadania własnego miejsca, w którym koncentruje swoje istotne sprawy życiowe i chroni swoją prywatność. Sąd wskazał przy tym, że działania indykatorów były bezprawne, ponieważ egzekucja należności może odbywać się wyłącznie w oparciu o tytuł wykonawczy wydany przez uprawniony organ.

Wyrok został zaskarżony przez firmę windykacyjną. Po rozpatrzeniu jej apelacji Sąd Apelacyjny uznał, że kwotą odpowiednią dla kompensaty doznanej przez emeryta krzywdy będzie 7.500 zł. Sąd Apelacyjny stwierdził przy tym, że nie każde działanie wierzyciela zmierzające do odzyskania długu - legalizuje wkroczenie w sferę dóbr osobistych dłużnika. Działanie nadmierne, nakierowane na zastraszenie dłużnika, zmierzające do wywołania w nim uzasadnionej obawy o mir domowy, realizowane w oparciu o zasadę, według której "cel uświęca środki" nie może być oceniane inaczej niż, jako wadliwe. W pismach kierowanych do dłużnika firma windykacyjne groziła mu podjęciem działań, do których nie była uprawniona, a informowanie go o zamiarze ich podjęcia - miało jedynie na celu wywarcie na nim pozaprawnego nacisku. Również forma pism sugerująca prowadzenie postępowania quasi-sądowego nie była odpowiednia. Samo stwarzanie pozorów podejmowania czynności, które mogły być według obowiązujących przepisów dokonywane dopiero po wszczęciu egzekucji sądowej, jak np. wyjawienie majątku dłużnika, miało wzbudzić u dłużnika błędne przekonanie, że inny podmiot niż sąd może go zmusić do ujawnienia stanu jego majątku. W ocenie Sądów windykatorzy użyli środków nie adekwatnych do zamierzonego celu, którym było wezwanie dłużnika do zapłaty długu.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 10 czerwca 2011 r., sygn. VI ACa 84/11.

[ Ile kosztuje wynajęcie półki? ]Duże sieci handlowe narzucają swoim dostawcom dodatkowe opłaty pobierane za samo przyję...
21/08/2013

[ Ile kosztuje wynajęcie półki? ]

Duże sieci handlowe narzucają swoim dostawcom dodatkowe opłaty pobierane za samo przyjęcie towaru do sprzedaży. Niekiedy duże sieci handlowe uzależniają nawet nawiązanie współpracy od odpłatnego skorzystania z oferowanych przez nie usług marketingowych lub logistycznych. Opłaty tego typu potocznie nazywane są "opłatami półkowymi". Pobieranie takich opłat przez sieci handlowe może być uznane za czyn nieuczciwej konkurencji, niezależnie od ich nazw lub charakteru.

Co może zostać uznane za opłatę półkową?
Jest rzeczą oczywistą, że umowa sprzedaży zawarta pomiędzy sprzedawcą produktu a siecią handlową nie zawiera wprost postanowienia o dodatkowych opłatach pobieranych za samo umieszczenie tych produktów w ofercie sieci. Opłaty te natomiast mogą być "ukryte" w kontrakcie pod postacią innych kosztów, przykładowo premii od obrotu, dodatkowych usług logistycznych, marketingowych lub doradczych.

Usługi dodatkowe
Zastrzeżenie dodatkowego wynagrodzenia za usługi logistyczne, marketingowe czy doradcze jest co do zasady dozwolone, jednakże usługi te powinny być faktyczne wykonywane przez sieci na rzecz swoich dostawców, a wynagrodzenie za ich wykonywanie powinno odpowiadać ich przybliżonej wartości. Jeśli usługi nie spełniają wskazanych kryteriów, to pobierane za nie wynagrodzenie stanowi niedozwoloną opłatę półkową. Opłata logistyczna, z której sieć pokrywa koszty odbioru towaru od producenta i rozwiezienia go po wszystkich swoich placówkach, wynosi od 1 do 7 %. Na fundusz promocyjny idzie z reguły od 3 do 10 %.

Gazetka reklamowa
Za zabronione prawem opłaty uznać należy wynagrodzenie zastrzeżone na rzecz sieci za wydawanie gazetek i katalogów promocyjnych, w których eksponowane są również towary zakupione od dostawcy. Z chwilą wykonania przez dostawce umowy sprzedaży własność rzeczy sprzedanych przechodzi na sieć, co oznacza, że w gazetkach reklamuje ona własny towar, zmierzając do zwielokrotnienia jego sprzedaży. Koszty reklamy powinny być zatem składnikiem marży handlowej, zawartej w cenie sprzedaży towarów klientom sieci. Nie ma natomiast podstaw, aby kosztami tymi obciążać dostawców sieci. Opłata za ulokowanie produktu w gazetce promocyjnej kształtuje się średnio na poziomie 20–40 tys. zł za jeden numer, a w roku może być ich 10. Do tego producent musi dostarczyć produkt wyeksponowany w gazetce po cenie o 5 % niższej niż zwykle.

Procent od obrotu
Nawet 30 % wartości dostarczonych towarów może sięgać opłata za wprowadzenie do sklepu nowego produktu. Sieci pobierają także opłaty za przekroczenie lub osiągniecie określonej w umowie wartości zamówień. Opłata ta zasadniczo nie wiąże się z jakąkolwiek dodatkową usługą świadczoną przez sieć. Zakładając, że obie strony stosunku prawnego osiągają we wzajemnych relacjach handlowych zysk proporcjonalny do wysokości obrotów, nakładanie tylko na jedną z nich obowiązku dodatkowego premiowania za rozwój tych relacji nie znajduje żadnego odpowiednika w świadczeniu drugiej strony.

Zmiana metod
Aktualnie na skutek dużej liczby przegranych procesów sieci zmieniły strategię. Opłaty półkowe nie są pobierane od tych dostawców, którzy zaproponują wystarczająco niską cenę swoich produktów. W ten sposób sieć finansuje wydatki pokrywane dotychczas z opłat półkowych z własnej marży. Przegrane przez sieci procesy przyniosły również modyfikacje dotychczasowych umów o współpracy, do których wprowadzono m.in. oświadczenia o zrzeczeniu się roszczeń wynikających ze współpracy z siecią.

Cybersquatting, czyli grabież domenW języku angielskim słowo "squatter" oznacza osobę, która nielegalnie zajmuje lokal m...
12/08/2013

Cybersquatting, czyli grabież domen
W języku angielskim słowo "squatter" oznacza osobę, która nielegalnie zajmuje lokal mieszkalny. Cybersquatting, zwany też grabieżą domen (domain-grabbing) lub piractwem domenowym (domain name piracy), to rejestracja domeny zawierającej cudzą nazwę w celu jej blokowania, a następnie odsprzedania prawa do takiej domeny firmie uprawnionej do tej nazwy bądź osobie trzeciej. Podobnym zjawiskiem jest również typosquatting, czyli używanie domen podobnych brzmieniowo do popularnych i znanych domen lub nazw firm. Typosquatting wykorzystuje domeny oparte na prawdopodobieństwie popełnienia błędu w pisowni znanej marki (tzw. literówki) przez użytkownika wpisującego do okna przeglądarki wybrany adres. Typersquatterzy najczęściej rejestrują kilka domen zawierających ewentualne błędy w pisowni, aby później odsprzedać je właścicielowi poprawnie napisanej nazwy lub prowadzić działalność reklamową produktów lub usług konkurencji.

Czy cybersquatting jest legalny?
Cybersquatting jest sprzeczny z Prawem własności przemysłowej (uznaje się, że domena sama w sobie może być znakiem towarowym, podlegającym ochronie prawnej) oraz z ustawą o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (zarejestrowanie domeny zawierającej cudzy znak towarowy jest niezgodne z dobrymi obyczajami, narusza interesy klientów, którym utrudnia dotarcie do strony wybranego przedsiębiorstwa i wprowadza ich w błąd; dodatkowo utrudnia firmom, które padły ofiarą tego typu działań, dostęp do rynku).

Jak się bronić przed dzikimi lokatorami?
Najprostszą obroną przed naruszeniem znaku towarowego w nazwie domeny jest jej wczesne zarejestrowanie. Najlepszym rozwiązaniem będzie zarejestrowanie kompletu podstawowych domen: .pl. .com. i .eu. W przypadku nazw składających się z więcej niż jednego wyrazu warto zarezerwować wersję z myślnikiem, a następnie wszystkie domeny przekierować na jeden adres główny. Skutecznym orężem przeciwko cybersquatterom jest także zarejestrowanie nazwy w Urzędzie Patentowym. Zastrzeżony znak towarowy to mocny argument w sporze o prawo do domeny.

Odzyskać zajętą już domenę można na drodze procesu arbitrażowego prowadzonego na podstawie regulaminu NASK (Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa - główny administrator domen polskich) np. przed Sądem Polubownym przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji lub Sądem Arbitrażowym przy Krajowej Izbie Gospodarczej. Sąd ten może stwierdzić naruszenie praw, w wyniku czego cybersquatter traci sporną domenę.

Istnieje również możliwość ochrony interesów przed sądem cywilnym, co umożliwia zastosowanie pełnego wachlarza środków prawnych, w tym dochodzenie roszczeń odszkodowawczych, a nawet zobowiązanie cybersquattera do wydania uzyskanych korzyści majątkowych.

[ Czy Hi**er był szczęśliwym człowiekiem? ]Według prokuratora z Białegostoku symbol swastyki namalowanej na murze nie pr...
07/08/2013

[ Czy Hi**er był szczęśliwym człowiekiem? ]

Według prokuratora z Białegostoku symbol swastyki namalowanej na murze nie propaguje faszyzmu, ponieważ kojarzy się z powszechnie stosowanym azjatyckim symbolem szczęścia i pomyślności. Według prokuratora z Kielc nazwanie innej osoby „żydowskim ścierwem” ma charakter satyryczny. W obu sprawach odmówiono wszczęcia dochodzenia.

W pierwszej ze spraw prokurator z Białegostoku, powołując się na publikację w Wikipedii, w uzasadnieniu postanowienia o odmowie wszczęcia dochodzenia stwierdził, że nazwa sw****ka pochodzi z sanskrytu i oznacza "przynoszący szczęście". Obecnie w krajach Europy i obu Ameryk symbol ten kojarzony jest prawie wyłącznie z Adolfem Hi**erem i nazizmem, natomiast w Azji jest powszechnie stosowanym symbolem szczęścia i pomyślności. Na skutek zaanektowania symbolu swastyki przez III Rzeszę, symbol ten błędnie uważa się za znak germański.
Zdaniem prokuratora również w Polsce "ozdobienie" muru symbolem swastyki nie może być uznane za przestępstwo.

W drugiej ze spraw kielecki przedsiębiorca zawiadomił prokuraturę o tym, że jest prześladowany w internecie m. in. wpisami o treści: "interes ten prowadzi typowy Gruby Żyd z wielką głową", "przestrzegam was przed tą firmą, to są rasowi Żydzi; on nie gra fair, bo jest żydowskim ścierwem". Badając zasadność zawiadomienia prokurator dopuścił dowód z opinii biegłego językoznawcy, który w opinii stwierdził, że nazywanie innej osoby "żydowskim ścierwem" nie znieważa osoby z powodu przynależności narodowej. Określenie "rasowi typowi Żydzi" odnosi się do utrwalonych stereotypowo cech Żydów, ale nie ma odniesienia do cech określających rasę, a wskazuje na cechy charakteru, mentalność, a treść tego wpisu jest wyrazem subiektywnej wysoce negatywnej opinii.
Na podstawie opinii biegłego, prokurator uznał, że powyższe wpisy mają charakter ironiczny, sarkastyczny i satyryczny, można w nich odczytać stereotypowe myślenie o Żydach, a myślenia stereotypowego nie można uznać za obelżywe, albowiem jest ono uwarunkowane historycznie i kulturowo, a nawet środowiskowo. Wobec powyższego, prokuratura w Kielcach odmówiła ścigania autorów powyższych wpisów.

p.s. Umieszczony powyżej symbol to azjatycki znak szczęścia i pomyślności.

Adres

Ulica Mokra 49
Szczecin
71-495

Telefon

+48501274130

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Blog lawLAB umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij