17/04/2026
Mam to do prawnika, ale nie teraz.
Ile razy to słyszałem od klientów czy od znajomych.
To nie jest lenistwo ani nieodpowiedzialność, to po prostu mechanizm, który mamy wszyscy - reagujemy na to, co pali, a ignorujemy to, co tylko się tli w tle, bo przecież nie pali się, więc poczeka. Sam mam podobnie w innych dziedzinach, zwłaszcza tych, które są mi obce 😉
Z moich doświadczeń wynika, że najczęściej odkładamy sprawy rodzinne i rozumiem to chyba najbardziej, bo kiedy w domu jest względny spokój, ostatnią rzeczą o której chcemy myśleć jest intercyza czy sprawy spadkowe. Ale właśnie wtedy, kiedy jest spokój, to najlepszy moment na taką rozmowę. Kiedy go nie ma, jest już za późno na spokojne podejście do tematu.
Odkładamy też wady mieszkania po remoncie, bo ekipa wyszła i jakoś to będzie, odkładamy przejrzenie umowy, którą zaraz podpisujemy, bo boimy się że konsultacja będzie kosztować, a potem jedna nieprzeczytana klauzula kosztuje wielokrotnie więcej niż godzina rozmowy z prawnikiem na początku.
Rozumiem, że mając dużo na głowie sprawy prawne nie są priorytetem, choćby były ważne, one nie wołają „jeść". Nie trzeba się nimi pilnie zająć, ale może nadejść moment, kiedy na reakcję będzie już za późno. Prawo działa zupełnie inaczej niż nasze poczucie czasu - terminy przedawnienia, okresy gwarancji, czas na reklamację biegną niezależnie od tego, czy mamy na to głowę, czy nie.
To chyba typowo ludzkie - z tyłu głowy wiemy, że za późna reakcja może mieć konsekwencje, ale jakoś udaje nam się ten głos uśpić i żyjemy dalej, jakby problem sam się rozwiązał.
U mnie działa oswajanie takiego tematu. Najpierw wrzucam go na listę zadań, potem do kalendarza, i choć na początku tylko na to patrzę, to w końcu się z tym opatruję na tyle, że przychodzi moment, kiedy po prostu to robię. Kluczowe jest dla mnie zwizualizowanie tego zadania, bo dopóki siedzi tylko w głowie, to jakby nie istnieje.
A Ty, jak sobie radzisz z tym głosem, który mówi „zajmę się tym później"? 😊