15/02/2017
CZY JA MOGĘ MIEĆ O COŚ PRETENSJE DO SĘDZIÓW?
Będzie trochę o polityce. W TVP trwa nagonka na sędziów. Jak tylko obejrzę kawałek wiadomości, to słyszę tylko: ,,kasta", ,,sędzia coś ukradł", ,,afera finansowa w sądzie", potem komentarze ,,niezależnych" publicystów. Na końcu oczywiście występuje minister Ziobro, który obiecuje, że ,,temu wszystkiemu położy kres".
Sędziowie to niemała grupa zawodowa. Administrują publicznymi pieniędzmi. Zawsze znajdą się czarne owce i ludzie nieuczciwi. Jeśli miałbym się przyczepić do samorządowców, też mógłbym codziennie raportować o jakiejś aferze. Jeśli do policjantów - również. Czy znaczy to, że ludzie sprawujący władzę w kraju to wyłącznie złodzieje i aferzyści? Nie.
Uważam, że kompletnym absurdem jest czepianie się sądowych orzeczeń (w opinii ministra Ziobry ,,niektóre budzą jego szczególne zastrzeżenia'' - czyli właściwie które). Powiedzmy sobie szczerze: prawie zawsze z wyroku niezadowolona jest przynajmniej jedna strona. Jeśli się z nim nie zgadzasz - uszanuj go i się po po prostu odwołaj. Może rzeczywiście masz rację i do twojego zdania przychyli się sąd wyższego rzędu.
Tyle tytułem wstępu. Stykam się z sędziami kilka razy w tygodniu. Czy w tej grupie zawodowej są przywary, które mnie denerwują? Oczywiście, choć daleki jestem od przychylania się do ,,obelg" obozu rządzącego, według starego systemu ,,ciemny lud to kupi".
Do rzeczy.
1) spóźnienia - w ciągu 7 lat chodzenia do sądów spóźniłem się może z 10 razy i zwykle nie z mojej winy. Sytuacja kiedy sprawa ma się zacząć o 9 rano, sędzia wchodzi do sali o 9.05, a protokolantka wywołuje o 9.09 to standard. Adwokaci się po prostu do tego przyzwyczaili, ale jak mam to wytłumaczyć klientom?
2) nieprzygotowanie do rozpraw - opiszę teraz dość częstą sytuację. Sprawa jest trudna. Piszę pozew, bardzo szczegółowy i obszerny. Potem kolejne pisma. Na rozprawie będzie klient. Przygotowuję się do niej. Przychodzę i słyszę od sądu ,,o co chodzi w sprawie" (ubrane w nieco bardziej barokowe słownictwo) i okazuje się, że to co napisałem nie zostało w ogóle przez sędziego przeczytane.
3) nachalne namawianie do ugody, czy dobrowolnego poddania się karze. - Niektóre strony, bez adwokatów, po prostu ulegają. Czasem to ludziom służy (np. gdy rodzice mieliby się półtora roku sądzić o wysokość alimentów). Niekiedy jednak takie namawianie przybiera lekką formę szantażu i przyczynia się do gigantycznej przewlekłości. Sądy odraczają sprawę po kilka razy, ,,żeby się dogadali".