06/07/2026
Kto z ZUS-em wojuje, ten się w cyrku nie śmieje…
Zazwyczaj przedstawiamy Wam w tym kąciku nasze największe wiktorie i dumne pochody przez sale sądowe oraz kolejne instytucje. Ale nie dziś. Dziś będzie mowa o urzędach, z którymi nie sposób walczyć, i o patologii, której nie można pokonać. Ten dramat podzielimy na akty:
Akt 1: Pan Kowalski mieszka w jednym z miast na Podkarpaciu. Zakłada własną firmę i powoli, dzień za dniem, zarabia na podatki i składki.
Akt 2: Pan Kowalski w poszukiwaniu szans rozwoju przenosi się do miasta wojewódzkiego. Mamy rok 2008, być może 2009. Następnie Pan Kowalski znajduje sobie Panią Kowalską, robią małe Kowalątka, budują dom, sadzą drzewo… Co istotne – zakładają firmę: pierwszą, drugą, a nawet trzecią…
Akt 3: Po około 20 latach życia w błogiej nieświadomości Pan Kowalski dowiaduje się, że od dwóch dekad ma długi w ZUS-ie w związku z firmą, którą prowadził w poprzednim miejscu zamieszkania. Długi te, oczywiście, generowały odsetki, a organy rzekomo przez 20 lat nie mogły go odnaleźć, bo ukrywał się przed ich karzącą ręką.
Akt 4: Pan Kowalski prosi nas o pomoc, udajemy się więc do ZUS-u.
• Zgrzyt 1: Okazuje się, że Pani, która nas obsługuje, pierwszy raz ma do czynienia z pełnomocnikiem. Nie wie, jak ma wyglądać pełnomocnictwo i czy w ogóle się nadaje. Po półgodzinnym konsylium – sukces, zaakceptowali.
• Zgrzyt 2: Akta. Jak wiecie, akta powinny być wszyte, ponumerowane i mieć spis treści. Ja dostałem stertę dokumentów, z której ciągle coś wypadało i w zakresie której chyba nikt nie wiedział, co właściwie się w niej znajduje.
Akt 5: Analiza dokumentów wykazała, że podobno Pan Kowalski miał zadłużenie w ZUS. Czy rzeczywiste? Po 20 latach, nie mogąc już sprawdzić kont bankowych, jest to nie do zweryfikowania. Co więcej, ta sama analiza wykazała, że organ przez 20 lat dzielnie szukał Pana Kowalskiego. Poszukiwania te sprowadzały się do tego, że co około 7 lat wysyłano pismo na jego stary adres, którego – rzecz jasna – nie odbierał. Ale odsetki lecą!
Akt 6: Analiza dokumentów wykazuje jeden istotny brak. Szczegół – brak jednego zdania w jednym dokumencie lub samego dokumentu z tym jednym zdaniem. Niby nic, a jednak wszystko 😊 Wnosimy o wstrzymanie postępowania oraz składamy skargę. W piśmie oczywiście wskazuję, że dokumentu tego nie było, gdy przeglądałem akta, ale jeśli nagle znajdzie się pod drugim śniadaniem Pani prowadzącej albo jako używana od 20 lat podkładka pod myszkę – nie będę zaskoczony.
Akt 7: Oczywiście ZUS uważa, że to on jest ofiarą, a mój Klient złodziejem. Więc nie dość, że odmawia wstrzymania postępowania, to teraz – jak go już w końcu znalazł – zajmuje mu konta…
Akt 8: Wnosimy zażalenie na postanowienie ZUS-u do organu wyższej instancji.
Akt 9: Zażalenie zostaje odrzucone jako niedopuszczalne. Dlaczego? Powody są trzy:
a) ZUS w sumie nie wie, czy wnieśliśmy je w terminie. W zasadzie to wynikałoby z koperty, ale jakoś ją zgubili, więc… nie wiedzą.
b) W sumie to i tak nie ma znaczenia, bo jak się okazuje, ZUS powinien był wysłać postanowienie na adres pełnomocnika do e-Doręczeń, a wysłał na adres spółki. Czyli, w sumie zgodnie z przepisami, nigdy go nie doręczył.
c) W sumie to też nie ma znaczenia, bo jak się okazuje – zapomnieli to postanowienie podpisać! A więc nie ma postanowienia. A skoro nie ma postanowienia, to jak ty możesz, bezczelny człowieku, je zaskarżyć?
I tak sobie to płynie dalej. Konto zajęte, odsetki lecą. Jak wyjaśnić to klientowi?
„Tak, ZUS nie znalazł Pana przez 20 lat, pomimo że prowadził Pan 3 firmy. Tak, nie próbowali Pana tak naprawdę szukać. Tak, liczyli odsetki. Nie, nie wiem, czy zasadnie, bo po 20 latach nie da się już tego sprawdzić. Tak, zażalenie rozpatrywali blisko pół roku. Tak, odrzucili je, bo zgubili kopertę, nie wiedzieli, jak się je doręcza, ani tego, że trzeba je podpisać. Tak, zaczynamy od nowa, a Pan dalej będzie miał zajęte konto. Nie, nikt nie poniesie za to odpowiedzialności… A, przepraszam – Pan za to ponosi odpowiedzialność!”
Dramat w 9 aktach. Gdybym miał wskazać autora, który miałby go opisać, wybrałbym Franza Kafkę. A gdybym jednym dziełem miał podsumować podejście organu do obywatela, ro jednak chyba Mrożek, jak to było w Tangu? "mam cię w duuuu... żym poważaniu"!