Ginalski i Partnerzy - Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów

Ginalski i Partnerzy - Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów Jesteśmy po to, żeby ci pomóc. Będziemy z tobą aż twoje problemy się skończą.

Kto z ZUS-em wojuje, ten się w cyrku nie śmieje…Zazwyczaj przedstawiamy Wam w tym kąciku nasze największe wiktorie i dum...
06/07/2026

Kto z ZUS-em wojuje, ten się w cyrku nie śmieje…
Zazwyczaj przedstawiamy Wam w tym kąciku nasze największe wiktorie i dumne pochody przez sale sądowe oraz kolejne instytucje. Ale nie dziś. Dziś będzie mowa o urzędach, z którymi nie sposób walczyć, i o patologii, której nie można pokonać. Ten dramat podzielimy na akty:
Akt 1: Pan Kowalski mieszka w jednym z miast na Podkarpaciu. Zakłada własną firmę i powoli, dzień za dniem, zarabia na podatki i składki.
Akt 2: Pan Kowalski w poszukiwaniu szans rozwoju przenosi się do miasta wojewódzkiego. Mamy rok 2008, być może 2009. Następnie Pan Kowalski znajduje sobie Panią Kowalską, robią małe Kowalątka, budują dom, sadzą drzewo… Co istotne – zakładają firmę: pierwszą, drugą, a nawet trzecią…
Akt 3: Po około 20 latach życia w błogiej nieświadomości Pan Kowalski dowiaduje się, że od dwóch dekad ma długi w ZUS-ie w związku z firmą, którą prowadził w poprzednim miejscu zamieszkania. Długi te, oczywiście, generowały odsetki, a organy rzekomo przez 20 lat nie mogły go odnaleźć, bo ukrywał się przed ich karzącą ręką.
Akt 4: Pan Kowalski prosi nas o pomoc, udajemy się więc do ZUS-u.
• Zgrzyt 1: Okazuje się, że Pani, która nas obsługuje, pierwszy raz ma do czynienia z pełnomocnikiem. Nie wie, jak ma wyglądać pełnomocnictwo i czy w ogóle się nadaje. Po półgodzinnym konsylium – sukces, zaakceptowali.
• Zgrzyt 2: Akta. Jak wiecie, akta powinny być wszyte, ponumerowane i mieć spis treści. Ja dostałem stertę dokumentów, z której ciągle coś wypadało i w zakresie której chyba nikt nie wiedział, co właściwie się w niej znajduje.
Akt 5: Analiza dokumentów wykazała, że podobno Pan Kowalski miał zadłużenie w ZUS. Czy rzeczywiste? Po 20 latach, nie mogąc już sprawdzić kont bankowych, jest to nie do zweryfikowania. Co więcej, ta sama analiza wykazała, że organ przez 20 lat dzielnie szukał Pana Kowalskiego. Poszukiwania te sprowadzały się do tego, że co około 7 lat wysyłano pismo na jego stary adres, którego – rzecz jasna – nie odbierał. Ale odsetki lecą!
Akt 6: Analiza dokumentów wykazuje jeden istotny brak. Szczegół – brak jednego zdania w jednym dokumencie lub samego dokumentu z tym jednym zdaniem. Niby nic, a jednak wszystko 😊 Wnosimy o wstrzymanie postępowania oraz składamy skargę. W piśmie oczywiście wskazuję, że dokumentu tego nie było, gdy przeglądałem akta, ale jeśli nagle znajdzie się pod drugim śniadaniem Pani prowadzącej albo jako używana od 20 lat podkładka pod myszkę – nie będę zaskoczony.
Akt 7: Oczywiście ZUS uważa, że to on jest ofiarą, a mój Klient złodziejem. Więc nie dość, że odmawia wstrzymania postępowania, to teraz – jak go już w końcu znalazł – zajmuje mu konta…
Akt 8: Wnosimy zażalenie na postanowienie ZUS-u do organu wyższej instancji.
Akt 9: Zażalenie zostaje odrzucone jako niedopuszczalne. Dlaczego? Powody są trzy:
a) ZUS w sumie nie wie, czy wnieśliśmy je w terminie. W zasadzie to wynikałoby z koperty, ale jakoś ją zgubili, więc… nie wiedzą.
b) W sumie to i tak nie ma znaczenia, bo jak się okazuje, ZUS powinien był wysłać postanowienie na adres pełnomocnika do e-Doręczeń, a wysłał na adres spółki. Czyli, w sumie zgodnie z przepisami, nigdy go nie doręczył.
c) W sumie to też nie ma znaczenia, bo jak się okazuje – zapomnieli to postanowienie podpisać! A więc nie ma postanowienia. A skoro nie ma postanowienia, to jak ty możesz, bezczelny człowieku, je zaskarżyć?
I tak sobie to płynie dalej. Konto zajęte, odsetki lecą. Jak wyjaśnić to klientowi?
„Tak, ZUS nie znalazł Pana przez 20 lat, pomimo że prowadził Pan 3 firmy. Tak, nie próbowali Pana tak naprawdę szukać. Tak, liczyli odsetki. Nie, nie wiem, czy zasadnie, bo po 20 latach nie da się już tego sprawdzić. Tak, zażalenie rozpatrywali blisko pół roku. Tak, odrzucili je, bo zgubili kopertę, nie wiedzieli, jak się je doręcza, ani tego, że trzeba je podpisać. Tak, zaczynamy od nowa, a Pan dalej będzie miał zajęte konto. Nie, nikt nie poniesie za to odpowiedzialności… A, przepraszam – Pan za to ponosi odpowiedzialność!”
Dramat w 9 aktach. Gdybym miał wskazać autora, który miałby go opisać, wybrałbym Franza Kafkę. A gdybym jednym dziełem miał podsumować podejście organu do obywatela, ro jednak chyba Mrożek, jak to było w Tangu? "mam cię w duuuu... żym poważaniu"!

Nowe frankowe eldorado? Czyli Rzecznik TSUE kończy z sądowym wygodnictwemPamiętacie, jak pisałem o tym, że w polskich są...
15/06/2026

Nowe frankowe eldorado? Czyli Rzecznik TSUE kończy z sądowym wygodnictwem
Pamiętacie, jak pisałem o tym, że w polskich sądach walka o Sankcję Kredytu Darmowego (SKD) bywa drogą przez mękę, bo niektórzy sędziowie najchętniej zamknęliby oczy i udawali, że tematu nie ma? No to Rzecznik Generalny TSUE właśnie wszedł do tej piaskownicy i zabrał bankom ulubione zabawki.
Wydał opinię w sprawie C-473/24, która – jeśli TSUE ją podtrzyma, a zrobi to na 90% – kompletnie wywraca stolik w sprawach o kredyty konsumenckie.
O co dokładnie poszło? Rzecznik uderzył w sam środek problemu, który do tej pory paraliżował wiele spraw. Clue tej opinii można zamknąć w jednym zdaniu: Sąd ma obowiązek sam, z urzędu i pod lupą prześwietlić umowę kredytową, a nie czekać, aż konsument palcem pokaże każdy błąd banku.
Rozłóżmy te rewolucyjne wnioski na czynniki pierwsze:
• Koniec z grą w „chybił-trafił”. Do tej pory w polskich sądach pokutowała zasada: „nie podniosłeś tego zarzutu w pozwie? Pech, sąd się tym nie zajmie”. Rzecznik TSUE mówi jasno: ochrona konsumenta to sprawa porządku publicznego. Sędzia ma wziąć umowę do ręki i samemu, wnikliwie zbadać, czy bank nie oszukał klienta na kosztach. Nawet jeśli sprawę prowadzi zawodowy pełnomocnik, sąd nie może zwolnić się z myślenia i dokładnej analizy.
• Nie ma „małych” kłamstewek. Banki uwielbiają narrację, że ich błędy w umowach to „tylko drobne niedociągnięcia o charakterze formalnym”, które nie miały wpływu na decyzję klienta. Rzecznik Collins sprowadził ich na ziemię: jeśli bank nie podał rzetelnie i jasno wszystkich wymaganych informacji (np. o całkowitej kwocie kosztów), to naruszył prawo. Nie ma znaczenia, czy błąd był wielki, czy mały. Sankcja darmowego kredytu ma być skuteczna, proporcjonalna i odstraszająca. Kropka.
• Co to zmienia w sprawie, w której wydano opinię? Sąd, który zadał to pytanie, dostał jasny glejt. Nie musi (i wręcz nie może) chować głowy w piasek i udawać, że związany jest tylko tym, co w pismach procesowych. Ma pełną władzę i obowiązek rozszarpać tę umowę na strzępy pod kątem unijnej dyrektywy.
Jaki to będzie miało wpływ na pozostałe sprawy w sądach?
Potężny. Do tej pory banki wygrywały część spraw tylko dlatego, że liczyły na zmęczenie materiału, formalne kruczki albo na to, że sędzia nie będzie miał czasu lub ochoty zagłębiać się w skomplikowane wyliczenia.
Teraz polscy sędziowie dostają z Luksemburga jasny komunikat – niezbędne jest zbadanie umowy przez sąd w całości, w oderwaniu od zarzutów z pozwu.
Dla tysięcy ludzi, którzy mają w umowach poukrywane „kreatywne” prowizje, ubezpieczenia i koszty, to otwarcie autostrady do wygranej. Bankowa strategia „może sąd nie zauważy” właśnie legła w gruzach.
Zaczyna się dziać dokładnie to samo, co z frankami, tylko szybciej. Zamiast pudrowania rzeczywistości, banki czeka ostre zderzenie z sądową lupą.

I mamy finał postu maślankowego… 🥛Jak pamiętacie, pisałem kilka dni temu o moim pechowym wtorku i ciężkiej rozprawie ape...
19/05/2026

I mamy finał postu maślankowego… 🥛
Jak pamiętacie, pisałem kilka dni temu o moim pechowym wtorku i ciężkiej rozprawie apelacyjnej. Dziś w systemie pojawił się wyrok…
Zanim jednak przejdziemy do meritum, muszę się do czegoś przyznać. Bardzo liczyłem na wygraną już przed sądem pierwszej instancji. Miałem nawet wtedy w głowie gotowy post, który miał brzmieć mniej więcej tak:
„Gdy w kwietniu 2021 roku zgłosił się do nas klient ze sprawą bankową, nawet nie myślał o walce. Prosił tylko, żeby dać mu kilka miesięcy spokoju przed komornikiem, bo miał wówczas poważne problemy finansowe. Minęło 5 lat… Te kilka miesięcy oczywiście mu daliśmy, a przy okazji wygraliśmy dla niego całą sprawę”.
Wtedy się nie udało, czym byłem szczerze zdziwiony i zszokowany. Dlatego, choć nie była to sprawa z rzędu tych „największych”, napisałem apelację na blisko 20 stron. Jak już wiecie, sama rozprawa apelacyjna do najmilszych nie należała. W sumie po wyjściu z sali sam powoli traciłem nadzieję.
I nagle dziś wchodzi wyrok: ZMIANA WYROKU! ⚖️🎉
Sąd Okręgowy uznał orzeczenie pierwszej instancji za całkowicie nieprawidłowe i oddalił powództwo banku w całości. Nasz klient nie musi spłacać kredytu!
Czy jestem dumny? Bardzo. Ale najważniejsze jest to, że nie zawiedliśmy człowieka, który nam zaufał. Po raz kolejny pokazaliśmy, że z bankami trzeba walczyć do samego końca – czasem nawet ryzykując kolejną dyscyplinarkę. 😊

Od maślanki do dyscyplinarki, czyli zwykły wtorekDzisiejszy dzień od dawna nie zapowiadał się dobrze, ale nie zamierzałe...
05/05/2026

Od maślanki do dyscyplinarki, czyli zwykły wtorek

Dzisiejszy dzień od dawna nie zapowiadał się dobrze, ale nie zamierzałem się łatwo poddawać. Miałem w końcu zamknąć sprawę, którą zacząłem jeszcze w 2021 roku. Niestety, sąd wyznaczył rozprawę na 8:30 – a jeśli mnie znacie, to wiecie, że dla mnie to niemal świt. Mimo to byłem dobrej myśli. Wstałem wcześniej, żeby dojechać na czas i oszczędzić sobie nerwów. Miało być jak w piosence Alicji Janosz: „Zbudziłem się, nie było źle...” (tak, wiem, tylko ja słucham jej „Jajecznicy”, ale każdy ma swoje zboczenia).
A jednak było źle. Poranna kawa miała pomóc, ale okazało się, że zamiast mleka kupiłem maślankę. Gdy wylądowała w kawie, rozlewając na mnie połowę zawartości kubka, uznałem to za jasny znak ostrzegawczy. Powinienem był wtedy zawrócić z tej drogi, zadzwonić do sądu i powiedzieć, że złamałem rękę, nogę lub szyję. Nie posłuchałem intuicji. Pojechałem. Nawet zdążyłem przed czasem i przez chwilę naiwnie łudziłem się, że może nie będzie tak źle. A jednak trzeba było wierzyć porannym przeczuciom...
Rozprawa zaczęła się od połajanki ze strony sędziego. W skrócie brzmiało to mniej więcej tak: „Pan jesteś cham i prostak, a w apelacji obraził Pan sędziego, który wydał wyrok, mnie osobiście i cały nasz klan. Tłumacz się Pan i błagaj o przebaczenie”. Oczywiście było to podane w formie zdecydowanie bardziej kulturalnej oraz łatwiejszej do przyswojenia, odbiór był jednak dla mnie jednoznaczny. I tutaj pomyślałem: „Kurde, może i dobrze, że z tej porannej kawy nic nie wyszło – ciśnienie i tak mam już ponad normę”. Skoro więc wywołano mnie do tablicy, przedstawiłem swoje wyjaśnienia:
• Sprawa ciągnie się od 2021 do 2025 roku, a w tym czasie przesłuchano zawrotną liczbę dwóch świadków.
• Przez ostatnie trzy lata sąd wyznaczał rozprawy, na które razem z klientem jechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów tylko po to, by sąd doręczył nam pismo banku i stwierdził, że teraz mamy tydzień na odpowiedź. Pismo zazwyczaj leżało w aktach od co najmniej trzech miesięcy, ale uznano, że lepiej, byśmy odebrali je osobiście, niż żeby sąd miał tracić 7 zł na znaczek pocztowy.
• Gdy za trzecim razem sąd oznajmił, że pisma dla nas nie ma, ale napisze do banku, żeby ten wniósł „jeszcze jakieś”, stanowczo zaprotestowaliśmy. Ostatecznie sąd się z tego wycofał.
• Mowy końcowe – nie mając pewności, czy sąd będzie w stanie zapamiętać wszystkie argumenty, złożyłem mowę na piśmie. Zawierała komplet zarzutów i orzecznictwo sądów okręgowych, apelacyjnych oraz Sądu Najwyższego, kilkanaście stron z którymi bez problemu wygrywałem tego typu sprawy.
• Wyrok – sąd pominął niemal wszystkie nasze zarzuty.
• Uzasadnienie – okazało się, że 90% naszych argumentów „nie istnieje”. Sąd w uzasadnieniu po prostu się do nich nie odniósł.
• Apelacja – wiedząc, że nie mam nic do stracenia, napisałem wprost: takie postępowanie powoduje nieważność. Skoro sąd pominął stanowisko strony, ciężko w ogóle mówić o rzetelnym procesie. Dodałem tez kilka innych zarzutów.
• Odpowiedź na apelację banku – z niej dowiaduję się, że bank wniósł w toku sprawy przed sądem I instancji trzy pisma i wnioski dowodowe, których sąd mi nigdy nie doręczył.
Więc gdy Sąd Apelacyjny poprosił o wyjaśnienie, dlaczego w apelacji zachowałem się jak „cham i prostak”, odpowiedziałem prosto: to ja musiałem tłumaczyć klientowi, dlaczego zapadł taki wyrok mimo oczywistych argumentów przeciwko niemu. To ja musiałem mu wyjaśniać, jak to możliwe, że sąd zignorował nasze zarzuty i kilka lat ciężkiej pracy. To ja musiałem mu tłumaczyć, że choć Konstytucja gwarantuje mu prawo do dwóch instancji, to w jego przypadku skończy się prawdopodobnie na jednej – o ile Sąd Okręgowy w ogóle zechce pochylić się nad naszym stanowiskiem. Jeśli podniesienie tych kwestii w apelacji czyni ze mnie buraka, cóż – jestem dumnym burakiem. 😊
Wyroku dziś nie było, ale przynajmniej po początkowym spięciu sąd naprawdę mnie wysłuchał. Pozwolono mi wyjaśnić, dlaczego nie zgadzam się z rozstrzygnięciem, zadawano pytania, rozmawialiśmy – a to rzadkość. Czekam więc na wyrok. Minus jest taki, że nadal nie wiem, jakie pisma bank wnosił do sądu przez pół roku ani dlaczego ich nie dostałem. Gdy poprosiłem o ich doręczenie, usłyszałem, że sąd ma tylko część akt i nie wie, o co mi chodzi. Jak to było w „Misiu”? – „Nie mam pańskiego płaszcza i co pan mi zrobi?”. 😊
Zaczęło się od maślanki, skończyło (mam nadzieję, że tylko „prawie”) na kolejnej dyscyplinarce. Wniosek: ufajcie przeczuciom. Jeśli wstajesz i czujesz, że lepiej złamać nogę niż wychodzić z domu – po prostu poszukaj dużego młotka. 😊

TSUE i kredyty konsumenckie: Powtórka z rozrywki, czyli jak banki znowu „pudrują rzeczywistość” 🤡Mamy to! Deja vu? No ja...
23/04/2026

TSUE i kredyty konsumenckie: Powtórka z rozrywki, czyli jak banki znowu „pudrują rzeczywistość” 🤡

Mamy to! Deja vu? No jasne. Wszyscy znowu wpatrzeni w Luksemburg jak w obrazek, a narracja po wyroku przypomina kiepski żart. Sytuacja jest komiczna: wychodzą prawnicy banków – zadowoleni. Wychodzą prawnicy klientów – też zadowoleni. Wszyscy wygrali? No nie do końca. 😊
O co poszło tym razem? TSUE potwierdził coś, co dla każdego, kto nie jest bankierem, wydawało się oczywiste od zawsze: odsetki liczymy od kwoty kredytu, którą dostajemy do ręki. Szok? Dla banków najwyraźniej tak. Do tej pory ich „kreatywna księgowość” pozwalała na naliczanie odsetek od kwoty kredytu... powiększonej o prowizję i ubezpieczenie. Czyli bank pożyczał Ci pieniądze na zapłacenie prowizji samemu sobie, a potem jeszcze kazał sobie płacić odsetki od tej wirtualnej kwoty. Genialne, prawda? Szkoda tylko, że nielegalne.
Co to zmienia w temacie Sankcji Kredytu Darmowego (SKD)? Mamy oficjalne potwierdzenie: tak nie wolno. Czy to wywraca stolik? Zobaczymy. Na razie mamy około 20.000 spraw w sądach. Wyroki do tej pory bywały różne (delikatnie mówiąc), ale przypomnijcie sobie Frankowiczów w 2018 roku. Wtedy też banki mówiły, że „nic się nie stało”, a potem masowo zaczęły pakować walizki przed falą przegranych procesów.
Dziś dostaliśmy mocny argument do ręki. Jeśli Twój bank „pomylił się” w matematyce i naliczył odsetki od swoich własnych prowizji – gratuluję, właśnie otworzyły się drzwi do odzyskania sporej gotówki.
Zaczyna się dziać dokładnie to samo, co z frankami. Krok po kroku, absurd po absurdzie, prostujemy tę „bankową logikę”. Zobaczymy, jak teraz będą się uśmiechać w sądach. 😎

Urzędnicza „patologia interpretacyjna” i wygrana w NSA, czyli jak zmienić 20 letnia linie orzeczniczą 😊Znacie to uczucie...
21/04/2026

Urzędnicza „patologia interpretacyjna” i wygrana w NSA, czyli jak zmienić 20 letnia linie orzeczniczą 😊

Znacie to uczucie, gdy logika urzędnika wchodzi na poziom „Incepcji”? Właśnie z takim absurdem walczyliśmy przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. I wiecie co? Wygraliśmy chociaż nikt w to nie wierzył, a obowiązując od kilkudziesięciu lat jednolita linia orzecznicza wskazywała, że nie mamy szans.

O co poszło?
Mój klient został prezesem w spółce, która już była w tarapatach. Poprzedni zarząd – tuż przed odwołaniem – zdążył złożyć wniosek o upadłość. Spóźnili się, ale wniosek był w sądzie. Fiskus jednak uznał, że mój klient – jako „nowy zarząd” – powinien:
- złożyć... drugi, identyczny wniosek o upadłość tej samej spółki (mimo że pierwszy wciąż był w grze!), chociaż przepisy tego nie dopuszczają,
- albo po prostu... uciec ze spółki (złożyć rezygnację), żeby nie odpowiadać za długi, co uniemożliwiłoby też wypłatę wynagrodzeń dla pracowników i definitywnie pogrążyłoby spółkę.
Absurd? Mało powiedziane.
Skarbówka upierała się, że skoro poprzednicy zawalili terminy, to nowy prezes ma „dziedziczną winę”, chyba że zacznie uprawiać prawną gimnastykę . Wojewódzki Sąd w Rzeszowie przytaknął urzędnikom, twierdząc w skrócie: „Trzeba było składać drugi wniosek albo rezygnować”. Co ważne i organ i WSA powołały się na szereg wyroków które zapadły w podobnych stanach faktycznych, gdzie Sądy Administracyjne miały identyczne podejście. W tym stanie rzezy już na wstępie wiadomo było, że nie mamy żadnych szans – skarga do NSA które wydało już kilkadziesiąt orzeczeń w których potwierdziło tok myślenia skarbówki? Wydaje się bez sensu …. Ale walczyliśmy do końca, a 20 stron merytorycznych argumentów przyniosło skutek.

NSA nie zostawił na tym suchej nitki. 🔨
W odpowiedzi na moją kasację , Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. akt III FSK 724/25) wydał wyrok, który powinien wisieć w ramce w każdym urzędzie skarbowym. Sąd wprost stwierdził, że:
✅ Wymaganie drugiego wniosku o upadłość to absurd – taki wniosek i tak zostałby odrzucony.
✅ Sugerowanie, że jedynym ratunkiem jest „ucieczka” (rezygnacja), to PATOLOGIA INTERPRETACYJNA.
✅ Prawo nie jest pułapką na ludzi, którzy chcą ratować firmy!.

Efekt?
Wyrok uchylony, decyzje skarbówki do kosza, postępowanie umorzone . Klient może spać spokojnie, a my mamy czarno na białym, że logiczne myślenie w sądach jeszcze nie wyginęło.
Morał?
Jeśli urzędnik mówi Ci, że musisz zrobić coś nielogicznego, bo „taka jest procedura” – nie wierz mu na słowo. Czasem trzeba dojechać aż do Warszawy, żeby usłyszeć, że patologia to patologia, a nie prawo. ✊A zawsze trzeba walczyć do końca, chociaż czasem wydaje się, że nie ma szans.

Gratulacje dla klienta za wytrwałość! 🥂

Jeśli komuś się nudzi, lub ma problemy z zasypianiem, a ma możliwość podejść jeszcze do kiosku, to zachęcamy do zapoznan...
11/02/2026

Jeśli komuś się nudzi, lub ma problemy z zasypianiem, a ma możliwość podejść jeszcze do kiosku, to zachęcamy do zapoznania się z artykułem członka naszej kancelarii, który w dniu dzisiejszym został opublikowany w Rzeczpospolitej:

Obowiązujące przepisy i praktyka ich stosowania niestety zachęcają do oszukiwania sądu we wniosku o zwolnienie od kosztów sądowych.

05/02/2026
Z cyklu wtopy pełnomocników:1) przegrać w głupi sposób sprawę,2) zapomnieć, że była taka sprawa,3) przypomnieć sobie po ...
05/02/2026

Z cyklu wtopy pełnomocników:
1) przegrać w głupi sposób sprawę,
2) zapomnieć, że była taka sprawa,
3) przypomnieć sobie po roku,
4) wnieść o klauzule wykonalności w celu egzekucji w tej przegranej sprawie
5) dowiedzieć się po roku, że w sumie to tej sprawy się nie wygrało, a przegrało i jeszcze koszty są do zapłaty,
6) tym samym przypomnieć pełnomocnikowi pozwanego (czyli mi), że w sumie to ten bank jest mi winny pieniądze,
7) załatwić Klientowi egzekucję komorniczą (jutro składam wniosek egzekucyjny).

A ludzie nadal wierzą, że banku są najlepsi prawnicy :) PS mam nadzieję, ze egzekucja będzie skuteczna :)

Adres

Ulica Rejtana 36, P. IV, Lok. 5
Rzeszów
35-310

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 19:00
Wtorek 09:00 - 19:00
Środa 09:00 - 19:00
Czwartek 09:00 - 19:00
Piątek 09:00 - 19:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Ginalski i Partnerzy - Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Ginalski i Partnerzy - Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów:

Udostępnij