04/08/2026
„Nigdy nie interesowałeś się dziećmi. Powinieneś mieć ograniczoną władzę rodzicielską.”
Właśnie takie zarzuty Jan przeczytał w pozwie o rozwód.
Kiedy urodziły się dzieci, chciał uczestniczyć w codziennej opiece. Próbował je kąpać, usypiać, przygotowywać posiłki i podejmować wspólnie z żoną decyzje dotyczące ich wychowania.
Często jednak słyszał:
„Zostaw, ja to zrobię.”
„Nie znasz się.”
„Robisz to źle.”
„Ja wiem, co jest dla nich najlepsze.”
Na początku próbował jeszcze przedstawiać swoje zdanie. Z czasem robił to coraz rzadziej, żeby nie wywoływać kolejnych kłótni i znowu nie usłyszeć, że wszystko robi nie tak.
Ostatecznie w ich małżeństwie utrwalił się określony podział obowiązków. Żona zajmowała się codziennymi sprawami dzieci, a Jan pracował, odpowiadał za finanse oraz załatwiał sprawy organizacyjne i techniczne.
Przez lata właśnie tak funkcjonowała ich rodzina.
Dopiero po rozstaniu Jan przeczytał, że skoro to nie on chodził z dziećmi do lekarza, odrabiał z nimi lekcje czy kontaktował się ze szkołą, oznacza to, że nigdy się nimi nie interesował.
Jego wycofanie, które następowało stopniowo i było związane z odsuwaniem go od codziennych decyzji, zostało przedstawione jako obojętność. Natomiast przyjęty przez lata podział obowiązków stał się argumentem za ograniczeniem jego władzy rodzicielskiej i udziału w życiu dzieci.
Tymczasem mniejszy udział jednego z rodziców w codziennej opiece nie zawsze oznacza brak zainteresowania dzieckiem.
W takiej sprawie znaczenie ma cała historia rodziny: jak kształtował się podział obowiązków, z czego wynikała mniejsza aktywność jednego z rodziców, jaka łączyła go relacja z dziećmi i czy chciał uczestniczyć w podejmowaniu dotyczących ich decyzji.
Dlatego nie wystarczy odpowiedzieć w sądzie: „To nieprawda”. Trzeba pokazać, jak naprawdę wyglądało życie rodziny przed rozstaniem.
📩 Jeżeli po rozstaniu druga strona przedstawia Twój udział w życiu dzieci zupełnie inaczej, niż wyglądał w rzeczywistości, napisz „RODZIC” w komentarzu lub DM. Omówimy Twoją sytuac