21/03/2026
20 tysięcy złotych kary za przewożenie 22 sztuk butów (11 par) bez zarejestrowania transportu w systemie SENT 🤯
Dziś na spotkaniu z drobnymi i mniej drobnymi, przedsiębiorcami z branży odzieżowej i obuwniczej. Rozmowy były bardzo konkretne – i niestety pełne realnych obaw o przyszłość ich biznesów.
Nowe przepisy SENT, które obejmują już nawet niewielkie transporty, w praktyce oznaczają dla nich ogromną biurokrację. Wielu z nich prowadzi kilka sklepów albo handluje na targowiskach – towar trzeba przewozić między punktami, uzupełniać stany, reagować na bieżąco. Każdy taki przejazd może teraz oznaczać obowiązek zgłoszenia w SENT.
Do tego dochodzą bardzo wysokie kary:
• nawet 46% wartości towaru, minimum 20 000 zł, za brak zgłoszenia
• 10 000 zł za błędy formalne
• kolejne kary za brak aktualizacji czy problemy z lokalizatorem
Co ważne – wielu przedsiębiorców podkreślało, że nawet nie wiedzą, że te przepisy już obowiązują, a realne kontrole dopiero się zaczynają.
Wyobraźmy sobie prostą sytuację:
mały handlarz jedzie na stragan z:
• 20 kg koszulek albo
• 20 sztukami butów, czyli 10 parami
Nie dopełni formalności w SENT.
I teraz uwaga – taka osoba często jest jednocześnie:
• nadawcą
• odbiorcą
• przewoźnikiem
• kierowcą
W teorii może więc dostać kilka kar jednocześnie:
• minimum 20 000 zł za brak zgłoszenia
• 10 000 zł za błędy w zgłoszeniu
• mandat jako kierowca od 5 000 do 7 500 zł
• kolejne 10 000 zł za brak aktualizacji lub inne uchybienia
Efekt?
Kilkadziesiąt tysięcy złotych kary… za kilka kartonów towaru.
Dodatkowy absurd, na który zwracali uwagę przedsiębiorcy:
jeżeli ktoś rozwozi towar do kilku sklepów lub klientów, to za każdym razem musi aktualizować albo zamykać i otwierać nowe zgłoszenie SENT. W praktyce oznacza to konieczność ciągłego przeliczania towaru – ile zostało koszulek, ile par butów jeszcze jest w aucie – albo nawet jego ważenia w trakcie trasy.
Warto też pamiętać, że system SENT powstał pierwotnie do walki z poważnymi nadużyciami, głównie w branży paliwowej, gdzie chodziło o transporty o ogromnej wartości, np. cysterny paliwa.
Dziś wygląda to trochę jak „Ctrl+C, Ctrl+V”:
te same obowiązki i te same kary zastosowano do zupełnie innej skali działalności.
Zestawiono cysternę paliwa z kartonem koszulek czy dziesięcioma parami butów.
I tu pojawia się zasadniczy problem – przepisy, które miały uderzać w szarą strefę, w praktyce najmocniej dotykają tych, którzy działają legalnie.
Przedsiębiorcy zwracali uwagę na kilka absurdów:
• bardzo niskie progi – system obejmuje praktycznie zwykły handel
• ogromna odpowiedzialność za drobne błędy formalne
• konieczność wielokrotnego zgłaszania tego samego towaru przy przewozach między własnymi punktami
• ryzyko, że mniejsi gracze nie udźwigną nowych obowiązków
Efekt może być odwrotny do zamierzonego – zamiast uporządkowania rynku dojdzie do jego koncentracji. Mali przedsiębiorcy będą wypychani, a większe podmioty, lepiej przygotowane organizacyjnie, przejmą handel.
Po tej rozmowie jedno jest pewne: intencją mogło być uszczelnienie systemu, ale wiele wskazuje na to, że nie przewidziano skutków dla drobnego handlu.
Dlatego po konstruktywnej dyskusji przymierzamy się do przygotowania propozycji zmian – tak, aby:
• podnieść progi
• ograniczyć obowiązki dla lokalnego handlu
• rozróżnić uczciwy obrót od rzeczywistych nadużyć
Będziemy zabiegać u Ministra Finansów o korektę tego rozporządzenia – tak, aby nie zniszczyć setek małych firm: sklepów, hurtowni i przedsiębiorców, którzy od lat budują lokalną gospodarkę.
Bo państwo powinno wspierać uczciwy biznes, a nie go przytłaczać.