09/05/2026
Jaka bywa praktyka w sprawach obrony koniecznej?
(długotrwały areszt, zamiast ochrony prawnej)
Niestety podejście wymiaru sprawiedliwości do kwestii obrony koniecznej bywa bardzo różne, czego jaskrawym przykładem jest sprawa, jaką prowadziłem kilka lat temu.
W skrócie. Od progu mieszkania, w którym przebywał mój Klient, napastnik zaczął go bezpardonowo uderzać pięściami – także w twarz. Po krótkiej, nieudanej próbie wypchnięcia napastnika z mieszkania (napastnik był osobą silną), mój Klient sięgnął do kieszeni, z której wydobył nóż i dwukrotnie ugodził napastnika w klatkę piersiową. Dopiero to spowodowało, że napastnik przestał atakować, cofnął się, a po chwili oddalił się z miejsca zdarzenia.
Prokuratura, zamiast wziąć w obronę mego Klienta (który skorzystał z prawa do obrony koniecznej) postawiła memu Klientowi zarzut usiłowania zabójstwa. Ugodzenie nożem wywołało tzw. średni uszczerbek na zdrowiu (nie zagrażało bezpośrednio życiu).
Od pierwszych chwil mojej obrony podnosiłem, że Klient działał w warunkach obrony koniecznej. Prokuratura wniosła jednak o zastosowanie wobec mego Klienta aresztu, który Sąd orzekł, a dalej był przez poszczególne Sądy przedłużany (mimo składanych zażaleń). Co więcej, mój Klient, mimo zupełnie szczerych zeznań napastnika – złożonych przed Sądem I instancji, został przez Sąd Okręgowy w Poznaniu skazany za usiłowanie zabójstwa bowiem Sąd uznał, że mój Klient przekroczył granice obrony koniecznej. Wymierzył za to przestępstwo karę 5 lat pozbawienia wolności.
Dopiero po złożonej przeze mnie apelacji, Sąd Apelacyjny w Poznaniu, uznając, że Klient działał w warunkach obrony koniecznej i jej nie przekroczył, uniewinnił mego Klienta. Areszt trwał blisko 1 rok i dwa miesiące.
Można powiedzieć: sprawiedliwości stało się zadość lub Sąd nierychliwy, ale sprawiedliwy. Czy jednak tak to powinno wyglądać? Czy osoba zaatakowana musi bronić się przed zarzutami związanymi ze swoją obroną, czy jednak wręcz przeciwnie – powinna być objęta ochroną prawną, powinna być traktowana jak pokrzywdzony, a nie jak napastnik. Odpowiedzi wydają się naturalne, a jednak, przynajmniej czasem, odpowiedzi te z praktyką nie mają nic wspólnego.
Warto tym bardziej uświadomić sobie, co nam wolno w ramach obrony koniecznej, by od początku jakiegokolwiek procesu, stanowczo na to prawo się powoływać.