12/03/2026
Dwie różne historie.
Dwa różne oszustwa bankowe.
🔹 Sprawa 1: oszustwo „na pracownika banku”
🔹 Sprawa 2: oszustwo inwestycyjne „na Baltic Pipe”
W obu sprawach umowy kredytu zawarte na dane ofiary oszustwa na znaczne kwoty.
A reakcja banku? Zaskakująco… identyczna.
👉 „Transakcje były autoryzowane.”
👉 „Klient działał samodzielnie.”
👉 „Bank nie ponosi odpowiedzialności.”
I teraz rzecz najważniejsza:
w obu sprawach, uzyskałam zabezpieczenie w postaci wstrzymania spłaty rat kredytu w sprawach o unieważnienie umów kredytowych.
Dlaczego o tym piszę?
W mojej praktyce prowadzę różne sprawy przeciwko bankom – od sporów dotyczących kredytów w walucie obcej po sprawy dotyczące oszustw bankowych i nieautoryzowanych transakcji.
A banki bardzo lubią opowiadać jedną historię:
że skoro doszło do oszustwa, to automatycznie wszystko jest winą klienta.
To nieprawda.
Bo problemem w tych sprawach nie jest to, czy klient był wystarczająco ostrożny. Problemem jest to, że nie było woli klienta co do zawarcia umowy kredytu w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego.
A to zasadnicza różnica.
Banki bardzo chętnie sprowadzają takie sprawy do narracji o winie:
– kto kliknął
– kto podał kod
– kto „powinien był przewidzieć”
Tymczasem pytanie, które naprawdę powinno paść, brzmi:
czy klient w ogóle chciał dokonać tej czynności prawnej?
Dlaczego udało mi się przekonać Sąd?
Bo Sąd nie zatrzymał się na hasłach o „autoryzacji” i „zabezpieczeniach”.
Tylko spojrzał na to, czy po stronie klienta istniała rzeczywista, świadoma wola wywołania skutków prawnych.
Jeśli na Twoje dane został zaciągnięty kredyt w banku w wyniku oszustwa bankowego, a następnie usłyszałeś/-aś od Banku, że „nic się nie da zrobić”, warto zadać jedno pytanie:
czy taka umowa kredytu jest ważna — czy tylko Bank tak twierdzi?
I dokładnie od tego zaczynam każdą taką sprawę.
Radca prawny
Anna Kasprzak-Smoczyk