15/06/2026
Poniższy BARDZO DŁUGI wpis dedykuje wszystkim, Tatusiom i Mamusiom płacącym alimenty i tym pobierającym świadczenie na dziecko/dzieci.
Ale też wszystkim, których temat alimentów nie dotyczy. Dlaczego im? Bo społeczny odbiór alimentów jest niesamowicie niesprawiedliwy. I może niech wreszcie słowo "alimenty" przestanie mieć negatywny wydźwięk. BO MA. I jest to niesamowicie szkodliwe.
Jesteś w związku i macie dziecko? Pomyśl sobie ile pieniędzy na nie wydajecie, żeby było szczęśliwe. Tak, stań chwilkę, zamyśl się, popatrz w lewo i w prawo. Dużo nie? A teraz zostajesz z tym sama…
Uprzedzam również, że będzie to długi wpis. Tekst jest pisany samodzielnie, bez pomocy i redakcji AI (poza zdjęciem) - więc może być nieskładnie czy z błędami. Być może prawnicy z większym doświadczeniem przyczepią się do nomenklatury, do moich rozwiązań i wytkną jakieś błędy, nieprofesjonalizm i inne takie (bo w środowisku prawniczym niczego bardziej nie uwielbiają jak wytykania innym błędów, krytykowania i deprecjonowania innych prawników) – nigdy nie twierdziłam, i nie twierdzę, że wiem wszystko. Ciągle się uczę, tak jak zresztą każdy prawnik – całe życie.
Pomijając to wszystko, w tym wpisie będzie wiele moich emocji - tak być może nieprofesjonalnie, ale myślę (mam nadzieję), że głównym plusem oraz moim motorem do bycia prawnikiem i mediatorem są moje ogromne pokłady empatii i to, że kieruję się naprawdę dobrem i skutecznym rozwiązaniem problemów moich klientów.
Dlaczego powstanie ten przydługi komentarz do alimentów i samodzielnego wychowywania dziecka? Bo od kiedy jestem prawnikiem, jestem członkiem wielu prawniczych/poradniczych grup na facebooku, i jak czytam zawarte tam przez użytkowników wpisy, a następnie komentarze innych – to zmarszczki na moim czole na pewno będą potrzebowały botoksu.
Bardzo proszę nie odnosić tego wpisu do mojej prywatnej sytuacji – ja jestem w wyjątkowej uprzywilejowanej pozycji, w której nie muszę martwić się o to, o co wiele kobiet musi, bo mam rodziców, którzy mnie wspierają. Więc jeśli chodzi o alimenty w moim prywatnym przypadku - to tylko z uśmiechem powiem "szewc bez butów chodzi" :) Jeśli przytoczę osobiste sprawy to wyłącznie w celu przykładu, nie "biadolenia" czy oczerniania ojca mojego dziecka, ponieważ nasze relacje są wyjątkowo bardzo ciepłe, dobre i ugodowe :)
Mam taki chaos w głowie i tyle emocji, że czuję już sama, że będzie tu skakanie od wątku do wątku.
Ale – ANKA DO BRZEGU.
Czym są alimenty? Zgodnie z utartym powiedzeniem. Alimenty to nie prezenty. Kiedy dwoje ludzi posiadających dziecko – małżeństwo lub związek nieformalny – rozstaje się, w tym wszystkim zostaje mały człowiek lub kilkoro (dla tego wpisu przyjmę, że mówimy o jednym dziecku). To dziecko zostaje z mamą lub tatą (dla tego wpisu przyjmujemy, że z mamą). Ta mama nagle zostaje sama z utrzymaniem domu, z utrzymaniem dziecka, z jego problemami, z jego zdrowiem, z jego emocjami i z jego tęsknotą za drugim rodzicem. No i co? Sama chciała? No nie zawsze, ale niech będzie. Niech będzie, że w tej sytuacji ogólnie – żyć będzie jej lepiej, bo lepiej być osobno, niż na siłę budować a raczej „lepić” związek który faktycznie nie istnieje, a jest sztucznie podtrzymywany „ dla dobra dziecka” – co jest największym kłamstwem jakie może istnieć.
No dobrze ale nie dowiedzieliśmy się czym są alimenty „Alimenty są świadczeniami służącymi zaspokajaniu usprawiedliwionych potrzeb osoby uprawnionej, do których zobowiązana jest osoba obciążona obowiązkiem alimentacyjnym stosownie do swoich możliwości zarobkowych i majątkowych.” Źródło prawne: art. 128 oraz art. 135 § 1 ustawy z dnia 25 lutego 1964 r. – Kodeks rodzinny i opiekuńczy.
Przyjmujemy że zajmujemy się tutaj alimentami na dziecko i u nas osoba uprawniona – to dziecko.
Czym są usprawiedliwione potrzeby dziecka? WSZYSTKIM.
Nie, to nie jest tak, że nagle po waszym rozstaniu dziecko potrzebuje tylko, jeść, umyć się, mieszkać gdzieś, ubrać się, chodzić do szkoły. – a i te koszty są podważane przez pełnomocników jako „niewystarczająco udowodnione” serio? Chcecie faktur na ubrania, jedzenie i mieszkanie? Uświadamiam – dziecko po rozstaniu rodziców – nie mieszka pod mostem, nie je trawy i nie ubiera się w znaleziony karton. Pełnomocnicy podnoszą – bo kto ubiera dziecko za 1000zł miesięcznie? Hmm.. No jeśli będąc w związku z jego Tatą, kupowałam mu ubrania w markowych sklepach i było NAS na to stać – to dlaczego po rozstaniu - które było winą dorosłych – moje dziecko ma chodzić w ubraniach z second handu? Oczywiście może, i wiele matek tak właśnie robi. Ale czy tak powinno być.?
Kiedy przychodzą do mnie panie abym napisała pozew o ustanowienie lub podwyższenie alimentów przynoszą koszty: jedzenie, ubrania, mieszkanie, szkola.
A więc pytam:
-czy dziecko chodzi na zajęcia pozalekcyjne? Tak ale nie mam faktur około 200zł miesięcznie.
- czy dziecko jeździ do parków rozrywki, do kina, teatru, na sale zabaw? Tak ale nie mam faktur, około 200zł miesięcznie
- czy dziecko chodzi na urodziny do koleżanek/kolegow? Tak, ale nie mam faktur, około 100zł miesięcznie
- czy dziecko ma ulubione gazetki? Kolekcjonuje cos? Chodzicie na place zabaw i kupuje pani jedzonko/ picie na te wyjścia? – Tak, ale nie mam faktur – około 10-15zł dziennie – czyli ok 200zł miesięcznie
- czy dziecko chodzi do fryzjera? Tak, ale nie mam faktur, około 60zł miesięcznie
- czy korzysta Pani z płatnej opieki kiedy nie może Pani być z dzieckiem np. jak jest chore? Tak, ale nie mam faktur ok 300zł miesięcznie
- czy dziecko potrzebuje strojów na bale, na apele w szkole? Tak, ale to kupuje jak trzeba, zazwyczaj nagle, nie mam faktur ze trzy razy do roku – rozkładając na miesiące to może 50zł
- czy dziecko chodzi do dentysty/ortodonty? Tak, ale nie zbierałam faktur – na msc 100zł
No i co z tego przydługiego dialogu wynika? Ze oprócz „podstawowych potrzeb” mama zaspokaja również inne w kwocie 1150zł miesięcznie. Są to koszty w których „normalnie” tata nie uczestniczy BO PRZECIEŻ NIE MA FAKTUR – zapewne, ile kobiet tyle znajdzie się innych dodatkowych kosztów.
Wiecie co mnie najbardziej denerwuje? DZIADOWANIE. Wiecie jakie są przeciętne alimenty, które widzę na mediacjach lub w postępowaniach sądowych? W moim małym mieście? 1000zł – i tutaj już zazwyczaj jest biadolenie, że dużo. A jak są powyżej 1000zł to już panowie czują się jakby rzucili złotem.
A niech ktoś chociaż przez chwile wspomni mi 800+ to nóź w kieszeni mi się otwiera- bo rozumiem, że jeśli kiedyś rząd odbierze nam 800+, lub dziecko ukończy 18 lat i nadal się uczy – co za tym idzie nadal jest uprawnione do otrzymywania alimentów, to wszyscy ojcowie dobrowolnie będą te 800zł do alimentów dopłacać? Ha. Już to widzę.
Tu i teraz uważam – że każda kobieta (mężczyzna), która otrzymuje mniej niż 1000zł na dziecko powinna złożyć pozew o podwyższenie lub udać się na mediacje (zapraszam – napiszę pozew w mocno promocyjnej cenie – ze względu na zbieranie danych do pracy doktorskiej).
Poniosło mnie emocjonalnie, i pewnie mi się za to oberwie, ale dyskusja zawsze jest wskazana.
Przechodzimy do wspomnianego przykładu "z życia" – mój syn jest w 4 klasie. Ma rozmiar buta 42, musiałam mu kupić 5 par butów w okresie marzec- maj (korki, halówki, buty do szkoły, na wf, do chodzenia), i pewnie mój były mąż oddałby mi połowę za nie – jeślibym poprosiła.
I tutaj zaczepiamy kolejny temat. Bo mama ma POPROSIĆ o zwrot wydatków na dziecko. Bo tata widzi, że zostały poniesione – ale skoro nic ode mnie nie chce, to po co będę się wychylać. Ja jak już wspomniałam – ja nie muszę, urodziłam się w rodzinie, dzięki której nie musze martwić się o to, czy mam na nowe buty dla dziecka. Ale wiele mam musi. Musi kupić dziecku buty, kurtkę zimową – musi zorganizować dziecku imprezę urodzinową, musi kupić aparat ortodontyczny, musi pamiętać i zorganizować się, aby pojechać z dzieckiem na wizyty lekarskie, musi to wszystko opłacić, mieć na to rachunek i POPROSIĆ tatę o zwrot połowy kosztów. A on? A ON jeśli uzna, że wydatek był zasadny, to dokona zwrotu połowy kosztów. Ale najczęściej jeszcze powie, że wydatek był za duży, lub niepotrzebny „ale masz, znaj łaskę pana”. Jest to niesamowicie, okropnie, upokarzające dla kobiety – tak trzeba to głośno powiedzieć. A na koniec ktoś ją nazwie alimenciarą - bo żyje za hajs ojca dziecka i ciągle chce jakieś pieniądze. BŁAGAM – naprawdę uważacie, że za takie pieniądze można przeżyć?
Tutaj nadmienię – w moim wpisie nie mówimy o sytuacjach skrajnych – czyli takich gdzie dziecko jest zaniedbane, i występują liczne uchybienia, ze strony rodzica pobierającego świadczenie. Ani o takich kiedy alimenty sięgają 10tyś zł i więcej i mamy mają problemy, bo dziecko jedzie na wycieczkę szkolną do Dubaju za 12tyś, i niech się ojciec dorzuci.
Wspomniałam o aparacie ortodontycznym – bo z takim problemem przyszła do mnie ostatnio klientka – aparat będzie kosztował 8tyś zł. Ojciec powiedział „żeby odłożyła sobie z alimentów”. No nie. Nie proszę Państwa. Jak dziecku będzie konieczna proteza nogi – też ma sobie odłożyć z alimentów? Ja nie wiem co się dzieje z tymi ojcami po rozstaniu.
I nie, nie jest tak że jeśli ojciec daje 2000zł alimentów to mama musi dawać drugie tyle - mama może swój "wkład" realizować osobistymi staraniami i wychowaniem dziecka na co dzień - np tym, że to ona zawiezie dziecko ZA KAŻDYM RAZEM do dentysty czy na fizjoterapię. Że to ONA będzie wstawać o 4 rano, żeby zawieźć dziecko na wycieczkę szkolną. I wszystkie inne rzeczy, które powinni robić rodzice na zmianę.
No bo dziecko jest wspólne – ale ojciec ojcuje w każdy lub co drugi weekend, czyli jakieś 8 - 6 dni w miesiącu. Matka 22-24 dni. A jeszcze czasem tata powie, że on ma wyjazd i potrzebuje WOLNEGO weekendu – hmmm czy jakakolwiek mama powiedziała, że potrzebuje WOLNEGO TYGODNIA?
Oj takie tam żarciki się mnie przyczepiły :)
Ale nie o kontaktach – a o alimentach. Więc tak, mama karmi, ubiera, pierze, myje, kąpie i utrzymuje dziecko przez 22 dni a tata przez 8. Jak jesteśmy tacy skrupulatni to ile więcej zużyje dziecko: pasty do zębów, płynu do kąpania, mydła …… miałam tutaj wszystko wymieniać, ale i tak jest przydługo, więc same sobie wymieńcie w głowie, jak grzechy przed spowiedzią. No proszę Państwa, nie ulega wątpliwości, ani nie jest to tajemnica, ani coś nie do wyliczenia, że cały koszt wychowania dziecka spoczywa na matce (w naszym omawianym przypadku). Moim zdaniem w pozwie o alimenty nie powinno być obowiązku dawania żadnych faktur – oprócz takich, które argumentują szczególne, nietypowe wydatki.
A może wspomnimy jeszcze o trudzie samodzielnego wychowania, oprócz kosztów? Tak, jako dygresja. Pamiętam jak po wyprowadzce byłego męża, przeżywałam pierwszą „samotną” chorobę mojego syna. Miał 6 lat, miał okropne przeziębienie, wymiotował z kaszlu. Siedziałam z nim na łóżku całą noc, okrakiem, on pomiędzy moimi nogami, spał na siedząco, bo inaczej krztusił się i wymiotował na leżąco, miał omamy z gorączki, w których widział okropne rzeczy. Siedziałam tak sama, całą noc i modliłam się, żeby nic złego się nie wydarzyło. Pamiętam, że tak strasznie chciałam iść do toalety, ale nie mogłam go zostawić. Dopiero rano, kiedy się obudził, napiłam się wody i poszłam do toalety. Nie miałam kogo zawołać o pomoc, nie miałam kogo poprosić o chwilę wytchnienia – a przecież to nie tylko moje dziecko. Później, przy następnych chorobach, już wiedziałam jak sobie poradzić i się przygotować. (Uprzedzałam mamę, że w razie czego będę dzwonić i miałam przygotowane leki, jedzenie i picie na całą noc).
Poza tym – kiedy nasz Syn jest chory – jeździ normalnie do taty. Nie rozumiem, dlaczego mamy mówią, „że nie dadzą chorego dziecka do taty”? Bo tylko my mamy być męczennicami i poświecać się za wszelką cenę? No halo. Dziecko ma mamę i tatę – tata nie umie podać leków? To niech się nauczy. Niech ma nieprzespane noce i niech ma troski o dziecko. Żeby nie być tylko za „mamusiami” wkurza mnie to, że wydaje im się, że wiedzą wszystko najlepiej. I tylko one mogą dobrze zająć się dzieckiem i we wszystkim poprawiają tych ojców - nie umie? To się nauczy, ma mniej okazji do pokazania swoich umiejętności rodzicielskich, ale nie wyręczajmy ich we wszystkim biorąc na siebie wciąż coraz więcej i więcej.
Moje dziecko powinno być u taty w każdy weekend, a na tygodniu ze mną. Robimy wszelkie odstępstwa od tego, zależnie od tego jak jego tata chce. Dlaczego? Bo ja mogę sobie na to pozwolić, a najważniejsze dla mnie jest to, aby moje dziecko było szczęśliwe i nie czuło się przerzucane jak worek kartofli.
Kiedyś mój Syn mnie zapytał – mama mogę do taty na tygodniu? Zapytałam, a dlaczego pytasz? No, bo mamo w sądzie jest tak, że ja jestem u ciebie na tygodniu. Było to dla mnie straszne – bo ja od początku uważałam, że jeśli moje dziecko chce do taty – a tata ma czas, żeby z nim być, to może być u niego, kiedy zechce. Ale pewnie mój syn rozmawiał z kimś, kto powiedział mu, że zasady są inne… Nie róbmy z dziecka niewolnika wyroku. Wyrok jest dla dorosłych – my się mamy tych ram trzymać – a jeśli rodzice są dobrzy dla dziecka, nie dzieje się im u nich krzywda, nie alienujmy ich. To, że byli kiepskimi partnerami, nie oznacza, że są złymi rodzicami.
Kiedyś usłyszałam od pewnej kobiety, która ma dziecko z Portugalczykiem: „niech dziecko jeździ do taty chore, zdrowe, smutne i wesołe. Niech tata też ma fados e alegrias – czyli według niej „smutki i radości życia”. „
Błagam. Kobiety. Nauczcie się tego.
Bardzo ciężko jest zorganizować życie dziecka po rozstaniu – jako prawnik, mediator i mama po rozwodzie – wiem to doskonale. Bardzo walczę o sprawiedliwość, o to, żeby kobiety w tej nowej dla siebie sytuacji były silne i czerpały z życia radość, a nie tylko troski. Żeby były kobietami, a nie tylko mamami.
Wracając do meritum i tego w czym chciałabym Wam jako prawnik pomóc pisząc pozwy:
Czy naprawdę pieniądze są tak ważne? – chciałam zakończyć tym zdaniem. Miało ono mieć wydźwięk „czy dla ojców po rozstaniu pieniądze są w życiu tak ważne, że żałują ich na własne dziecko? – ale wiem, że znajdą się osoby, które to odwrócą i powiedzą „ czy dla mam pobierających alimenty pieniądze są takie ważne, że chcą ciągle więcej?”
I zakończę inaczej.
Uwierzcie, każda z tych mam, ma jedno marzenie, żeby pieniądze i myślenie o nich nie były jej problemem i nigdy nie chciałby o nie prosić.
Alimenty to nie prezenty - to przykry (dla obydwu stron) obowiązek, który jest konsekwencją decyzji, których dziecko nie podejmowało i nie powinno na tym cierpieć.
Czy znam kobiety, które mają "wystarczające" alimenty?
Tak, mam klientki, które otrzymują alimenty np 1500zł i są one dla nich wystarczającymi i wcale nie chcą "ciągle więcej".
Dla Ciebie? Mało? Dużo? - to nie ważne, ważne, że w jej sytuacji odpowiednio.
Jeśli uważasz, że to jest ten moment, i potrzebujesz pomocy w napisaniu pozwu, zapraszam. Rozumiem Cię.
PS: Jeśli przeczytaliście do końca. Dziękuję, w imieniu każdej osoby która chciała kiedyś powiedzieć to na głos.
Jestem gotowa na dyskusję - jeśli jakakolwiek będzie :)
*grafika stworzona za pomocą AI*