29/07/2026
Doskonale pamiętam, gdy jakiś czas temu pewna pani mecenas z rozbrajającą szczerością próbowała na korytarzu sądowym przed rozprawą przekonać mnie, że "na pewno dostaną 2.500 zł alimentów". Ja zaś poradziłem klientowi uznać roszczenie do kwoty 1.500 zł i spodziewać się orzeczenia alimentów na poziome 1.600 zł. Sąd pierwszej instancji orzekł o obowiązku alimentacyjnym w wys. 1.800 zł, a sąd odwoławczy, wskutek mojej apelacji, obniżył miesięczne zobowiązanie do kwoty 1.200 / 1.600 zł.
Co więcej, na pewnym etapie postępowania zaproponowałem przeciwnej stronie wycofanie się z egzekucji komorniczej w ramach wydanego przez sąd zabezpieczenia i zadeklarowałem dobrowolne regulowanie alimentów w kwocie powiększonej o pobieraną co miesiąc przez komornika prowizję w wysokości 150 zł (10% egzekwowanego świadczenia), tj. 1.500 zł + 150 zł = 1.650 zł. Wydawało mi się, że lepiej, żeby te 150 zł trafiało do dziecka, niż do organu egzekucyjnego.
Sprawę mogliśmy skończyć dużo wcześniej z alimentami w wys. 1.650 zł, a skończyło się na niepotrzebnych emocjach, wyrzutach, pretensjach i alimentach summa summarum mniejszych, niż deklarowanych przez mojego klienta. To pokazuje, że wysokie ambicje pełnomocnika nie zawsze idą w parze z ekonomicznie uzasadnionym interesem jego klienta. Oczywiście w tle całkowita alienacja rodzicielska i nastawianie dziecka przeciwko ojcu.