Jakub Hajduk - Kancelaria Adwokacka

Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: firmę

Jakub Hajduk - Kancelaria Adwokacka Pomagamy biznesowi i branży kreatywnej. Umowy, prawo spółek, prawo autorskie i nowe technologie.

LEGAL QUEST - czyli poniedziałek z prawem gamedevu | LEVEL 4"A thing of beauty, I know, will never fade away" - ile jest...
28/09/2026

LEGAL QUEST - czyli poniedziałek z prawem gamedevu | LEVEL 4

"A thing of beauty, I know, will never fade away" - ile jest praw w jednej piosence?

Powyżej cytat z "Never Fade Away" z Cyberpunka 2077 - w realiach gry wykonuje ją fikcyjna grupa SAMURAI, a w naszym codziennym, ludzkim świecie zespół Refused.

Johnny Silverhand może być autorem "NFA" w Night City, ale polskie prawo autorskie miałoby z tym problem - i to nie tylko związany z pytaniem, czy engram to już człowiek.

W naszym mniej cyberpunkowym świecie, roku pańskiego 2026, musimy poszukać realnych osób, których prawa należy wziąć pod uwagę zanim wrzucimy piosenkę (czy innego rodzaju akustyczny wytwór) do ścieżki dźwiękowej.

Bo ktoś "Never Fade Away":
- napisał/skomponował,
- wykonał,
- i nagrał.

Z punktu widzenia ochrony IP Twojego studia, musisz precyzyjnie zidentyfikować osoby lub podmioty, które są odpowiedzialne za każdy z tych etapów.

Poziom pierwszy - przy pracy nad ścieżką dźwiękową może powstać utwór muzyczny lub słowno-muzyczny. W tej perspektywie jako twórca potraktowany będzie kompozytor oraz opcjonalnie autor tekstu.

Poziom drugi - ktoś musi skomponowaną muzykę zagrać/zaśpiewać.

W przypadku wokalistów czy instrumentalistów mówić będziemy nie o prawie autorskim, ale o prawie pokrewnym do artystycznego wykonania.

Innymi słowy, czym innym jest piosenka (Mazurek Dąbrowskiego), a czym innym jej wykonanie (Edyta Górnika w 2002 roku). Ten sam utwór może zostać wykonany wielokrotnie przez wielu artystów i każde z artystycznych wykonań może zasługiwać na odrębną ochronę.

Poziom trzeci - utwór został skomponowany i wykonany. Kolejnym krokiem jest nagranie i produkcja. Na scenę wkracza zatem producent, któremu ustawa przyznaje kolejne prawo pokrewne - prawo do fonogramu.

Fonogram to pierwsze utrwalenie warstwy dźwiękowej wykonania utworu albo innych zjawisk akustycznych, na przykład efektów dźwiękowych. Może więc chodzić nie tylko o nagranie piosenki, ale również określonych efektów dźwiękowych.

Jedna piosenka wykorzystana w grze może więc być chroniona na trzech płaszczyznach:
- jako utwór,
- jako artystyczne wykonanie,
- jako fonogram.

Kompozytor może oczywiście wykonać własny utwór (i stać się artystą wykonawcą). Może także zostać producentem fonogramu. Przy większej produkcji role te będą jednak zazwyczaj należeć do różnych osób lub podmiotów.

Żeby studio mogło stwierdzić, że "ma prawo do muzyki", koniecznie musi wiedzieć (1) do czego konkretnie posiada prawa, (2) od kogo je nabyło i (3) czy ich zakres rzeczywiście pozwoli na wykorzystanie w grze.

Samo zdobycie praw do utworu może nie być wystarczające.

I to tyle, jeśli chodzi o Legal Quest - Level 4.
___..continue?

Scalperzy vs Pokemon Company, czyli starcie, do którego niestety nie dojdzie. Poniedziałek dość ponury, więc zapraszam d...
21/09/2026

Scalperzy vs Pokemon Company, czyli starcie, do którego niestety nie dojdzie.

Poniedziałek dość ponury, więc zapraszam do wspólnego rozweselenia się. Cudzym nieszczęściem.

Kojarzycie instytucję "scalpera" (lub w rodzimej wersji - "skalpera")? To taki osobnik, który hurtowo kupuje produkty limitowane lub z innego powodu wysoko pożądane, ograniczając ich dostępność na rynku, celem odsprzedania z - często potężnym - zyskiem.

Im większą wartość kolekcjonerską ma dana rzecz, tym lepiej na niej oskalpować - dlatego karty z Pokemonami nadają się do tego idealnie.

Raz, że to największy medialny franchise na świecie, więc i karty mają olbrzymi potencjał sprzedażowy. Dwa, paczka zawiera zaledwie około 10 kart, a szanse trafienia tych rzadkich mierzy się raczej w pojedynczych procentach lub ich ułamkach.

Pokemony świętują aktualnie 30 urodziny (czuję się staro) i z tej okazji na rynku pojawiły się jubileuszowe karty...w dużej ilości, w zasadzie zaspokajającej znaczną część popytu. Dodatkowo rzadkie egzemplarze okazały się być nie aż tak rzadkie, jak się początkowo spodziewano - wskaźniki "pull rates" poszły do góry, zyski "odsprzedawców" - w dół.

Internet zalał więc potok łez scalperów, którzy poczuli się zdradzeni przez swojego mimowolnego chlebodawcę. Okazuje się, że brak uprzedniego poinformowania konsumentów o (1) ilości wydrukowanych kart, (2) prawdopodobieństwie wyciągnięcia danej karty z paczki, ale też (3) hajpowanie jubileuszowych wydań stanowiło bezprawny atak na Bogu (Arceusowi?) ducha winnych "sprzedawców z drugiej ręki". A kto wie, może nawet zrobiono to specjalnie!

Poniżej wyciąg z moich ulubionych wpisów na Discordzie:
-> "na poważnie zastanawiam się nad podjęciem kroków prawnych. To może być naruszenie RICO (Racketeer Influenced and Corrupt Organizations Act - przyp. JH)",
-> "nikt tak nie wspierał Pokemon jak my, pomagający w sprzedaży produktów za uczciwą rynkową wartość, a nie po cenie sugerowanej przez producenta",
-> "byłem tak wierny temu brandowi od 8 miesięcy",
-> "wyczyściłem 3 karty kredytowe, a sklep nie przyjmuje zwrotów",
-> "co ja powiem żonie?"

Czekam z niecierpliwością na pozwy, a zwłaszcza na uzasadnienie argumentacji, że The Pokemon Company miało prawny obowiązek zagwarantować scalperom godziwą stopę zwrotu.

Grafika nieprzypadkowa.

(Pikachu's Vacation/Nintendo/OLM (1998)

LEGAL QUEST - czyli poniedziałek z prawem gamedevu | LEVEL 3"I have no name. I am but two days old..." - jak chronić tyt...
14/09/2026

LEGAL QUEST - czyli poniedziałek z prawem gamedevu | LEVEL 3

"I have no name. I am but two days old..." - jak chronić tytuł gry?

Tymi słowami, a w zasadzie cytatem z "Infant Joy" Williama Blake'a, V przedstawia się Dantemu w Devil May Cry V. Po chwili dodaje jednak, że żartował i można nazywać go "V".

I trudno o lepsze intro wpisu dotyczącego tytułów gier, które - podobnie jak V - potrzebują swojego "przybranego imienia" by zafunkcjonować w świadomości odbiorców.

Tytuł często będzie jednym z najcenniejszych elementów danego IP.

Disco Elysium, The Last of Us, Red Dead Redemption czy właście Devil May Cry - słyszymy kilka słów i wiemy o jakim świecie, bohaterach czy rodzaju rozgrywki mowa
..albo słyszymy EA FC i mało nam to mówi, chyba że ktoś dopowie "no, FIFA".

Zmieńmy więc na chwilę styl Dantego na Royal Guard i zastanówmy się, jak możemy zapewnić ochronę prawną naszemu tytułowi.

⛔ Prawo autorskie - co do zasady pojedyncze słowa (w tym także neologizmy) nie zostaną uznane za utwór. Oczywiście można sobie wyobrazić rozbudowany i kreatywny tytuł, który według niektórych sądów spełni przesłanki ochrony - ale tutaj nie ustawiałbym prawa autorskiego jako domyślnej broni.

✅ Znaki towarowe - tytuł, nawet jednowyrazowy, może być zarejestrowany jako znak towarowy o ile spełnia warunki ustawowe (przede wszystkim ma zdolność odróżniającą).

Co jednak ważne, ochronę można uzyskać na wniosek (odpłatny), na ograniczony czas (z możliwością przedłużania) i na ograniczonym terytorium. Z drugiej strony unikamy zastanawiania się, czy wymyślony przez nas tytuł jest wystarczająco twórczy lub czy i jak konkurent naruszył zasady uczciwej konkurencji.

✅ Nieuczciwa konkurencja - gdy inne studio korzysta z naszego oznaczenia, nawet gdy nie dokonaliśmy jego formalnej rejestracji albo w inny sposób narusza zasady prawidłowego konkurowania. Tutaj ważny caveat - ochrona na gruncie UZNK jest mocno związana z rzeczywistym funkcjonowaniem tytułu na rynku i sposobem jego wykorzystywania.

Studia często chcą chronić tytuł gry jeszcze przed premierą albo nawet pierwszym trailerem - w takim wypadku rejestracji znaku towarowego UZNK nam nie zastąpi.

❓ Dobra osobiste - dyskusyjne. Sąd Apelacyjny w Krakowie co prawda był zdania, że "Ciemność widzę, ciemność" zasługuje na ochronę związaną z eksploatacją cudzej twórczości bez zgody, tylko... ja też widzę ciemność jeśli chodzi o budowanie skutecznej argumentacji prawnej w oparciu o dobra osobiste studia.

Puentując - jeśli możemy, rejestrujemy tytuł jako znak towarowy. Jeśli z jakiegoś powodu jest to niemożliwe - skupiłbym się na ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Co ryzykujemy? Wrzucenie całego budżetu marketingowego w zaprojektowanie i zbudowanie marki, której nie będziemy mogli w przyszłości bezpiecznie używać.

Bo - cytując ponownie V (albo raczej ponownie Williama Blake'a): "He who desires but acts not, breeds pestilence."

So it is written.

(cytat na grafice za tłumaczeniem Jolanty Kozak).

LEGAL QUEST - czyli poniedziałek z prawem gamedevu | LEVEL 2"We work in the dark to serve the light." - kto jest autorem...
07/09/2026

LEGAL QUEST - czyli poniedziałek z prawem gamedevu | LEVEL 2

"We work in the dark to serve the light." - kto jest autorem gry?

Kredo Asasynów z serii... Assassin's Creed w pewien sposób pasuje do tego pytania. Za powstaniem każdej gry stoi bowiem niewidzialny sztab ludzi, który pracuje, byśmy mogli zobaczyć tytuł na ekranie startowym.

Graficy tworzą modele i tekstury, scenarzyści dialogi i fabułę, kompozytorzy muzykę, testerzy testują, producenci finansują...wymieniać można długo.

Czy każdego z nich uznamy za (współ)twórcę gry? Niekoniecznie - chociaż często ich rola jest nie do przecenienia.

Jeśli chcemy odkodować co oznacza "współtwórczość", to zajrzeć musimy nie tylko do art. 9 Prawa autorskiego, ale też do dorobku orzecznictwa i doktryny. W dużym uproszczeniu: (1) każdy ze współtwórców musi wnieść własny wkład twórczy o indywidualnym charakterze, (2) wkłady muszą prowadzić do powstania wspólnej całości (czegoś więcej niż sumy wkładów), (3) a między twórcami musi istnieć porozumienie co do jej stworzenia.

Co to oznacza w praktyce?

-> Nie będzie współtwórcą osoba wykonująca wyłącznie czynności "nietwórcze" - techniczne, organizacyjne czy pomocnicze. Project manager nie stanie się nim dlatego, że pilnuje terminów. Tester identyfikujący bugi - też nie.
-> Nie wystarczy samo dostarczenie pomysłu na grę - bo prawo autorskie nie chroni idei lecz sposób ich wyrażenia. Nawet najbardziej oryginalna koncepcja ("RPG, roguelike, w którym prawnik zamraża gobliny klauzulą rebus sic stantibus") nie zrobi z pomysłodawcy współtwórcy.
-> Współtwórcami mogą natomiast zostać na przykład grafik, scenarzysta czy kompozytor, jeżeli ich wkłady spełniają przesłanki twórczości.

No dobrze, ale jak się te prawnicze zaklęcia przekładają na rzeczywiste problemy, które napotkać może studio?

Art. 9 zakłada, że prawa autorskie przysługują współtwórcom wspólnie, a ich udziały są co do zasady równe. Co więcej, do wykonywania prawa autorskiego do całości utworu potrzebna jest zgoda wszystkich współtwórców. W razie jej braku pozostaje zwrócenie się do sądu.

Bingo. Czerwona lampka.

Studio angażuje grafika, scenarzystę, kompozytora i tak dalej. Pojawia się wydawca, produkcja prawie gotowa, zaczynają się rozmowy o premierze. I wtedy jeden z nich mówi: "a ja to jednak nie mam ochoty na komercjalizację".

Studio nie czytało Legal Questa i nie wiedziało, że absolutnie konieczne jest uregulowanie kwestii współtwórczości i odpowiedniego zabezpieczenia ryzyk z nią związanych. Pozostaje im skierowanie sprawy do sądu. Premiera się przesuwa, wydawca nie chce już współpracować.

Wniosek? Ustalenie, kto tworzy poszczególne elementy gry i – przede wszystkim – uregulowanie praw do tych elementów w umowach powinno nastąpić dużo wcześniej niż na etapie rozmów z wydawcą.

Bo sąd może przywrócić wiele terminów, ale deadline'u wydawcy już nie.

I to tyle, jeśli chodzi o Legal Quest - Level 2.
___..continue?

LEGAL QUEST - czyli poniedziałek z prawem gamedevu | LEVEL 1„It’s dangerous to go alone! Take this.” - jak usłyszeć (a w...
31/08/2026

LEGAL QUEST - czyli poniedziałek z prawem gamedevu | LEVEL 1

„It’s dangerous to go alone! Take this.” - jak usłyszeć (a w zasadzie przeczytać) możemy w pierwszej odsłonie The Legend of Zelda z 1986 roku.

Słowa te powinien usłyszeć każdy, kto nosi się z zamiarem stworzenia własnej gry komputerowej. Z tym oczywiście zastrzeżeniem, że nie będą dotyczyć one - jak w Zeldzie - miecza (odradzam), a konkretnych regulacji prawnych, które będą kluczowe dla funkcjonowania studia gamingowego.

O jakich orężach mowa i w jakich jaskiniach ich szukać? Poniżej checklista.

✅ Prawo autorskie - absolutny fundament i „pierwszy level” jeśli chodzi o ochronę IP studia. To tutaj znajdziemy takie pojęcia jak chociażby „utwór”, „utwór zależny” czy „program komputerowy” - i to nimi będziemy musieli nauczyć się żonglować.

✅ Prawo cywilne - bo relacje z niemal każdym innym podmiotem (współpracownikiem, wykonawcą, wydawcą czy inwestorem) budować będziemy właśnie na jego zasadach. Tu znajdziemy też dobra osobiste - istotne chociażby wtedy, gdy zdecydujemy się na umieszczenie w grze nawiązania do rzeczywistej osoby.

Na tym samym tchu…

✅ Prawo spółek handlowych - bo prędzej czy później pojawi się dylemat w jakiej formie właściwie prowadzić studio.

Co jeszcze?

✅ Prawo nieuczciwej konkurencji - bo przecież chcemy chronić swoje know-how i tajemnicę przedsiębiorstwa, czy stosowane na rynku oznaczenia.

A skoro o oznaczeniach mowa…

✅ Prawo własności przemysłowej - żeby chronić między innymi zarejestrowane znaki towarowe.

I na tym możemy zakończyć listę podstawowego ekwipunku.

Gry komputerowe są na tyle złożonymi produktami, że nie istnieje jedna zamknięta „ustawa o gamedevie”. W zależności od konkretnej produkcji na mapie mogą pojawić się kolejne lokacje: RODO, prawo konsumenckie, AI, prawo pracy czy regulaminy platform.

Do tego każdy kraj ma własne przepisy - a przecież gra wydana na Steamie raczej nie zatrzyma się na polskiej granicy.

I to tyle jeśli chodzi o Legal Quest - Level 1.

——
…continue?

27/08/2026

Sprawa wykorzystania fotografii Łukasza Litewki nie jest jednoznaczna - chyba że pod kątem oceny moralnej.

Dla kontekstu: kilka (co najmniej) fundacji otrzymało wezwania do zapłaty za wykorzystanie fotografii posła Łukasza Litewki na Facebooku. Co istotne, wpisy te w zasadzie miały charakter informacyjny i dotyczyły zaskakującej śmierci aktywisty.

Chciałoby się, naprawdę, zamknąć temat szybkim "fotografka nie ma racji". Jednak prawdą jest, że żadna z wzywanych fundacji (1) nie oznaczyła w jakikolwiek sposób autora zdjęcia i (2) nie zapłaciła twórcy za jego wykorzystanie. Żądanie zapłaty wynagrodzenia (a nawet jego dwukrotności, na co pozwala art. 79 Prawa autorskiego) z punktu widzenia przepisów ma więc sens.

Nie, nie ma znaczenia, że:
- zdjęcie było w internecie/mediach społecznościowych, każdy mógł pobrać i użyć - tak to nie działa,
- Łukasz Litewka (prawdopodobnie) zapłacił za zdjęcie i "było ono jego, a nie fotografki" - dopóki nie zobaczymy pisemnej umowy przeniesienia praw autorskich, taki wniosek jest na wyrost,
- to, eufemistycznie mówiąc, nie do końca eleganckie roszczenie.

Co może mieć znaczenie:
- czy fotografia portretowa w białym podkoszulku na białym tle to w ogóle utwór? Czy dopatrzymy się w nim przejawu twórczości?
- czy zdjęcie było wykorzystane w ramach dozwolonego użytku osobistego? W końcu nie użyto go w celu zarobkowym.

Oba te argumenty brzmią, przynajmniej dla mnie, raczej karkołomnie. Wątpię też byśmy doczekali się rozstrzygnięcia na sali sądowej - słuszne oburzenie, które przetoczyło się przez media, jest po prostu zbyt duże. Kwoty, które realnie można od fundacji odzyskać, nie zrekompensują strat wizerunkowych.

💣 Zamieszanie wokół kanału "Nie wiem, ale się dowiem!" pokazuje, że spory na YouTube zaczynają przypominać starcia wspól...
27/05/2026

💣 Zamieszanie wokół kanału "Nie wiem, ale się dowiem!" pokazuje, że spory na YouTube zaczynają przypominać starcia wspólników.

Tylko zamiast walki o klucze do biur walczy się o hasła dostępowe.

❓ O co chodzi w sprawie? Założyciel NWASD (prawie milion subskrybentów) nagrał film, w którym oskarżył swoich partnerów o to, że wykorzystali trudny okres w jego życiu do "wrogiego przejęcia" - zarejestrowali spółkę bez jego udziału, a następnie wprowadzili do niej kanał.

Nie mnie rozstrzygać kto ma rację, natomiast spór pokazuje problem, który w branży kreatywnej wraca coraz częściej - czyli dylemat kto tak naprawdę "posiada" kanał/konto w mediach społecznościowych.

Przez lata wiele projektów w sieci funkcjonowało na zasadzie
"Dogadamy się!"
"Przecież sobie ufamy!"
"To trzeba na spokojnie usiąść i porozmawiać..."
..czyli znana i lubiana doktryna sędziego Soplicy - jakoś to będzie!

Problem pojawia się wtedy, gdy kanał zaczyna mieć realną wartość biznesową:
👉 społeczność,
👉 sponsorów,
👉 przychody reklamowe,
👉 prawa do marki,
👉 archiwum treści,
👉 rozpoznawalny format.

Wówczas często okazuje się, że założyciele nie ustalili kto i na jakich zasadach jest "właścicielem" kanału, czyli w praktyce:
- kto ma prawa do treści,
- kto kontroluje konto,
- kto może decydować o dalszym rozwoju projektu.

W praktyce takie konflikty rzadko dotyczą wyłącznie jednej gałęzi prawa.

Najczęściej nakładają się tutaj równolegle:
• prawa autorskie do filmów, grafik czy scenariuszy,
• prawa do nazwy i identyfikacji marki,
• kwestie znaków towarowych,
• dostęp administracyjny do kanału i kont,
• rozliczenia współtwórców,
• odpowiedzialność wobec sponsorów i partnerów biznesowych.

Praprzyczyną problemów jest - jak często:
❌ brak umowy,
❌ brak ustalenia zasad współpracy,
❌ brak regulacji dotyczących praw do treści i marki,
❌ brak procedur dostępu do cyfrowych assetów,
❌ brak mechanizmu wychodzenia z impasu decyzyjnego.

A rezultatem dylemat kto jest twórcą kanału, jego właścicielem, osobą decydującą o losie.

Czy jest to ktoś:
- kto go wymyślił?
- kto występuje przed kamerą?
- kto finansuje projekt?
- kogo publika najmocniej z kanałem kojarzy?
- a może po prostu ten, kto ma dostęp do konta?

I właśnie dlatego własność intelektualna w 2026 roku to już nie tylko książki, muzyka czy patenty.

To również:
👉 dostęp do Gmaila,
👉 kanału YouTube,
👉 biblioteki montażowej,
👉 panelu AdSense
i całego cyfrowego zaplecza biznesu online.

Wrzuciłeś dokument do AI żeby przyspieszyć pracę? Możliwe, że właśnie ujawniłeś tajemnicę przedsiębiorstwa.O tym w piąte...
08/05/2026

Wrzuciłeś dokument do AI żeby przyspieszyć pracę? Możliwe, że właśnie ujawniłeś tajemnicę przedsiębiorstwa.

O tym w piątej odsłonie Legalnej konkurencji.

Spójrzmy na prosty przykład z praktyki:

Pracownik przygotowuje ofertę dla klienta i:
👉 wrzuca do AI dane o projekcie,
👉 dodaje informacje o relacji z klientem,
👉 załącza wewnętrzną politykę cenową,
traktując to jako "pomoc w jej przygotowaniu".

Ale w tym momencie know-how firmy trafia poza organizację.

❗ Zgodnie z prawem ujawnienie tajemnicy przedsiębiorstwa = przekazanie jej osobie trzeciej

🤖 Korzystanie z AI to nie jest „rozmowa z robotem”. W większości popularnych narzędzi:
1️⃣ dane trafiają na serwery dostawcy,
2️⃣ są przetwarzane poza firmą,
3️⃣ mogą być wykorzystywane do trenowania modeli.

Czyli w praktyce przekazujesz je podmiotowi trzeciemu.

Efekt?
👉 w niektórych przypadkach możesz nieświadomie naruszyć tajemnicę przedsiębiorstwa

Najczęstszy problem, który widzimy w naszej praktyce:
👉 brak zasad korzystania z AI w firmach.

Pracownicy - co zrozumiałe:
- chcą działać szybciej,
- korzystają z dostępnych narzędzi, ale
- nie widzą w tym ryzyka.

A jest ono realne:
- utrata przewagi konkurencyjnej,
- problem w negocjacjach,
- odpowiedzialność prawna.

Co można zrobić?
✔️ ustalić, jakie dane mogą trafiać do AI,
✔️ korzystać z bezpiecznych wersji narzędzi (czyli w praktyce odpłatnych wersji biznesowych),
✔️ wprowadzić politykę AI,
✔️ przeszkolić zespół.

AI to świetne narzędzie, ale tylko wtedy, gdy masz nad nim kontrolę.

👉 zanim wrzucisz coś do AI, zadaj sobie jedno pytanie: czy mogę pozwolić, żeby te dane "wyszły" poza moją firmę?

Więcej na ten temat we wpisie blogowym - link w komentarzu, zapraszamy do lektury.

AI Przemówiło ludzkim głosem - tyle że cudzym. W reklamie. Bez zgody. Brzmi jak science-fiction? Wyobraź sobie, że ktoś ...
04/05/2026

AI Przemówiło ludzkim głosem - tyle że cudzym. W reklamie. Bez zgody.

Brzmi jak science-fiction?

Wyobraź sobie, że ktoś używa Twojego głosu w reklamie.

Nie nagrywa Cię. Nie podpisujesz żadnej umowy.

Po prostu AI klonuje Twój głos.

Głośna (nomen omen) ostatnio sprawa lektora Jarosława Łukomskiego pokazuje, że voice cloning przestaje być ciekawostką, a zaczyna być realnym problemem - także prawnym.

W takich sytuacjach Klienci zwykle pytają mnie o jedną rzecz:

👉 „czy ja w ogóle mam jakąś ochronę?”

Odpowiedź brzmi: tak.
Ale nie zawsze w oczywisty sposób.

W grę mogą wchodzić między innymi:

- naruszenie dóbr osobistych (jeśli głos pozwala Cię rozpoznać)
- wprowadzanie w błąd (np. sugerowanie współpracy)
- pasożytowanie na renomie

Problem w tym, że:

👉 większość umów w ogóle nie reguluje kwestii wykorzystania głosu przez AI,
👉 a przedsiębiorcy często nie wiedzą, gdzie kończy się „inspiracja”, a zaczyna naruszenie.

I to jest moment, w którym zaczynają się pojawiać realne ryzyka:

- wizerunkowe,
- finansowe,
- prawne.

Dlatego przy projektach:

- marketingowych,
- medialnych,
- z udziałem lektorów / twórców

coraz częściej pracujemy dziś nie tylko na „klasycznych” postanowieniach, ale też na tym, jak zabezpieczyć wykorzystanie głosu w kontekście AI.

Technologia będzie tylko przyspieszać.

A pytanie nie brzmi już „czy to jest legalne”, tylko:

👉 czy masz to dobrze poukładane u siebie?

Jeśli działasz w obszarze marketingu / contentu / współpracy z twórcami - to temat, który bardzo szybko może Cię dotyczyć.

A jak Wy to widzicie?

Czy głos powinien być chroniony tak samo jak wizerunek? 🤔

💥 Ciekawy wątek prawny z wczorajszej rozmowy w Kanale Zero z Żurnalistą.W wywiadzie Krzysztofa Stanowskiego z Dawidem Sw...
24/04/2026

💥 Ciekawy wątek prawny z wczorajszej rozmowy w Kanale Zero z Żurnalistą.

W wywiadzie Krzysztofa Stanowskiego z Dawidem Swakowskim padło wprost: niektórzy goście płacą za udział w podcaście (co od dłuższego czasu nie jest raczej tajemnicą).

❓ Rodzi to pytanie: czy w takiej sytuacji mamy do czynienia z reklamą, którą influencer powinien oznaczyć?

Często o reklamie myśli się bardzo wąsko:
👉 „reklama jest tylko wtedy, gdy ktoś mówi: kup ten produkt, skorzystaj z tamtej usługi”

Nie jest to do końca trafny pogląd. Jeśli ktoś:

✔️ płaci za występ,
✔️ zyskuje ekspozycję,
✔️ dzięki czemu buduje pozytywny wizerunek zarabiając na szkoleniach/będąc w trakcie promocji książki/samemu prowadząc podcast

to mamy do czynienia z treścią o charakterze komercyjnym. Nawet jeśli rozmowa wygląda naturalnie i neutralnie.

⚖️ Z perspektywy prawa kluczowe jest jedno: czy występuje korzyść majątkowa w zamian za obecność w materiale.

Jeżeli tak - odbiorca powinien być o tym jasno poinformowany.

📢 Co to oznacza w praktyce dla twórców?
Jeśli gość płaci za udział w podcaście, należy to oznaczyć jako materiał sponsorowany / płatną współpracę - i to w sposób:
- jasny,
- zrozumiały,
- najlepiej na początku materiału.

❗ Dlaczego to ważne? Bo brak oznaczenia to nie tylko kwestia etyki, ale potencjalnie może być uznany za
- kryptoreklamę,
- wprowadzanie odbiorców w błąd.

💡 Wniosek:
Nie trzeba reklamować konkretnego produktu, żeby wejść w obszar reklamy.
Czasem wystarcz zapłacić za możliwość pojawienia się w przestrzeni medialnej.

A czy podobne zapatrywanie na tę sytuację ma UOKiK - przekonamy się zapewne niebawem.

Adres

Urzędnicza 20/8
Kraków
30-051

Godziny otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 17:00

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Jakub Hajduk - Kancelaria Adwokacka opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Firmę

Wyślij wiadomość do Jakub Hajduk - Kancelaria Adwokacka:

Skróty

Udostępnij