27/08/2026
Sprawa wykorzystania fotografii Łukasza Litewki nie jest jednoznaczna - chyba że pod kątem oceny moralnej.
Dla kontekstu: kilka (co najmniej) fundacji otrzymało wezwania do zapłaty za wykorzystanie fotografii posła Łukasza Litewki na Facebooku. Co istotne, wpisy te w zasadzie miały charakter informacyjny i dotyczyły zaskakującej śmierci aktywisty.
Chciałoby się, naprawdę, zamknąć temat szybkim "fotografka nie ma racji". Jednak prawdą jest, że żadna z wzywanych fundacji (1) nie oznaczyła w jakikolwiek sposób autora zdjęcia i (2) nie zapłaciła twórcy za jego wykorzystanie. Żądanie zapłaty wynagrodzenia (a nawet jego dwukrotności, na co pozwala art. 79 Prawa autorskiego) z punktu widzenia przepisów ma więc sens.
Nie, nie ma znaczenia, że:
- zdjęcie było w internecie/mediach społecznościowych, każdy mógł pobrać i użyć - tak to nie działa,
- Łukasz Litewka (prawdopodobnie) zapłacił za zdjęcie i "było ono jego, a nie fotografki" - dopóki nie zobaczymy pisemnej umowy przeniesienia praw autorskich, taki wniosek jest na wyrost,
- to, eufemistycznie mówiąc, nie do końca eleganckie roszczenie.
Co może mieć znaczenie:
- czy fotografia portretowa w białym podkoszulku na białym tle to w ogóle utwór? Czy dopatrzymy się w nim przejawu twórczości?
- czy zdjęcie było wykorzystane w ramach dozwolonego użytku osobistego? W końcu nie użyto go w celu zarobkowym.
Oba te argumenty brzmią, przynajmniej dla mnie, raczej karkołomnie. Wątpię też byśmy doczekali się rozstrzygnięcia na sali sądowej - słuszne oburzenie, które przetoczyło się przez media, jest po prostu zbyt duże. Kwoty, które realnie można od fundacji odzyskać, nie zrekompensują strat wizerunkowych.