28/05/2026
To będzie dłuższa historia…
…i jedna z tych odpowiadających na pytanie: „Po co mi agent?”
Mieszkanie na sprzedaż, duże zainteresowanie, padają oferty. Klient chce kupić, właściciel chce uzyskać swoją cenę.
Pojawia się próg nie do przebicia — brakuje 20–30 tys. Kupujący się wycofuje.
I tu większość historii się kończy. Po kilku miesiącach zaczynają się pytania „dlaczego się nie sprzedaje?”, cena spada raz, drugi, trzeci, aż nieruchomość sprzedaje się 10–15% poniżej pierwotnych oczekiwań.
Ale nie tym razem.
Bo w tej transakcji był agent, który wiedział, że klienta gotowego kupić nie można tak po prostu odpuścić.
Wróciłem do klientów z propozycją ponownej prezentacji i znalezienia rozwiązania. Szybko okazało się, że problemem nie była cena, tylko obawa.
Kupujący bał się, że nie dostanie kredytu, dlatego zaniżył ofertę.
Uzgodniliśmy, że klient składa ofertę w cenie oczekiwanej przez właściciela, a ja kieruję go do mojego zaufanego doradcy kredytowego, bo wcześniejszy doradca twierdził, że nie mają zdolności.
12 godzin później — zielone światło.
Ustalamy warunki, zadatek, terminy, zapisy w umowie.
Kolejny telefon:
„Wycofujemy się”.
Tym razem problemem był już wyłącznie strach przed utratą zadatku.
Wróciłem do rozmów z doradcą, kupującym i właścicielem. Uzgodniliśmy rozwiązania i odpowiednie zapisy w umowie, które zabezpieczyły obie strony i zdjęły z kupującego obawę przed utratą kilkudziesięciu tysięcy.
Potwierdzamy termin.
Umowa przedwstępna — wniosek — kredyt — finalizacja — przekazanie kluczy.
Kupujący szczęśliwie mieszka, sprzedający uzyskał swoją cenę, obie strony zadowolone.
„Po co mi agent?”
Bo agent zachowuje zimną krew wtedy, gdy emocje przejmują kontrolę. Bo nie odpuszcza. Bo zna rozwiązania problemów, których klienci często sami nie widzą.
Dobry agent sprzedaje szybciej i skuteczniej.
Jeśli i Tobie mogę pomóc - zadzwoń.
+48 880 131 935