Kancelaria Adwokacka Bandrowski

Kancelaria Adwokacka Bandrowski Jeśli potrzebujesz pomocy prawnej, skontaktuj się ze mną, bo Twoje problemy mają znaczenie!

Dzień dobry. 🤝Klient trafia do mnie zwykle w tym samym momencie: znajduje w sieci wpis, który przypisuje mu coś, czego n...
28/08/2026

Dzień dobry. 🤝

Klient trafia do mnie zwykle w tym samym momencie: znajduje w sieci wpis, który przypisuje mu coś, czego nie zrobił – oszustwo, kradzież, nieuczciwość w biznesie – podpisany nazwiskiem, którego nigdy wcześniej nie widział, albo w ogóle bez podpisu. Pierwsze pytanie zawsze brzmi tak samo: czy to się w ogóle da ścigać, skoro to "tylko internet" i konto bez twarzy?

Zniesławienie to nie to samo, co zwykły hejt

Na starcie warto rozdzielić dwie rzeczy, które w komentarzach pod postami mieszają się non stop. Zniewaga (art. 216 k.k.) to obelga rzucona wprost w twarz – wyzwisko, wulgaryzm, ocena w stylu "jesteś oszustem" bez żadnego konkretu. Zniesławienie (art. 212 k.k.) to co innego: przypisanie komuś konkretnego postępowania lub cechy, które mogą go poniżyć w opinii publicznej albo narazić na utratę zaufania potrzebnego do zawodu, stanowiska czy rodzaju działalności. Różnica jest istotna, bo od niej zależy, z którego przepisu w ogóle korzystamy.

W internecie odpowiedzialność jest surowsza, nie łagodniejsza

Wielu osobom wydaje się, że w sieci "wszystko ujdzie", bo autor chowa się za nickiem. Prawo patrzy na to odwrotnie. Podstawowy typ zniesławienia zagrożony jest grzywną albo karą ograniczenia wolności. Gdy jednak do rozpowszechnienia dochodzi za pomocą środków masowego komunikowania – a internet, w tym media społecznościowe, fora czy portale z opiniami, jednoznacznie się w tym mieści – wchodzi typ kwalifikowany z art. 212 § 2 k.k., z dodatkową możliwością kary pozbawienia wolności do roku. Zasięg publikacji w sieci, jej trwałość i łatwość dalszego rozpowszechniania to okoliczności, które ustawodawca świadomie potraktował surowiej niż plotkę powiedzianą w cztery oczy.

Kiedy prawda broni autora, a kiedy nie

Art. 213 k.k. przewiduje kontratyp: nie popełnia przestępstwa ten, kto publicznie podnosi prawdziwy zarzut służący obronie społecznie uzasadnionego interesu. To jednak nie jest karta przetargowa działająca zawsze i wszędzie. Jeśli zarzut dotyczy sfery życia prywatnego lub rodzinnego, sama prawdziwość informacji może nie wystarczyć do uniknięcia odpowiedzialności – ustawodawca chroni tu prywatność niezależnie od tego, czy opisywane zachowanie było naganne. Innymi słowy: "ale to przecież prawda" nie zawsze jest skuteczną obroną, zwłaszcza gdy dotyczy życia osobistego, a nie działalności zawodowej czy publicznej.

Anonimowość w sieci to nie tarcza nie do przebicia

To pytanie, które pada najczęściej: skoro autor komentarza ma nick zamiast imienia i nazwiska, to jak w ogóle złożyć przeciwko niemu sprawę? Zniesławienie ściga się z oskarżenia prywatnego, ale to nie oznacza, że pokrzywdzony musi sam, bez żadnej pomocy, ustalać tożsamość anonimowego autora. Na podstawie art. 488 k.p.k. można zwrócić się do policji o zabezpieczenie dowodów – w tym danych, które pozwolą ustalić sprawcę – jeszcze zanim sprawa trafi do sądu. Adres IP i dane użytkownika chronione są tajemnicą telekomunikacyjną, więc administrator strony czy operator internetu nie wydadzą ich na zwykłą prośbę – potrzebne jest postanowienie sądu lub prokuratora zwalniające z tej tajemnicy. To proces bardziej złożony niż w sprawach z oskarżenia publicznego, ale nie niemożliwy – wymaga tylko świadomego zaplanowania kolejnych kroków.

Więc czy to się w ogóle ściga? Krótka odpowiedź

Tak. Zniesławienie w internecie jest przestępstwem ściganym z oskarżenia prywatnego – pokrzywdzony sam wnosi akt oskarżenia do sądu i sam go popiera. Wyjątkowo, gdy przemawia za tym interes społeczny, ściganie może objąć prokurator z urzędu, co w praktyce zdarza się przy sprawach o szerszym zasięgu lub większej szkodliwości.

Druga droga, o której klienci często zapominają

Odpowiedzialność karna to nie jedyna opcja. Niezależnie od sprawy karnej, pokrzywdzony może dochodzić ochrony na drodze cywilnej za naruszenie dóbr osobistych – dobrego imienia i czci (art. 23 i 24 k.c.) – żądając między innymi usunięcia wpisu, publikacji przeprosin czy zadośćuczynienia. Te dwie ścieżki są od siebie niezależne i w wielu sprawach warto prowadzić je równolegle, bo dają różne narzędzia i różne tempo działania.

Na koniec ciekawostka, którą warto śledzić

Trwają obecnie prace legislacyjne nad zmianą przepisów o zniesławieniu – zarówno w Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, jak i w formie odrębnego projektu poselskiego złożonego w Sejmie, który proponuje wręcz usunięcie art. 212–215 k.k. z kodeksu. Na dziś jednak żadna z tych propozycji nie weszła w życie i art. 212 k.k. obowiązuje w opisanym wyżej kształcie – ale to temat, do którego pewnie jeszcze nie raz wrócimy, bo kierunek zmian może realnie wpłynąć na to, jak wygląda ochrona dobrego imienia w sieci.

A Wy – spotkaliście się kiedyś z sytuacją, w której ktoś napisał o Was coś nieprawdziwego w internecie? Piszcie w komentarzu, chętnie podpowiem, jak podejść do takiej sprawy.

________________________________________

🎯 Zakres usług:

✅ Prawo Pracy – przywrócenie do pracy, uznanie wypowiedzenia za bezskuteczne, ustalenie stosunku pracy
✅ Prawo Karne – obrona w sprawach karnych, wykroczenia
✅ Prawo Rodzinne – rozwód, alimenty, kontakty, władza rodzicielska
✅ Prawo Cywilne – odszkodowania, zapłata, spadki, zasiedzenia, podziały majątku

________________________________________

📍 ul. Kościuszki 11/224, 25-310 Kielce
📞 +48 730 814 790
✉️ [email protected]
🌐 adwokat-bandrowski.pl

________________________________________

Dzień dobry. 🤝W kancelarii regularnie widzę dwie skrajne reakcje na słowo "intercyza". Jedni traktują ją jak żelazną tar...
26/08/2026

Dzień dobry. 🤝

W kancelarii regularnie widzę dwie skrajne reakcje na słowo "intercyza". Jedni traktują ją jak żelazną tarczę, która załatwia wszystko raz na zawsze. Inni – jak coś wstydliwego, "na wypadek gdyby się nie udało". Prawda jest bardziej przyziemna: to zwykłe narzędzie prawne, o konkretnym, ograniczonym zakresie działania. I właśnie dlatego warto wiedzieć, co realnie zmienia, a czego nie zmienia wcale.

Intercyza to nie jedna umowa, tylko cztery różne opcje

Pierwsza rzecz, którą prostuję niemal na każdej konsultacji: intercyza to nie jest jeden gotowy wzorzec, tylko nazwa potoczna dla majątkowej umowy małżeńskiej, która może przybrać kilka różnych kształtów. Można nią rozszerzyć wspólność majątkową (włączając do niej np. majątek posiadany przed ślubem), ograniczyć wspólność (wyłączając z niej konkretne składniki), wprowadzić pełną rozdzielność majątkową, albo zdecydować się na rozdzielność z wyrównaniem dorobków. Każda z tych opcji działa inaczej i wybiera się ją pod konkretną sytuację życiową, a nie z automatu. Umowę zawiera się wyłącznie w formie aktu notarialnego – zarówno przed ślubem, jak i w dowolnym momencie trwania małżeństwa.

Klasyczna rozdzielność – najprostsza i najczęściej wybierana

Przy pełnej rozdzielności każdy z małżonków buduje swój majątek osobno – to, co zarobi lub kupi jeden, nie staje się automatycznie własnością drugiego. Nie ma tu majątku wspólnego w rozumieniu ustawowym, więc przy rozwodzie odpada cały etap ustalania, co komu się należy z tej wspólnej puli – bo jej po prostu nie ma. To realnie skraca i upraszcza sprawę rozwodową, zwłaszcza gdy małżonkowie prowadzą własne działalności albo mają bardzo nierówne majątki.

Rozdzielność z wyrównaniem dorobków – opcja, o którą pytacie coraz częściej

To rozwiązanie pośrednie: na co dzień działa jak zwykła rozdzielność, ale w chwili jej ustania (rozwód, separacja, śmierć) porównuje się, o ile wzrósł majątek każdego z małżonków od dnia zawarcia umowy do dnia jej ustania. Ten, kto dorobił się mniej – bo na przykład zajmował się domem i dziećmi, a nie karierą – ma prawo żądać wyrównania tej różnicy. To rozwiązanie, które w praktyce chroni słabszą ekonomicznie stronę małżeństwa, nie rezygnując przy tym z korzyści rozdzielności na co dzień.

Czego intercyza nie cofnie – majątek sprzed jej podpisania

To punkt, który najczęściej umyka osobom podpisującym intercyzę już w trakcie małżeństwa. Umowa działa na przyszłość, a nie wstecz. Wszystko, co małżonkowie zgromadzili wspólnie, zanim doszło do notariusza, nadal jest ich majątkiem wspólnym i przy rozwodzie trzeba je podzielić na zasadach ogólnych – osobno od skutków samej intercyzy. Innymi słowy: podpisanie rozdzielności w piątym roku małżeństwa nie sprawia, że dom kupiony w drugim roku nagle należy tylko do jednej osoby.

Intercyza a długi – to nie jest niewidzialna tarcza

Wielu klientów zakłada, że rozdzielność majątkowa automatycznie odcina ich od długów współmałżonka. To duże uproszczenie. Owszem, rozdzielność ogranicza odpowiedzialność za zobowiązania zaciągane przez drugą stronę po jej zawarciu, ale żeby była skuteczna wobec konkretnego wierzyciela, ten wierzyciel musi o niej wiedzieć w chwili zawierania umowy z Waszym małżonkiem. Sam wpis w rejestrze małżeńskich umów majątkowych to nie wszystko – w praktyce warto, żeby informacja o rozdzielności trafiła wprost do kontrahentów, zwłaszcza jeśli mowa o działalności gospodarczej. Długi zaciągnięte, zanim doszło do rozdzielności, i tak obciążają oboje małżonków na dotychczasowych zasadach.

Co więc realnie zmienia się przy rozwodzie

Największa, praktyczna zmiana jest taka: przy rozdzielności nie toczycie osobnego, często wieloletniego postępowania o podział majątku wspólnego, bo majątku wspólnego po prostu nie ma (poza rzeczami nabytymi świadomie na współwłasność, ale to inna kategoria). To realnie skraca cały proces rozstania pod względem majątkowym. Intercyza nie ma natomiast żadnego wpływu na kwestię winy w rozkładzie pożycia, na wysokość i zasadność alimentów na dzieci, ani na kontakty z dziećmi – to zupełnie odrębne wątki rozwodowe, rozstrzygane według innych kryteriów.

A Wy – częściej pytacie mnie o intercyzę przy planowaniu ślubu, czy już w trakcie małżeństwa, gdy widać, że coś idzie nie tak? Piszcie w komentarzu, chętnie podpowiem, które rozwiązanie pasuje do Waszej sytuacji.

________________________________________

🎯 Zakres usług:

✅ Prawo Pracy – przywrócenie do pracy, uznanie wypowiedzenia za bezskuteczne, ustalenie stosunku pracy
✅ Prawo Karne – obrona w sprawach karnych, wykroczenia
✅ Prawo Rodzinne – rozwód, alimenty, kontakty, władza rodzicielska
✅ Prawo Cywilne – odszkodowania, zapłata, spadki, zasiedzenia, podziały majątku

________________________________________

📍 ul. Kościuszki 11/224, 25-310 Kielce
📞 +48 730 814 790
✉️ [email protected]
🌐 adwokat-bandrowski.pl

________________________________________

Dzień dobry. 🤝Popchnięcie na imprezie. Klaps "żartem" od kolegi, na który nikt się nie umówił. Oplucie w trakcie kłótni ...
21/08/2026

Dzień dobry. 🤝

Popchnięcie na imprezie. Klaps "żartem" od kolegi, na który nikt się nie umówił. Oplucie w trakcie kłótni na ulicy. Szarpnięcie za rękaw, żeby kogoś zatrzymać.

"Panie mecenasie, przecież mnie nawet nie uderzył, tylko popchnął – to chyba nic poważnego?" Słyszę to zaskakująco często. I odpowiedź brzmi: to może być przestępstwo. Dziś tłumaczę, czym w ogóle jest naruszenie nietykalności cielesnej i dlaczego próg wejścia jest tu znacznie niższy, niż ludziom się wydaje.

Co dokładnie mówi przepis

Art. 217 § 1 Kodeksu karnego brzmi: "Kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną". Proszę zwrócić uwagę na sformułowanie "w inny sposób" – ustawodawca nie ograniczył tego przestępstwa do uderzeń. Wystarczy każdy niechciany kontakt fizyczny: popchnięcie, szarpnięcie za ubranie, oplucie, mocne złapanie za rękę, nawet symboliczny "żartobliwy" policzek bez zgody drugiej strony. Nie trzeba siniaka, nie trzeba bólu, nie trzeba zwolnienia lekarskiego. Wystarczy sam fakt naruszenia cielesnej integralności drugiego człowieka.

To nie to samo co uszkodzenie ciała

Naruszenie nietykalności cielesnej to zupełnie inny przepis niż spowodowanie uszczerbku na zdrowiu z art. 157 k.k. Tam trzeba wykazać konkretny skutek – ranę, złamanie, rozstrój zdrowia. Tutaj skutek nie ma znaczenia. Chodzi o samą godność i nienaruszalność fizyczną człowieka, nie o to, jak bardzo zabolało.

Kara i klauzula, o którą pytacie najczęściej

Za czyn z art. 217 § 1 grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Jest jednak paragraf 2, o który klienci pytają regularnie: jeśli naruszenie nietykalności zostało wywołane wyzywającym zachowaniem pokrzywdzonego, albo pokrzywdzony sam odpowiedział tym samym, sąd może odstąpić od wymierzenia kary. Proszę zapamiętać słowo "może" – to nie jest automatyczne rozgrzeszenie. Czyn nadal jest bezprawny, sąd ma tylko możliwość, a nie obowiązek, odstąpienia od kary po ocenie całej sytuacji.

Najważniejsza informacja, o której naprawdę mało kto wie

Naruszenie nietykalności cielesnej ściga się z oskarżenia prywatnego. W praktyce oznacza to, że zgłoszenie na komisariacie samo w sobie nie uruchamia sprawy karnej – to pokrzywdzony musi wnieść do sądu prywatny akt oskarżenia (samodzielnie albo przez pełnomocnika) i uiścić stosowną opłatę. Policja może w takiej sprawie przyjąć zgłoszenie i zabezpieczyć dowody, ale co do zasady to nie prokurator prowadzi tu postępowanie z urzędu. Wyjątek zachodzi wtedy, gdy przemawia za tym interes społeczny – wówczas prokurator może objąć ściganie z urzędu.

I ciekawostka na dziś: mimo dyskusji toczącej się wokół Konwencji Stambulskiej, art. 217 k.k. pozostaje przestępstwem ściganym prywatnoskargowo nawet w relacjach domowych – Polska podtrzymuje w tym zakresie zastrzeżenie do konwencji. W praktyce przemoc domowa bywa więc kwalifikowana z innych przepisów, ściganych już z urzędu – np. znęcanie się z art. 207 k.k. czy spowodowanie uszczerbku na zdrowiu z art. 157 k.k.

A jeśli to funkcjonariusz publiczny

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy naruszenie nietykalności dotyczy funkcjonariusza publicznego podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych. Wtedy działa art. 222 k.k. – ściganie jest z urzędu, a zagrożenie karą wyższe: do 3 lat pozbawienia wolności, a jeśli sprawca naraża funkcjonariusza na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – od 3 miesięcy do 5 lat.

Jeszcze jedno, o czym warto pamiętać

Odpowiedzialność karna to nie koniec tematu. Niezależnie od sprawy karnej, pokrzywdzony może dochodzić od sprawcy zadośćuczynienia na drodze cywilnej za naruszenie dóbr osobistych – godności i nietykalności cielesnej (art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego). Te dwie ścieżki są od siebie niezależne i można je prowadzić równolegle.

A Wy – zdarzyło Wam się kiedyś zastanawiać, czy to, co spotkało Was albo bliską osobę, to już naruszenie nietykalności cielesnej, czy "tylko" nieprzyjemne zachowanie? Piszcie w komentarzu, chętnie rozwieję wątpliwości.

________________________________________

🎯 Zakres usług:

✅ Prawo Pracy – przywrócenie do pracy, uznanie wypowiedzenia za bezskuteczne, ustalenie stosunku pracy
✅ Prawo Karne – obrona w sprawach karnych, wykroczenia
✅ Prawo Rodzinne – rozwód, alimenty, kontakty, władza rodzicielska
✅ Prawo Cywilne – odszkodowania, zapłata, spadki, zasiedzenia, podziały majątku

________________________________________

📍 ul. Kościuszki 11/224, 25-310 Kielce
📞 +48 730 814 790
✉️ [email protected]
🌐 adwokat-bandrowski.pl

________________________________________

Dzień dobry. 🤝Jazda rowerem po dwóch piwach. Zabranie z marketu paczki kawy za 40 zł. Bójka pod klatką. Podpalenie sąsia...
19/08/2026

Dzień dobry. 🤝

Jazda rowerem po dwóch piwach. Zabranie z marketu paczki kawy za 40 zł. Bójka pod klatką. Podpalenie sąsiadowi śmietnika.

Codziennie ktoś pyta mnie w kancelarii: "Panie mecenasie, czy to, co zrobiłem/co mi się stało, to już jest przestępstwo?". I szczerze mówiąc – to jedno z tych pytań, które wyglądają prosto, a w praktyce potrafią zaważyć na całym dalszym życiu człowieka. Więc dziś rozkładam to na czynniki pierwsze.

Dwa różne kodeksy, dwa różne światy

Przestępstwo to twór Kodeksu karnego. Wykroczenie – Kodeksu wykroczeń. To nie jest kwestia nazewnictwa czy "gorszej" albo "lepszej" kategorii czynów zabronionych – to dwa odrębne reżimy prawne, z innymi zasadami odpowiedzialności, innymi sądami (a czasem w ogóle bez sądu) i zupełnie inną wagą konsekwencji.

Kluczem jest stopień społecznej szkodliwości czynu. Ustawodawca uznał, że pewne zachowania – mimo że naganne i karane – są na tyle mniej dotkliwe dla porządku publicznego, że nie zasługują na piętno "przestępcy". I tak trafiają do Kodeksu wykroczeń.

Kary – tu widać różnicę najlepiej

Za wykroczenie grozi: areszt do 30 dni, ograniczenie wolności, grzywna do 5000 zł albo nagana. Nieprzyjemne, ale w skali "nie zrujnuje mi to życia".

Za przestępstwo grozi realnie znacznie więcej – grzywna liczona w stawkach dziennych (czyli może być dużo wyższa niż przy wykroczeniu), ograniczenie wolności, a w cięższych sprawach – pozbawienie wolności, aż po dożywocie przy zbrodniach (bo tak, zbrodnia to szczególna, najcięższa kategoria przestępstw, zagrożona karą minimum 3 lat więzienia).

Klasyczny przykład, który tłumaczę najczęściej: kradzież

Zabrałeś w sklepie towar o wartości do 800 zł? To wykroczenie z art. 119 Kodeksu wykroczeń. Przekroczyłeś tę kwotę? Witaj w art. 278 Kodeksu karnego – to już przestępstwo. Ten próg (800 zł) obowiązuje od 2023 roku i regularnie zaskakuje moich klientów, bo wielu wciąż pamięta dawne, niższe kwoty.

Uwaga – są wyjątki. Kradzież z włamaniem to przestępstwo niezależnie od tego, ile było warte to, co ukradziono. Wartość ma znaczenie tylko przy tzw. kradzieży zwykłej.

Dlaczego to nie jest tylko "prawnicza ciekawostka"

Bo konsekwencje sięgają dalej niż sama kara. Skazanie za przestępstwo trafia do Krajowego Rejestru Karnego – i taki wpis potrafi zablokować pracę w zawodzie zaufania publicznego, pozwolenie na broń, czasem nawet wyjazd do niektórych krajów. Ukaranie za wykroczenie co do zasady w KRK się nie znajdzie (poza wyjątkami, np. gdy orzeczono areszt).

Różni się też to, jak długo organy ścigania mogą się Tobą "interesować". Wykroczenie przedawnia się z reguły po roku od popełnienia (albo po 3 latach, jeśli wszczęto postępowanie). Przestępstwa przedawniają się znacznie dłużej – od kilku do nawet 40 lat, w zależności od wagi czynu.

I wreszcie – tryb. Drobne wykroczenie często kończy się mandatem od policji czy straży miejskiej, bez wizyty w sądzie. Przy przestępstwie – zawsze mamy do czynienia z postępowaniem karnym i sądem powszechnym.

Co z tego wynika w praktyce?

Ta sama sytuacja życiowa – np. bójka, kradzież, zniszczenie cudzej rzeczy – w zależności od okoliczności (wartości szkody, sposobu działania, skutków) może wylądować po jednej albo po drugiej stronie tej granicy. I to właśnie dlatego warto skonsultować sprawę z prawnikiem zanim się zacznie zgadywać na własną rękę – bo różnica między "dostanę mandat" a "będę miał wpis w rejestrze karnym" bywa jedną decyzją, jednym telefonem.

A Wy – spotkaliście się kiedyś z sytuacją, w której nie było jasne, czy to już przestępstwo, czy "jeszcze" wykroczenie? Piszcie w komentarzu, chętnie rozwieję wątpliwości.

________________________________________

🎯 Zakres usług:

✅ Prawo Pracy – przywrócenie do pracy, uznanie wypowiedzenia za bezskuteczne, ustalenie stosunku pracy
✅ Prawo Karne – obrona w sprawach karnych, wykroczenia
✅ Prawo Rodzinne – rozwód, alimenty, kontakty, władza rodzicielska
✅ Prawo Cywilne – odszkodowania, zapłata, spadki, zasiedzenia, podziały majątku

________________________________________

📍 ul. Kościuszki 11/224, 25-310 Kielce
📞 +48 730 814 790
✉️ [email protected]
🌐 adwokat-bandrowski.pl

________________________________________

Dzień dobry. 🤝Czym w ogóle jest zasiedzenie? Wyjaśniam bez prawniczego żargonuZasiedzenie to jedno z tych słów, które ka...
14/08/2026

Dzień dobry. 🤝

Czym w ogóle jest zasiedzenie? Wyjaśniam bez prawniczego żargonu

Zasiedzenie to jedno z tych słów, które każdy gdzieś słyszał, ale mało kto potrafi wytłumaczyć, o co w nim właściwie chodzi. A temat wraca regularnie — bo dotyczy naprawdę zwyczajnych sytuacji: kawałka działki, którym opiekuje się rodzina od pokoleń, albo domu po dziadkach, do którego nikt nigdy formalnie nie uregulował własności.

W dużym skrócie: zasiedzenie pozwala stać się właścicielem nieruchomości nie przez zakup czy spadek, tylko przez samo długotrwałe, samodzielne posiadanie — takie „jak właściciel". Czyli remontujesz, płacisz podatki, decydujesz co się z tą działką dzieje, a formalnie nigdy nie miałeś do niej papierów.

Ile trzeba czekać? To zależy od tego, czy jesteś w dobrej, czy w złej wierze. Dobra wiara to sytuacja, w której masz usprawiedliwione przekonanie, że nieruchomość naprawdę jest Twoja (np. wydawało Ci się, że sprawa spadkowa została załatwiona, a nie została) — wtedy okres zasiedzenia wynosi 20 lat. Zła wiara to sytuacja, w której wiesz (albo powinieneś wiedzieć), że nieruchomość formalnie nie jest Twoja, a mimo to nią władasz — wtedy trzeba aż 30 lat. I co ważne: to, czy jesteś w dobrej czy złej wierze, ocenia się na moment, w którym zaczynasz posiadanie — późniejsze odkrycie, że jednak nie jesteś właścicielem, niczego już nie zmienia.

Najczęstsze sytuacje, z jakimi się to wiąże? Grunt rodzinny, którym opiekuje się kolejne pokolenie bez przeprowadzenia formalnego postępowania spadkowego. Albo sąsiedzki spór o pas ziemi, który „od zawsze" był użytkowany po jednej stronie płotu, choć na papierze należy do kogoś innego.

Ważna rzecz: zasiedzenie nie dzieje się samo. Nawet jeśli spełniasz wszystkie warunki i minęło już 20 czy 30 lat, potrzebujesz postanowienia sądu, które to potwierdzi — dopiero ono jest podstawą do wpisania Cię jako właściciela w księdze wieczystej. Bez tego formalnie nadal jesteś tylko posiadaczem, a nie właścicielem — co potrafi się boleśnie ujawnić np. przy próbie sprzedaży nieruchomości albo załatwiania kredytu.

Są też rzeczy, których zasiedzieć się nie da — na przykład dróg publicznych czy pojedynczego pokoju w cudzym mieszkaniu (bo to nie jest samodzielna nieruchomość). Ale zdecydowana większość „zwykłych" sytuacji rodzinnych czy sąsiedzkich jak najbardziej się do tego kwalifikuje.

Jeśli masz w rodzinie taką nieuregulowaną sprawę — działkę, dom, kawałek gruntu, który od lat jest „wasz", ale tylko w praktyce, a nie na papierze — warto to sprawdzić i uregulować, zanim zrobi się z tego problem przy sprzedaży, spadku czy sporze z sąsiadem. Napisz do mnie, sprawdzę Twoją sytuację i przeprowadzę Cię przez cały proces — od wniosku do sądu, aż po wpis w księdze wieczystej.

________________________________________

🎯 Zakres usług:

✅ Prawo Pracy – przywrócenie do pracy, uznanie wypowiedzenia za bezskuteczne, ustalenie stosunku pracy
✅ Prawo Karne – obrona w sprawach karnych, wykroczenia
✅ Prawo Rodzinne – rozwód, alimenty, kontakty, władza rodzicielska
✅ Prawo Cywilne – odszkodowania, zapłata, spadki, zasiedzenia, podziały majątku

________________________________________

📍 ul. Kościuszki 11/224, 25-310 Kielce
📞 +48 730 814 790
✉️ [email protected]
🌐 adwokat-bandrowski.pl

________________________________________

Dzień dobry! 🤝Wiele osób, które przychodzą do mnie tuż przed złożeniem pozwu rozwodowego, pyta: "A mediacja? Czy to jest...
12/08/2026

Dzień dobry! 🤝

Wiele osób, które przychodzą do mnie tuż przed złożeniem pozwu rozwodowego, pyta: "A mediacja? Czy to jest obowiązkowe? Bo słyszałem, że teraz każdy musi przejść mediację, zanim sąd w ogóle zajmie się sprawą".

Otóż nie. Mediacja w sprawie rozwodowej nie jest obowiązkowa. Zgodnie z art. 436 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, sąd MOŻE skierować strony do mediacji – ale tylko wtedy, gdy uzna, że są jeszcze widoki na utrzymanie małżeństwa. To samo narzędzie sąd wykorzystuje też szerzej – żeby pomóc wam dogadać się co do alimentów, władzy rodzicielskiej, kontaktów z dziećmi czy podziału majątku, nawet jeśli o samym rozwodzie nie ma już żadnej dyskusji.

I teraz ważna rzecz, o której mało kto wie, a która się właśnie zmieniła. Do niedawna, żeby mediacja w ogóle ruszyła, trzeba było aktywnie się na nią zgodzić. Milczenie oznaczało brak zgody. Po nowelizacji przepisów zasada się odwróciła – jeśli sąd skieruje was do mediacji, a wy w ciągu tygodnia od doręczenia postanowienia nie zgłosicie sprzeciwu, to prawo traktuje to tak, jakbyście się zgodzili. Czyli brak reakcji = zgoda na mediację. To jest coś, o czym trzeba pamiętać, żeby nie przegapić terminu, jeśli mediacja z jakiegoś powodu wam nie odpowiada.

Miałem niedawno sprawę, w której klientka była przekonana, że mediacja to formalność, którą "trzeba odbębnić", żeby sąd w ogóle zajął się rozwodem. Tłumaczyłem jej, że nikt nie zmusi jej do siadania przy jednym stole z mężem, z którym nie chce rozmawiać – bo mediacja opiera się na dobrowolności, a jeśli druga strona się nie zgodzi (albo w porę zgłosi sprzeciw), sąd po prostu wraca do rozpoznawania sprawy w normalnym trybie. Z drugiej strony pokazałem jej też, kiedy mediacja naprawdę ma sens – bo jeśli oboje jesteście w miarę zgodni co do dzieci i majątku, a spieracie się tylko o szczegóły, mediacja potrafi załatwić sprawę szybciej i taniej niż miesiące rozpraw.

Mediacja, do której kieruje sąd, trwa maksymalnie 3 miesiące (choć na zgodny wniosek stron można ją przedłużyć), a jej koszty wliczają się do kosztów procesu. Jeśli uda się wypracować ugodę, sąd ją zatwierdza i uwzględnia w wyroku rozwodowym – więc to nie jest czas stracony, nawet jeśli finalnie i tak dojdzie do rozwodu.

Więc jeśli słyszysz od kogoś "musisz iść na mediację, bo inaczej sąd nie da rozwodu" – to mit. Możesz się nie zgodzić. Ale zanim podejmiesz tę decyzję, warto skonsultować ją z adwokatem – bo czasem to właśnie mediacja jest tą krótszą i mniej bolesną drogą do porozumienia, zwłaszcza gdy w grę wchodzą dzieci.

Masz podobny dylemat przed rozwodem? Napisz do mnie – ocenię Twoją sytuację i powiem szczerze, czy w Twoim przypadku mediacja ma sens, czy lepiej iść od razu do sądu.

Masz pytanie? Napisz w komentarzu albo wiadomości prywatnej.

________________________________________

🎯 Zakres usług:

✅ Prawo Pracy – przywrócenie do pracy, uznanie wypowiedzenia za bezskuteczne, ustalenie stosunku pracy
✅ Prawo Karne – obrona w sprawach karnych, wykroczenia
✅ Prawo Rodzinne – rozwód, alimenty, kontakty, władza rodzicielska
✅ Prawo Cywilne – odszkodowania, zapłata, spadki, zasiedzenia, podziały majątku

________________________________________

📍 ul. Kościuszki 11/224, 25-310 Kielce
📞 +48 730 814 790
✉️ [email protected]
🌐 adwokat-bandrowski.pl

________________________________________

Śmierć rodzica to jedna z najgorszych rzeczy, jakie może spotkać rodzinę. A do tego dochodzi jeszcze formalna strona spr...
07/08/2026

Śmierć rodzica to jedna z najgorszych rzeczy, jakie może spotkać rodzinę. A do tego dochodzi jeszcze formalna strona sprawy — bo dziecko, nawet małoletnie, automatycznie wchodzi w krąg spadkobierców. I jeśli po zmarłym zostały głównie długi, trzeba działać.

Mało kto wie, że pozbawienie rodzica władzy rodzicielskiej nie ma żadnego wpływu na dziedziczenie. To dwie zupełnie osobne sprawy — władza rodzicielska to Kodeks rodzinny, dziedziczenie to więzy krwi i Kodeks cywilny. Więc nawet jeśli sąd odebrał komuś prawa rodzicielskie wiele lat temu, jego dziecko i tak jest jego spadkobiercą. Łącznie z długami.

Problem w tym, że odrzucenie spadku w imieniu dziecka nie jest tak proste, jak odrzucenie własnego spadku. To tzw. czynność przekraczająca zwykły zarząd majątkiem dziecka — czyli co do zasady wymaga wcześniejszej zgody sądu opiekuńczego, zanim w ogóle pójdziesz do notariusza. Jest wprawdzie wyjątek, obowiązujący od listopada 2023 roku, który pozwala pominąć sąd — ale ustawodawca opisał go dla jednego, konkretnego scenariusza: gdy dziecko staje się spadkobiercą dlatego, że wcześniej rodzic sam odrzucił spadek (czyli np. umiera wujek, rodzic dziedziczy, rodzic odrzuca, a w jego miejsce wchodzi dziecko).

Tutaj robi się ciekawie — bo przepisy nie mówią wprost, co się dzieje, gdy dziecko dziedziczy bezpośrednio po swoim zmarłym rodzicu, a drugi rodzic ma pełną władzę rodzicielską. To inny mechanizm niż ten opisany w wyjątku, więc ustawa go po prostu nie nazywa wprost. I stąd cały rozjazd w praktyce: jedni uznają, że skoro drugiego rodzica już nie ma, to jego zgoda „z oczywistych względów nie wchodzi w grę" i można działać jak przy wyjątku ustawowym; inni, bardziej ostrożni, twierdzą, że to zupełnie inna sytuacja niż ta opisana w przepisie, więc zawsze trzeba iść do sądu. Nie ma tu jednej, jasnej odpowiedzi — a to prawnicy i notariusze muszą sami interpretować lukę w przepisach.

I tu mała historia, która niedawno do mnie dotarła (bez personaliów, bo to nieistotne, a sprawa jest dość charakterystyczna).

Ojciec, który miał pełną władzę rodzicielską nad synem, chciał odrzucić w jego imieniu spadek po zmarłej matce dziecka — wcześniej pozbawionej władzy rodzicielskiej. W sekretariacie sądu usłyszał, że potrzebne są trzy dokumenty: prawomocna decyzja o pozbawieniu matki władzy rodzicielskiej, jej akt zgonu oraz akt urodzenia dziecka — i z takim kompletem poszedł prosto do notariusza. Po kontakcie z trzema różnymi notariuszami zderzył się ze ścianą – musiał mieć zgodę sądu na odrzucenie spadku. Czyli kolejny wniosek do sądu i czekanie długich miesięcy na wydanie odpowiedniego postanowienia.
Takie działanie jest właściwe, bo bez zgody sądu wszystko zależy od interpretacji, a że przepis nie odnosi się wprost do tej sytuacji, inny notariusz albo sąd mógłby ocenić to inaczej. To właśnie pokazuje, jak ryzykowne jest poleganie wyłącznie na tym, co usłyszy się w sekretariacie sądu (który zresztą nie ma prawa udzielać porad prawnych) — i dlaczego w niejasnych przypadkach bezpieczniej jest po prostu zapytać sąd wprost, zamiast liczyć na to, że trafi się na notariusza o tej samej interpretacji, co ostatnim razem.

Dobra wiadomość jest taka: nawet jeśli w Twojej sytuacji nie masz stuprocentowej pewności, czy droga bez sądu na pewno zadziała — zawsze możesz pójść tą pewniejszą drogą. Składasz wniosek do sądu opiekuńczego (z tymi samymi dokumentami, o których była mowa), czekasz na prawomocne postanowienie, a z nim idziesz do notariusza i sprawa jest załatwiona bez żadnych wątpliwości co do skuteczności. To wolniejsza droga niż "prosto do notariusza", ale za to pewna — i to jest jedyna droga, która na 100% zamyka temat, niezależnie od tego, jak dany sąd czy notariusz interpretuje lukę w przepisach. Warto tylko pilnować terminu — na złożenie oświadczenia masz 6 miesięcy od dnia, w którym dowiedziałeś się, że dziecko zostało powołane do spadku, ale bieg tego terminu zatrzymuje się na czas oczekiwania na rozstrzygnięcie sądu, jeśli wniosek złożysz w porę.

🎯 Dlatego zanim pójdziesz na własną rękę, licząc wyłącznie na informację z sekretariatu, warto od razu skonsultować to z adwokatem. Zajmę się tym kompleksowo — przygotuję wniosek do sądu, dopilnuję terminów i poprowadzę całą sprawę aż po oświadczenie u notariusza — żebyś miał pewność, że wszystko jest zrobione poprawnie i bez przykrych niespodzianek za pół roku czy rok.

👉 Jeśli masz taką sytuację w rodzinie — pisz śmiało, pomogę to ogarnąć krok po kroku.

Adres

T. Kościuszki, 11/224
Kielce
25-310

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:30 - 17:00
Wtorek 08:30 - 17:00
Środa 08:30 - 17:00
Czwartek 08:30 - 17:00
Piątek 08:30 - 17:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kancelaria Adwokacka Bandrowski umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Kancelaria Adwokacka Bandrowski:

Skróty

Udostępnij