26/06/2026
Ważny głos nie tylko w kwestii frankowiczów, ale przede wszystkim dotyczący tworzenia prawa (najczęściej po czasie).
Właśnie w Senacie, podczas procedowania ustawy tzw. frankowej, senator Bierecki (twórca SKOKów) zaapelował o taką zmianę prawa, żeby zabezpieczyć Polki i Polaków przed oszustami, jednocześnie wychwalając pod niebiosa Zbigniewa Ziobrę. Hmmmm
A mój głos w tej sprawie? Dobrze, że prawo jest wciąż poprawiane. ale...
ustawa słuszna co do intencji, lecz budzi mój sprzeciw co do metody.
Stawiam proste pytanie: czy dzisiaj naprawdę pomagamy frankowiczom, czy spóźnioną ustawą zasłaniamy wieloletnią słabość państwa? Wieloletnią!
Po pierwsze — czas. Procedujemy tę ustawę w roku 2026, gdy orzecznictwo jest już ukształtowane, a postępowania w dużej mierze zakończone lub na końcowym etapie. Tworzymy szczególny tryb dla skrawka spraw, który za kilka lat stanie się bezprzedmiotowy. To ustawa epizodyczna, której termin przydatności mija niemal w chwili wejścia jej w życie. Działamy nie tylko ad hoc — działamy ex post.
Po drugie — to opowieść o chronicznej słabości państwa. Zawiódł nadzór finansowy, który latami dopuszczał produkty z ryzykiem przerzuconym w całości na konsumenta. Zawiodła organizacja wymiaru sprawiedliwości — i nie chodzi o sędziów, którzy dźwigają ten ciężar, lecz o warunki, w jakich muszą pracować. Wymiar sprawiedliwości został dodatkowo zdewastowany w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości, a skutki tego odczuwamy do dziś. Przez wszystkie te lata to nie polski ustawodawca i nie polski system ochronił kredytobiorców. Gdyby nie orzecznictwo sądów europejskich, gdyby nie TSUE, polski konsument nie otrzymałby należytej ochrony. To gorzka diagnoza, ale prawdziwa.
Po trzecie — i to jest sedno — nie tędy droga. Weźmy sztandarowy artykuł 3: z chwilą doręczenia pozwu obowiązek spłaty rat ulega wstrzymaniu z mocy prawa. Ale po co? Przecież artykuł 737 Kodeksu postępowania cywilnego już dziś nakazuje rozpoznać wniosek o zabezpieczenie bezzwłocznie, nie później niż w tydzień. Narzędzie istnieje. Gdyby sądy działały wydolnie, konsument byłby zwolniony ze spłaty w ciągu tygodnia — a nie po doręczeniu pozwu, na które w warszawskich sądach czeka się rok lub dwa.
I tu paradoks: ustawa wiąże dobrodziejstwo dla konsumenta nie z wniesieniem pozwu, lecz z jego doręczeniem bankowi — czyli z najsłabszym ogniwem niewydolnej administracji sądowej. Bierzemy przepis o spornej konstytucyjności i uzależniamy jego skutek od tej samej dysfunkcji, którą mamy leczyć. Ostrzegał przed tym Rzecznik Praw Obywatelskich, wskazując, że dla wielu kredytobiorców będzie to rozwiązanie gorsze niż dzisiejsza praktyka zabezpieczeń. Tworzymy nowe, wątpliwe prawo tam, gdzie wystarczyłoby stosować obowiązujące i zorganizować sądy tak, by po prostu działały.
Wysoka Izbo, sprawy frankowe były dla naszej procedury cywilnej stress testem. Masowy, jednorodny napływ spraw obnażył dokładnie jej słabe miejsca: doręczenia, zabezpieczenia, terminy, organizację sądów drugiej instancji. A my zamiast wniosku systemowego znów sięgamy po ustawę dedykowaną jednemu przedmiotowi spraw. Łatamy odcinek muru, gdy problemem jest fundament.
Dlatego mój apel do rządu i większości: wykorzystajmy ten stress test. Zamiast epizodycznej ustawy o krótkim terminie ważności zacznijmy poważną pracę nad organizacją wymiaru sprawiedliwości tam, gdzie sprawy frankowe pokazały jego słabości — tak, by np. artykuł 737 nie był martwą literą. To posłuży nie tylko frankowiczom, ale każdemu obywatelowi, który staje przed sądem dziś i jutro, w sprawie zupełnie innej. Konsumentów frankowych w największym stopniu ochroniła praworządność i orzecznictwo — a nie ustawowe protezy uchwalane na ostatnią chwilę.
Przestańmy działać ad hoc i ex post. Bo jeśli tego nie zrobimy, za kilka lat pojawi się kolejna grupa obywateli z kolejnym masowym problemem — i znów napiszemy ustawę szczególną, spóźnioną o lata. Dobrymi intencjami nie zastąpimy sprawnego państwa. Apeluję o refleksję nad metodą, a nie tylko nad celem — i o to, byśmy zaczęli budować państwo, które działa!
wśród fanów