15/03/2026
W sądach rodzinnych widzę to bardzo często.
Rodzice przez lata walczą:
– o władzę rodzicielską,
– o miejsce zamieszkania dziecka,
– o kontakty,
– o alimenty.
Powstają setki stron pism procesowych.
Godziny spędzone na rozprawach.
Opinie biegłych, przesłuchania, kolejne wnioski.
A w tym czasie dziecko po prostu… dorasta.
Zmienia szkołę.
Ma pierwsze problemy.
Potrzebuje rozmowy, obecności, zwykłego zainteresowania.
Tylko że rodzice są często tak skupieni na wygraniu sprawy, że zapominają o czymś najważniejszym.
Relacji z dzieckiem nie buduje się wyrokiem sądu.
Buduje się ją codziennością.
Czasem, rozmową, obecnością, wspólnym czasem.
I niestety zdarza się, że po kilku latach walki w sądzie okazuje się, że relacja z dzieckiem jest już bardzo słaba… albo praktycznie jej nie ma.
A wtedy nawet najlepszy wyrok niewiele zmienia.
Jestem ciekawa Waszej opinii.
Czy sąd rzeczywiście może „naprawić” relacje między rodzicem a dzieckiem?