21/12/2020
Pan Ignacy był właścicielem działki zabudowanej nieruchomością mieszkalną, położoną pod średniej wielkości miastem. Prócz tego był właścicielem ruchliwego psa rasy corgi, Księżnej.
Z posesją pana Ignacego sąsiadowała działka pana Zenobiusza, który również tamże zamieszkiwał, a nadto - uprawiał rzadką odmianę róży pnącej w nietypowym kolorze. Róże były jego absolutnym oczkiem w głowie i wielką dumą.
Któregoś dnia pan Ignacy, sącząc czarną kawę na swoim tarasie, usłyszał na sąsiedniej działce gruby ryk rozpaczy, który przepłoszył ze stojącej nieopodal jabłoni rodzinę gawronów. Chwilę później jego oczom ukazał się jego osobisty pies, który pędem przemieszczał się w stronę klapy w drzwiach wejściowych, mieląc w pysku kwiat herbacianej róży pnącej. Pan Ignacy skojarzył wrzask sąsiada z zastanym przed chwilą obrazkiem i zrozumiał wszystko w lot. Księżna dokonała sprawnego podkopu pod linią ogrodzenia (dość symbolicznego) i przeprowadziła zamach na róże pana Zenobiusza.
Panu Ignacemu zaschło w gardle, mimo uprzedniego zroszenia go kawą.
Na nic zdały się próby przeproszenia sąsiada, obietnica odkupienia kwiatów ("NIE ZNAJDZIESZ ICH W PROMIENIU RÓWNIKA, TY IGNORANCIE") i obietnica, że podobna sytuacja nigdy więcej nie będzie miała miejsca ("NIE BĘDZIE, BO ROZSTRZELAM TO FUTRZASTE BYDLĘ"). Pan Zenobiusz obraził się na, prawdopodobnie całą resztę życia.
Następnego dnia rano pan Ignacy z pewnym zdumieniem zauważył, że na ścianie domu sąsiada przybył nowy sprzęt - kamera, której bezlitosne oko było wycelowane wprost w działkę pana Ignacego, a również w okna jego domu. Sąsiad mógł nie tylko prowadzić obserwację tego, w jaki sposób pan Ignacy spędza czas przed swoim domem, ale również - kiedy kręci się po kuchni i relaksuje się w salonie (często li i jedynie w przewiewnej bonżurce).
Pan Ignacy uznał, że tego jednak trochę zbyt wiele.
- Sąsiedzie! - zawołał do trzęsących się krzaków, z których dochodził odgłos sekatora - A dlaczego sąsiad urządza mi Big Brothera w moim własnym domu?
Z krzaków wyłoniła się czerwona, zła głowa pana Zenobiusza, który oznajmił chłodno, najwyraźniej dokonale znając podstawę zarzutów:
- Będę miał dowód, jak mi to małe, włochate szataństwo znowu coś zniszczy.
- Ależ, przecież to jednak przesada!
- PODOBNIE JAK ZNISZCZENIE WIELOLETNIEGO WYSIŁKU! ŻEGNAM! - głowa wróciła do wściekłego podcinania trzęsącego się krzaka.
Pan Ignacy spojrzał w zadumie na kamerę która, miał wrażenie - złośliwie, mrugnęła czerwonym światełkiem.
Czy mimo rozżalenia z powodu zniszczenia mienia, pan Zenobiusz miał prawo postąpić w ten sposób?
Sprawa budzi wiele wątpliwości na gruncie przepisów art. 23 i 24 Kodeksu Cywilnego, regulujących kwestię naruszenia dóbr osobistych oraz uprawnień osoby, której dobro zostało naruszone.
Utrwalanie wizerunku drugiej osoby w sposób, jaki czynił to pan Zenobiusz, godzi w dobra osobiste pana Ignacego, w tym. m. in prawo do prywatności, prawo do ochrony wizerunku czy też spokojnego zamieszkiwania. Z uwagi na to - przysługuje mu szereg roszczeń, na podstawie których może dochodzić sprawiedliwości przed Sądem.
Powyższe nie wyklucza, oczywiście, możliwości ubiegania się pana Zenobiusza o stosowne wyrównanie jego szkody, spowodowanej przez niesforne zwierzę pana Ignacego.
Zanim zdecydujesz się na radykalne kroki w celu dokuczenia sąsiadowi, skontaktuj się z profesjonalnym pełnomocnikiem, aby uniknąć ewentualnej odpowiedzialności deliktowej.