25/06/2026
Szanowni Państwo,
udostępniam artykuł dotyczący postanowienia Sądu Najwyższego z 28 kwietnia 2026 r. (III CZ 44/26), który wzbudził niebywałe kontrowersje. W praktyce z orzeczenia wynika, że nagła choroba adwokata lub radcy prawnego pod koniec terminu do dokonania czynności procesowej może skutkować bezpowrotną utratą przez klienta możliwości jej dokonania.
Przekładając powyższe na zrozumiały język 🙂
Wyobraźmy sobie następującą sytuację: Sąd I instancji wydał niekorzystny dla Państwa wyrok. Termin na wniesienie apelacji w sprawie cywilnej wynosi standardowo 2 tygodnie. Po to istnieją ustawowe terminy, aby móc racjonalnie rozłożyć pracę w czasie. Apelacja z zasady jest jednym z trudniejszych pism procesowych i wymaga dużego nakładu pracy. Nie każdą apelację składa się pierwszego czy drugiego dnia. Często trzeba przeanalizować sprawę, poczekać na stanowisko klienta, który do ostatnich dni zastanawia się, czy chce w ogóle skarżyć wyrok i ponosić dalsze koszty procesu. Niekiedy też po prostu obserwujemy działania strony przeciwnej i np. od jej ruchów procesowych uzależnia się zaskarżenie częściowo niekorzystnego wyroku.
W opisywanej przykładowej sytuacji tuż przed upływem dwutygodniowego terminu pełnomocnika dopada nagła choroba - wypadek, zawał, ścinające z nóg przeziębienie; nieistotne, bo przykłady niedyspozycji można mnożyć. Apelacja nie zostaje wniesiona, a termin przepada. Zgodnie z kierunkiem zaprezentowanym przez Sąd Najwyższy klient może bezpowrotnie utracić możliwość zaskarżenia niekorzystnego dla siebie wyroku I instancji...
Trudno nie odnieść wrażenia, że wymaga się od pełnomocników nadludzkich zdolności. Umiejętności przewidywania własnej choroby czy niedyspozycji jeszcze nie posiedliśmy (a szkoda, bo gdybym wiedziała, że się przewrócę, to bym się położyła).😁 Z jasnowidzeniem, obawiam się, że również jest u nas raczej słabo (aczkolwiek może należałoby rozważyć wpisanie usług wróżenia w PKD) ☺️
Z tym orzeczeniem jest więc trochę śmieszno, a trochę straszno... Śmieszno, bo oczekiwanie przewidzenia nagłej choroby brzmi absurdalnie. Straszno, bo konsekwencje takiego podejścia ponosi nie sąd i nie przeciwnik procesowy, lecz Państwo jako nasi klienci, którzy możecie bezpowrotnie utracić możliwość obrony swoich praw...
Czy od profesjonalnego prawnika można wymagać nie tylko najwyższej staranności, ale i "daru jasnowidzenia" i przewidywania choroby? Oczywiście to mocne słowa, ale Sąd Najwyższy w swoim najnowszym orzeczeniu stwierdził, że planując złożenie pisma na ostatnią chwilę, pełnomocnik musi z góry zakładać, że może go dopaść choroba. To jedna (uproszczona) myśl, która wywołała burzę w środowisku prawniczym i falę krytycznych wystąpień ze strony adwokatury i radców prawnych oraz prawników.
Artykuł w komentarzu 📎