07/08/2026
Wygrana sprawa - regres ubezpieczyciela w sprawie frankowej.
Ubezpieczyciel pozwał mojego klienta o 90 tys. zł. Kredyt z 2008 roku, klient nie miał wkładu własnego, więc bank dorzucił do umowy tzw. ubezpieczenie niskiego wkładu.
Składki szły z konta klienta, ale ubezpieczonym był bank. Klient nawet nie widział tej umowy ubezpieczenia, bo zawarły ją między sobą dwie instytucje, które dodatkowo rozliczały się prowizją.
Problemy ze spłatą, ubezpieczyciel wypłacił bankowi odszkodowanie i zwrócił się z regresem do klienta. Bank w międzyczasie pozwał go osobno o 362 tys. zł.
Klient ostatecznie oddał bankowi cały kapitał, z nadwyżką, i podpisał z nim ugodę. Był przekonany, że zamyka temat kredytu raz na zawsze.
Nie wiedział, że w tym samym czasie wisi nad nim drugi proces, ten z powództwa ubezpieczyciela.
Do sprawy dołączyłem po siedmiu latach procesu.
Postawiłem kilka zarzutów:
- Klauzula ubezpieczenia niskiego wkładu była niedozwolona. Skoro nie wiąże konsumenta, nie było długu, w który ubezpieczyciel mógł wstąpić.
- Ubezpieczyciel nie wykazał ani istnienia, ani wysokości szkody. Sam przyznał w piśmie, że bez rozliczenia banku nie da się ustalić, czy jego kwota nie została już spłacona. A bank rozliczeń nie ujawnił.
- W aktach znalazłem aneks, z którego wynikało, że bank brał 50% zysku ze składek. To nie była ochrona, tylko ukryte wynagrodzenie banku finansowane przez kredytobiorców.
- Klient spłacił cały kapitał. Regres oznaczałby, że tę samą kwotę płaci drugi raz, a podwójnie zaspokojony byłby bank.
28 lipca 2026 r. Sąd Okręgowy w Słupsku (I C 774/18) oddalił powództwo w całości. Koszty dla klienta. Wyrok nieprawomocny.
A może Ty masz podobną sprawę?
fot. Tomasz Gulla