27/05/2026
Wolność słowa kontra reputacja firmy. Nadchodzi ustawa anty-SLAPP, która mocno namiesza w sporach biznesowych.
Projekt nowych przepisów ma chronić aktywistów, dziennikarzy i konsumentów przed tak zwanymi pozwami SLAPP. To sytuacje, w których silniejszy podmiot – na przykład duża firma – zakłada sprawę sądową nie po to, by dowieść prawdy, ale by uciszyć krytykę, zasypując drugą stronę kosztami i stresem. Intencja rządu jest słuszna, bo nikt nie powinien być zastraszany za wskazywanie błędów.
Jednak środowisko biznesowe zaczyna głośno mówić o drugiej stronie medalu. Granica między celowym tłumieniem debaty, a uzasadnioną obroną dobrego imienia firmy bywa wyjątkowo cienka. Przedsiębiorcy obawiają się, że nowe przepisy stworzą niebezpieczny automatyzm. Pojawia się ryzyko, że każda próba walki z czarnym PR-em czy zorganizowanym hejtem w sieci zostanie z góry uznana za próbę uciszania krytyki.
Samo oskarżenie o stosowanie praktyk typu SLAPP może stać się potężną bronią wizerunkową w rękach nieuczciwej konkurencji. Firma, która realnie padnie ofiarą fałszywego oskarżenia, może po prostu bać się pójść do sądu z obawy przed medialnym linczem i dotkliwymi karami finansowymi za rzekome "zastraszanie".
Ostateczny sukces tej regulacji zależy od sądów. To na barkach sędziów spocznie obowiązek precyzyjnego oceniania intencji stron. Muszą oni odróżnić celowy, złośliwy atak na biznes od rzetelnej krytyki społecznej, a z drugiej strony – realną obronę renomy od próby kneblowania ust.
Czy Waszym zdaniem nowe prawo skutecznie ochroni wolność słowa, czy raczej sparaliżuje firmy w walce o swoje dobre imię?