02/10/2026
Tylko wczoraj odbyliśmy kilka rozmów z przedstawicielami przychodni, czy lekarzy, których wspieramy po wycieku z MyDr.
I również wczoraj, wieczorem, zmierzyliśmy się z kolejną informacją o poważnym incydencie bezpieczeństwa w branży medycznej. Tym razem mowa o systemie wykorzystywanym przez gabinety stomatologiczne.
Firma FELG Software, bo o niej mowa, potwierdziła, że osoby nieuprawnione miały dostęp do systemu. Incydent, według wstępnych szacunków mógł objąć ok. 2mln rekordów. Potencjalny zakres danych obejmuje imiona i nazwiska pacjentów, nr PESEL, adresy, dane medyczne oraz informacje związane z e-receptami, e-ZLA, i systemem eWUŚ. Dokładna skala zdarzenia nadal jest analizowana.
To kolejny przykład na to, jak ogromną odpowiedzialność niesie za sobą przetwarzanie danych w sektorze medycznym. Niestety jest to również obszar, w którym kwestie ochrony danych i cyberbezpieczeństwa przez lata bywały traktowane drugoplanowo — a skutki tych zaniedbań widzimy dziś wyjątkowo wyraźnie.
W rozmowach, które prowadzimy z placówkami po ostatnich incydentach, bardzo często okazuje się, że nie było wyznaczonego IOD, nie przeprowadzano regularnych audytów, procedury istniały jedynie na papierze albo od lat nie były aktualizowane, a kwestia bezpieczeństwa danych była w dużej mierze pozostawiona dostawcy oprogramowania.
Dziś skutkiem jest chaos, brak planu działania i wiedzy, kto, kiedy i za co odpowiada. Placówki dopiero wtedy zaczynają szukać wsparcia, organizować proces, analizować obowiązki wobec UODO i pacjentów oraz porządkować dokumentację.
Finalnie oznacza to znacznie wyższe koszty obsługi naruszenia — bo działania, które wcześniej można było przygotować systemowo, trzeba wdrażać natychmiast, pod presją czasu.