12/08/2026
Dzwoni windykator. Chodzi o dług sprzed jakichś dziesięciu lat, o którym zdążyłeś zapomnieć. Myślisz sobie: przecież to dawno przedawnione. Więc żeby dał ci już spokój, wpłacasz parę złotych. I właśnie zrobiłeś sobie największą krzywdę w całej tej sprawie.
Bo z przedawnieniem jest tak, że ono długu nie kasuje. To jeden z tych mitów, na których windykatorzy zarabiają najwięcej.
Co się naprawdę dzieje? Dług dalej jest. Zmienia się tylko w coś, co prawnicy nazywają zobowiązaniem naturalnym (art. 117 § 2¹ k.c.). Wierzyciel może do ciebie wydzwaniać, może wysyłać wezwania - tego mu nikt nie zabroni. Traci za to rzecz najważniejszą: nie pociągnie cię już do zapłaty przez sąd i komornika.
Jest jeden haczyk. Przedawnienie działa jak tarcza, nie jak miecz. Samo się nie włączy. Musisz w sądzie wprost powiedzieć, że podnosisz zarzut przedawnienia. Inaczej ta ochrona jakby nie istniała.
No i jest ten jeden ruch, który wszystko psuje. Wpłata choćby grosza. Prośba o rozłożenie na raty. Albo zwykłe „tak, wiem, że jestem winien" na piśmie. Dla prawa to uznanie długu i przedawnienie liczy się od nowa. Twój „nieszkodliwy" dług wraca do pełnej formy.
A dlaczego oni w ogóle się fatygują? Bo takie stare, często już przedawnione długi skupują hurtem, za grosze. Ich cały interes stoi na jednym: że nie wiesz, co ci wolno.
Jak podnieść ten zarzut, żeby zadziałał, i nie wdepnąć przy tym w pułapkę uznania długu - o tym piszemy tutaj.
Czytaj w komentarzu 👇