26/05/2026
Inwestor zamówił malowanie i dostał malowanie. Efekt jednak nie był taki, jak sobie wyobrażał.
Jak to możliwe?
Jedno z największych wyzwań prawnych w robotach budowlanych to zawarcie umowy, która rzeczywiście odzwierciedla to, czego obie strony chcą. Nie zawsze wynika to ze złej woli, często po prostu strony zakładają, że druga czyta im w myślach.
Tu inwestor zamówił malowanie drzwi, wykonawca je pomalował. Tyle że inwestor miał w głowie gruntowne przygotowanie podłoża, usunięcie starych powłok i dopiero potem malowanie. Wykonawca – szybkie zlecenie, sprawna robota, koniec.
Kto zawinił? Trochę oboje. Inwestor nie opisał, jaki efekt chce osiągnąć. Wykonawca nie zapytał, nie zaproponował rozszerzenia zakresu prac, choć wiedział, że bez przygotowania podłoża efekt będzie co najwyżej przeciętny. A że usuwanie starych powłok jest bardziej czasochłonne i kosztowne niż samo malowanie – wiem to nie tylko z rozmów ze stolarzami i pasjonatami renowacji drewna, ale też z własnego doświadczenia, bo rekreacyjnie takie prace lubię. Wykonawca pewnie milczał właśnie dlatego bo bał się, że wyższa cena odstraszyłaby klienta. Tyle że klient, który nie zna prawdziwych kosztów dobrej roboty, nie może podjąć świadomej decyzji.
Dlatego rozmawiajcie, rozmawiajcie i jeszcze raz rozmawiajcie.
Przedmiot umowy o roboty budowlane to nie tylko nazwa usługi, to opis oczekiwanego efektu, zakresu prac i użytych materiałów. Im dokładniej to ustaliście na etapie zawierania umowy, tym mniejsze ryzyko, że każda ze stron wyjdzie z poczuciem, że została oszukana – choć nikt nikogo oszukać nie chciał.
A Wy mieliście kiedyś podobną sytuację, czy to jako inwestor, czy jako wykonawca? Piszcie w komentarzach, chętnie podyskutuję!
PS. Zdjęcie z mojego prywatnego archiwum a te drzwi to mój własny projekt renowacyjny. Stolarze i pasjonaci drewna w komentarzach, powiedzcie mi czy dobrze przygotowałam podłoże, bo sama nie jestem pewna! 😊
Masz pytania dotyczące umów o roboty budowlane? Zapraszam do kontaktu – mkjkancelaria.pl