30/05/2014
A więc paradoks.... ;) zabawny, czy nie, sami oceńcie :)
Czy radcy prawnemu lub adwokatowi opłaca się przegrywać sprawy w sądzie?...
Albo inaczej - czy powinno się opłacać?... Zwłaszcza kiedy reprezentuje się osoby, których nie stać na wynajęcie pełnomocnika procesowego i korzystają z tzw. pełnomocnika z urzędu?
Mógłbym wstawić w tym miejscu ankietę i poczekać na wyniki, zanim dopiszę resztę, ale i tak mam już jeden dzień opóźnienia z tym postem... :) Więc do rzeczy...
Niestety się opłaca... bardziej niż wygrać... Dziwne prawda?
Taka sytuacja ;)
Dostałem wyrok, wygrałem sprawę, którą prowadziłem jako tzw. "urzedówkę" w obu instancjach. Sąd zasądził na rzecz mojego "urzędowego" klienta od jego przeciwnika koszty zastępstwa (fakycznie jest to moje wynagrodzenie za tę sprawę). Niech to będzie kwota 900 zł.
Więc, jeżeli uda mi się te pieniadze od przeciwnika wyegzekwować, to zarobię. Więc na razie wszystko gra, prawda?
Problem jest tym, ile zarobię... Otóż owo 900 zł, to w rzeczywistości 731,70 zł przychodu, bo w kwocie 900 zł jest VAT, który jako tzw. "należny" jest do odprowadzenia do urzedu skarbowego.
Na to, że ten VAT zapłaci mój "urzędowy" klient nie liczę, zresztą nie mogę o o to prosić, on ma "prawnika" za darmo i taka prośba to najkrótsza droga do postępowania dyscyplinarnego :D
Tak więc, musze po zakończeniu sprawy "zwindykować" przeciwnika, żeby dostać 731,70 zł.
Aha, jak mi się nie uda "zwindykować", to nie zarobię w ogóle :D
A jak bym wyglądał, gdybym przegrał? (wybaczcie, ale przejmuję się prowadzonymi sprawami, bardziej niż swoimi osobistymi :))
Otóż gdybym przegrał, to Skarb Państwa zapłaciłby mi 1107 zł, co po obliczeniu VAT daje znane już 900 zł...
No i Skarbu Państwa nie musiałbym windykować, bo z pewnością płaci, choć niezbyt szybko :) ...
Dziwne prawda? Ale zaręczam, że nie najdziwniejsze w mojej pracy :D
Więc zanim zdecydujecie się wnosić o pełnomocnika z urzędu, zastanówcie się czy nie lepiej po prostu kogoś wynająć :D