30/11/2022
Jak to jest z tym "rozstrzyganiem wątpliwości na korzyść oskarżonego" czyli tzw. zasadą in dubio pro reo?
Jest powszechnie znaną, i równie powszechnie źle pojmowaną, zasadą, że wszelkie wątpliwości w postępowaniu karnym należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego. Tylko co to właściwie znaczy? I jaki błąd tkwi w zdaniu, które przed chwilą przeczytałeś?
Otóż na korzyść oskarżonego rozstrzyga się tylko takie okoliczności których "nie da się usunąć". Czyli nie każde wątpliwości - tylko te nieusuwalne. I tutaj tkwi przyczyna powszechnego niezrozumienia tej reguły.
A to dlatego, że nie chodzi o to, że istnieje np. sprzeczność pomiędzy zeznaniami świadków, w której to sąd daje wiarę jednej stronie, a drugiej tej wiary odmawia. Chodzi takie sytuacje, w których dopiero PO przeprowadzeniu postępowania dowodowego i PO prawidłowo przeprowadzonej ocenie dowodów istnieją stwierdzone dwie lub więcej różnych prawdopodobnych wersji wydarzeń. Pojawia się więc tylko w wyjątkowych sytuacjach, w ostateczności.
Dlaczego tak to działa? Sprowadźmy to do poziomu karykatury i podajmy na przykładzie.
Wyobraź sobie taką sytuację: dochodzi do zabójstwa (wiadomo, najlepszy przykład to krwawy przykład). Zabezpieczono monitoring na którym widać, że sprawcą jest Wojciech Z. Świadek widział zbrodnię i wskazuje, że na pewno, na 100% widział Wojciecha Z. Drugi świadek, powołany przez Wojciecha, wskazał jednak, że widział, że zbrodni dokonał Janusz K.
Gdyby przyjąć zasadę, że zasadę in dubio pro reo stosuje się przed oceną dowodów lub zamiast niej, to zarówno Janusz K. jak i Wojciech Z. powinni zostać uniewinnieni. Przecież każdy z nich ma świadka który mówi o tym, że sprawcą jest ktoś inny. Skoro tak, to sąd musiałby "powziąć wątpliwości co do stanu faktycznego", rozstrzygnąć je na korzyść oskarżonego i go uniewinnić. W tej sytuacji to oczywiście absurd, bo najbardziej obiektywny dowód z nagrania z monitoringu wskazuje sprawcę wprost.
Sąd więc musi NAJPIERW dokonać oceny dowodów. Na przykład ustalić, że materiał z monitoringu jest wiarygodny, świadek także, a świadek powołany przez Wojciecha Z, w zakresie w jakim wskazał jako sprawcę Janusza K., wiarygodny nie jest. Skoro sąd takiej oceny dokonał, to oznacza, że nie ma wątpliwości co do winy Wojciecha Z., a zatem nie ma czego rozstrzygać na jego korzyść.
W takim wypadku, gdyby Wojciech Z. wnosił apelację od tego wyroku, to podnosiłby zarzuty dotyczący błędu w ocenie dowodów.
A teraz zmieniamy trochę scenariusz. Wyobraź sobie, że Janusz i Wojciech to bracia bliźniacy. Jednojajowi. Identyczni. A innych dowodów nie ma.
To nam zmienia sytuację i to diametralnie, bo jeśli nie uda się ustalić jakieś cechy charakterystycznej, po której jednego bliźniaka można odróżnić od drugiego, to należy uznać, że istnieje niemożliwa do usunięcia wątpliwość. I zarówno Janusz jak i Wojciech powinni zostać uniewinnieni. No, chyba, że jeden z nich przyzna się do winy.
Ale gdyby przyznali się obaj, to wracamy do punktu wyjścia, bo przyznanie się do winy nie jest "królową dowodów" i podlega ocenie co do wiarygodności jak każdy inny dowód.
Nagranie z monitoringu jest w tych okolicznościach bezużyteczne i niczego nam nie rozstrzygnie. Oczywiście należałoby przeprowadzić głębsze postępowanie dowodowe, być może udałoby się ustalić gdzie w tamtym czasie był drugi bliźniak itd. ale od tego abstrahujmy.
Mając tylko te trzy wspominane dowody mamy niemożliwą do rozstrzygnięcia wątpliwość którą w procesie karnym trzeba rozstrzygnąć na korzyść oskarżonego tj. uznając, że to nie był ten bliźniak, który akurat jest oskarżony. A gdy oskarży się drugiego bliźniaka - to również i jego należy uniewinnić.
Powyższa sytuacja jest oczywiście hipotetyczna, w praktyce kryminalistyka zna mnóstwo rozwiązań, które pozwalają ustalić tożsamość sprawcy nawet w tak ekstremalnych sytuacjach.
I przykładem takiej sytuacji, bo dochodzimy do sedna, była niedawno głośna sprawa wypadku samochodowego w którym zginęła 18 letnia dziewczyna. Wiemy, że doszło do wypadku, wiemy jak, ale problemem było to, że w aucie jechało dwóch braci bliźniaków. Żaden z nich nie przyznał się do winy, dowodów pośrednich, które rozstrzygnęłyby sprawę nie było. Pomimo żmudnego śledztwa nie potrafiono ustalić który z braci bliźniaków prowadził auto.
Sprawa wydawała się nierozwiązywalna, ale z pomocą przyszły nowoczesne zdobycze techniki kryminalistycznej. W aucie udało się odnaleźć i zabezpieczyć mikrowłókna z odzieży obu bliźniaków, a następnie porównać je z ubraniami, które podejrzani mieli na sobie w dniu wypadku. Ich porównanie doprowadziło organa ścigania do wskazania tego bliźniaka, który kierował pojazdem w chwili wypadku. A przynajmniej tak twierdzą śledczy, bo na ten moment sprawa nie skończyła się prawomocnym skazaniem.
Taki jeden dowód sprawia, że dochodzi do przełomu w sprawie. Nie dlatego, że pojawiła się jakaś nowa, ważna okoliczność, ale dlatego, że umożliwia usunięcie wątpliwości co do stanu faktycznego w sprawie. A to już otwiera drogę do wskazania i skazania sprawcy przestępstwa.
No, i tak właśnie działa ta nasza zasada rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego. Mam nadzieję, że ten tekst pozostanie dla Ciebie jedynie ciekawostką, którą ewentualnie będziesz mógł/mogła zabłysnąć przed znajomymi np. podczas czytania newsów lub dyskusji nad takimi przypadkami jak ten nieszczęsny wypadek...
Tekst o przełomie w sprawie bliźniaków w aucie :
Srebrnym audi jechali we troje - Angelika oraz Karol i Kamil, bracia bliźniacy. Oni byli pijani, ona zginęła po tym, jak samochód zjechał z drogi i uderzył w nasyp. Śledczy długo nie potrafili wskazać, który z bliźniaków prowadził. Trzy i pół roku po wypadku zdecydowali się zatrzyma....