03/12/2024
Lama Ole Nydahl
Gdy przestaniemy już angażować się w głupie i znieczulające umysł działania, a w zamian będziemy poświęcać czas rzeczom wartościowym, poczujemy się bogaci i naturalnie zaczniemy przyciągać podobnych sobie, przyjemnych ludzi. W rezultacie doświadczymy szczęścia, lecz radość ta pobiegnie innym torem – podczas gdy większość ludzi podejmuje głównie krótkowzroczne działania z myślą o sobie, my będziemy poszukiwać sytuacji kształtujących charakter, mając na uwadze dobro innych. Przy takim nastawieniu, gdy tylko zauważamy, że nasza aktywność może umożliwić innym utożsamienie się z aspektami ich natury buddy, będzie to dla nas naturalny bodzieć do działania. Wreszcie na koniec stajemy się jednocześnie przytomni i skuteczni – na tym etapie doświadczenie, motywacja oraz pogląd rozwinięte na przestrzeni wielu żywotów, automatycznie nas ukierunkowują. Jedni przynoszą spokój, drudzy pomnażają zastany potencjał, inni fascynują, a jeszcze inni chronią. Będąc Duńczykiem uważam, że moją szczególną funkcją jako lamy jest dbanie o to, żeby moi uczniowie nie czuli się w życiu głupio i niepewnie, lecz pozostawali stabilni i doskonale sobie radzili w każdej krytycznej sytuacji. W Himalajach dopóki ktoś ma pieniądze, może brnąć przez życie ze zręcznością zombi i większość ludzi tego nie zauważy, być może z wyjątkiem tych kilku, którzy upatrzyli sobie w nim ofiarę. Na Zachodzie jednak to właśnie sposob funkcjonowania człowieka decyduje o tym, jak będzie postrzegany i jak zostanie oceniony. Powinniśmy zatem być opanowani i przejrzyści, nie tracąc przy tym wewnętrznego ciepła oddania. W wymagającym społeczeństwie trudniej jest być jednocześnie W świecie (czyli dobrze w nim funkcjonować) lecz nie ZE świata (czyli nie być przezeń związanym), jak mówiono w Średniowieczu. Powinniśmy działać skutecznie, ale nie dać się schwytać wydarzeniom i nie tracić zaufania innych, popadając w zależność od zjawisk. Na bycie niepraktycznym lub egzotycznym najlepszym antidotum są krótkie, skoncentrowane odosobnienia, oddzielane od siebie podniecającymi aktywnościami. Myślę, że dobrze sobie radzimy na tym polu – lubię uczyć moich uczniów zimnej krwi, również duński humor jest do tego wręcz stworzony.
Poszukując wyższych wartości, praktycznie zorientowani ludzie zwykle pytają: „Jak ten buddysta radzi sobie w życiu? Czy je ogarnia? Co jest wspólnego w zachowaniach buddystów na świecie?”. Ważne jest zatem, byśmy dobrze funkcjonowali i byli świadomi bieżących wydarzeń, zajmując nieustraszone stanowisko w obronie naszych wolności i innych podstawowych wartości, jednocześnie rozwijając się na ludzkim poziomie. Kiedy już współzawodnictwo przestaje być dla nas najważniejsze i działamy głównie dla zabawy, myśląc: „Czyż to nie fantastyczne… mamy tak uzdolnionych ludzi…”, oznacza to, że czegoś się nauczyliśmy. Tak właśnie funkcjonuje przekaz zarówno na wewnętrznym poziomie, jak też w naszych działaniach. I nie musi być ślepy. Powinien czerpać z dopływu informacji na zasadnicze tematy, dotyczących na przykład przyrostu naturalnego w różnych kulturach, a także poszukiwać rozwiązań przedkładających jakość nad ilość, w trosce o przyszłość świata. Również praktykując buddyzm tybetański rozsądnie jest zdecydować się na jedną linię przekazu i nie biegać od jednego guru do drugiego. Przekazy są różne, odmiennych terminów używa się w nich dla określenia podobnych rzeczy i na odwrót, dlatego mieszanie ze sobą różnych nauk stanowi pewną drogę do pomieszania. Nie powinniście również poddawać się w pół drogi, chyba że rzeczywiście jesteście całkowicie niezadowoleni z tego, co macie – zadaniem każdego nauczyciela jest osłabianie ego uczniów i jest to działanie absolutnie konieczne, choć nieprzyjemne. Jeśli jednak lama ma doświadczenie i współczucie, uczeń może to potraktować jako świadomy i interesujący proces. To dlatego właśnie jestem bardzo zadowolony,
że w Diamentowej Drodze Karma Kagyu naturalnie wzrastamy dzięki przyjaźni i pracy w grupach – to trzyma nas razem w praktykowaniu tych samych ponadczasowych metod, przekazanych nam przez Karmapów.