29/05/2026
Po poście o pomocy „pro bono” osobie niepełnosprawnej dostałam kilkanaście maili z prośbą o darmową pomoc w skomplikowanych sprawach rodzinnych, karnych i cywilnych.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby były od osób, których nie stać na prawnika, a walczą m.in. z niepełnosprawnością lub są to starsze, schorowane osoby.
Być może ten post uświadomi części osób, że jako adwokaci nie otrzymujemy wynagrodzenia - nasze jedyne wynagrodzenie, to to które przyjmiemy od klientów. Zakładam bowiem, że takie prośby wynikają z nieświadomości, a nie złej woli.
Z tego wynagrodzenia musimy opłacić lokal, składkę adwokacka, ZUS, księgowość, leasing, koszty parkingów i dojazdu do sądu, koszt poczty, oprogramowania do pracy (word, system zarządzania kancelarią, lex lub legalis), wydruków oraz ew. pracowników.
Jest to koszt kilku, a czasem kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie przy małej kancelarii - takiej jak moja, gdzie kładę nacisk na osobiste prowadzenie wszystkich spraw.
Z wynagrodzenia jakie przyjmujemy odprowadzamy vat(23%) i podatek dochodowy (w moim przypadku jest to 19%), więc realnie po opłaceniu kilku lub kilkunastu tysięcy złotych kosztów wykonywania zawodu, z każdego tysiąca złotych wynagrodzenia zostaje nam kwota około 600-700,00 zł.
Stąd też poza wyjątkowymi sytuacjami, żeby zarobic na swoje utrzymanie pracujemy i pobieramy wynagrodzenie.
Statystycznie w mojej Kancelarii około 30-40% spraw to sprawy, gdzie pobieram stawki symboliczne (jedynie pokrywające część kosztów pracy, często „dokładam” do takich spraw, bo bardzo zależy mi na pomocy) i około 2-3 h pracy dziennie - również w weekendy i święta, które mogłabym poświęcić na odpoczynek czy czas z rodziną.
Oczywiście nie mówię tu o poradach dla rodziny, znajomych czy przyjaciół, bo to że im pomagam jest oczywiste 🙂
Tak więc pomagam, ile tylko mogę i komu tylko mogę - niemniej jednak proszę o uważnośc, kiedy prosicie o pomoc, tak aby dotarła do tych, którzy naprawdę jej potrzebują.🙂
Dobrego weekendu !:)