26/11/2025
Czy TSUE wbił kij w mrowisko? Czy Polsce to jest potrzebne oraz tym opinia publiczna powinna żyć? Czy to kolejne starcie postępowego zachodu z tradycyjnymi wartościami drzemiącymi w „sercu” Narodu Polskiego?
Niewątpliwie, pojawiła się burza, już politycy i prawnicy od lewej do prawej strony różne wyczytują informacje na temat tegoż orzeczenia oraz wywołujących skutków prawnych.
Zacznijmy od początku!
Z łatwością ustalić imiona i nazwiska obu Panów, wobec tego posługujmy się owymi imionami bez używania nazwisk. Pan Jakub, mający podwójne obywatelstwo polskie i niemieckie oraz Pan Mateusz, obywatel polski, zawarli w dniu 6 czerwca 2018 r. związek małżeński w Berlinie - stolicy Niemiec. W dniu złożenia wniosku o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym przebywali oni w Niemczech, ale zamierzali przemieścić się do Polski i tam przebywać jako małżeństwo. Ważną informacją jest to, że zgodnie z prawem w Niemczech tzw. małżeństwa osób tej samej płci zostały zalegalizowane w 2017 roku.
W związku z zawarciem tego małżeństwa Pan Jakub przyjął nazwisko Pana Mateusza jako drugi człon swojego własnego nazwiska. Na wniosek Pana Jakuba kierownik Urzędu Stanu Cywilnego m.st. Warszawy (Polska) wydał decyzję, na mocy której zmieniono jego nazwisko w ten sam sposób w Polsce. Następnie mężczyźni złożyli wniosek do polskiego Urzędu Stanu Cywilnego dla miasta stołecznego Warszawy o transkrypcję aktu zawarcia „małżeństwa”, czyli o urzędowe przeniesienie treści zagranicznego dokumentu aktu „małżeństwa” do polskich ksiąg stanu cywilnego. Jako że polskie prawo nie zna instytucji „małżeństwa osób tej samej płci”, a transkrypcja naruszałaby podstawowe zasady polskiego porządku prawnego (art. 18 Konstytucji RP z 1997 roku, zgodnie z którym małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny znajduje się pod ochroną Rzeczypospolitej), kierownik Urzędu Stanu Cywilnego wydał decyzję odmowną w dniu 8 sierpnia 2019 r.
Ponadto obaj Panowie złożyli do kierownika Urzędu Stanu Cywilnego m.st. Warszawy wniosek o transkrypcję do polskich ksiąg stanu cywilnego aktu małżeństwa zawartego w Niemczech. Tu również była odmowa.
Pan Jakub i Pan Mateusz odwołali się od ww. decyzji z 8 sierpnia 2019 r. do Wojewody Mazowieckiego. Wojewoda ten utrzymał w mocy wspomnianą decyzję, a ponadto stwierdził sprzeczność pomiędzy formą niemieckiego wzoru aktu małżeństwa a jego polskim odpowiednikiem.
Uznał on, że w przypadku transkrypcji aktu małżeństwa zawartego w Niemczech kierownik Urzędu Stanu Cywilnego m.st. Warszawy musiałby wpisać imiona i nazwiska dwóch mężczyzn, przy czym dane jednego z nich w rubryce „kobieta”. Ponieważ jednak w Polsce małżeństwo mogą zawrzeć tylko kobieta i mężczyzna, niedopuszczalne jest wpisanie do akt stanu cywilnego danych dwóch mężczyzn jako małżonków, i to niezależnie od oznaczenia poszczególnych rubryk we wzorze aktu.
Kolejno, Panowie Jakub i Mateusz wnieśli skargę na decyzję Wojewody Mazowieckiego do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie (Polska), podnosząc w szczególności, że obowiązek ochrony małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny ustanowiony w art. 18 Konstytucji nie oznacza zakazu odnotowania związku małżeńskiego osób tej samej płci zawartego za granicą.
Wyrokiem z dnia 1 lipca 2020 r. WSA w Warszawie oddalił tę skargę w szczególności na tej podstawie, że transkrypcja aktu małżeństwa takiego jak rozpatrywany w postępowaniu głównym naruszyłaby podstawowe zasady polskiego porządku prawnego w rozumieniu art. 107 pkt 3 ustawy o aktach stanu cywilnego. Zdaniem WSA przyjęcie rozumowania skarżących, powodowałoby bowiem współistnienie w krajowym porządku prawnym małżeństw zawartych między kobietą a mężczyzną i małżeństw jednopłciowych, co nie jest przewidziane ani w Konstytucji, ani w ustawach krajowych, w szczególności w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym w brzmieniu mającym zastosowanie do sporu w postępowaniu głównym. Wspomniany sąd uznał również, że odmowa transkrypcji takiego aktu małżeństwa nie narusza ani art. 8 i 14 europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, podpisanej w Rzymie w dniu 4 listopada 1950 r., w związku z art. 12 tej konwencji, ani art. 21 ust. 1 TFUE. Spór w postępowaniu głównym dotyczy bowiem kwestii dotyczącej stanu cywilnego bez związku z prawem przemieszczania się i przebywania w państwie członkowskim.
Od wyroku WSA Obaj Panowie wnieśli skargę kasacyjną od tego wyroku do Naczelnego Sądu Administracyjnego. W drugiej instancji w związku z pewnymi wątpliwościami - postanowił zawiesić postępowanie i zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości UE z następującym pytaniem prejudycjalnym:
Czy przepisy art. 20 ust.2 lit. a)i art.21 ust.1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE) odczytywane w związku z art. 7 i art. 21 ust.1 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej (dalej jako: Karty] oraz art. 2 pkt 2 dyrektywy 2004/38 (Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 29 kwietnia 2004 r. w sprawie prawa obywateli Unii i członków ich rodzin do swobodnego przemieszczania się i pobytu na terytorium państw członkowskich) należy interpretować w ten sposób, że stoją na przeszkodzie temu, by właściwe organy państwa członkowskiego, którego przynależność państwową posiada obywatel Unii, który zawarł małżeństwo z innym obywatelem Unii (osobą tej samej płci) w jednym z państw członkowskich zgodnie z ustawodawstwem tego państwa, mogły odmówić uznania i przeniesienia w drodze transkrypcji do krajowego rejestru stanu cywilnego tego aktu małżeństwa, uniemożliwiając tym osobom przebywanie w tym państwie w takim stanie cywilnym i pod tym samym nazwiskiem rodowym, z tej przyczyny, że prawo państwa przyjmującego nie przewiduje małżeństwa osób tej samej płci?
NSA chciał więc ustalić, czy przepisy polskie, które ewidentnie nie zezwalają na uznanie małżeństwa osób tej samej płci zawartego w innym państwie członkowskim ani na transkrypcję w tym celu aktu małżeństwa do rejestru stanu cywilnego, są zgodne z prawem Unii Europejskiej.
Wyrok TSUE z 25 listopada 2025 r.
W wyroku z 25 listopada 2025 r. Trybunał Sprawiedliwości UE - w wyroku w sprawie w sprawie C-713/23 - odpowiedział na ww. pytanie prejudycjalne NSA w następujący sposób:
Artykuł 20 i art. 21 ust. 1 TFUE, odczytywane w świetle art. 7 i art. 21 ust. 1 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej, należy interpretować w ten sposób, że:
stoją one na przeszkodzie uregulowaniom państwa członkowskiego, które ze względu na to, iż prawo tego państwa członkowskiego nie dopuszcza małżeństw osób tej samej płci, nie zezwalają na uznanie małżeństwa legalnie zawartego przez dwóch mających tę samą płeć obywateli wspomnianego państwa członkowskiego w trakcie korzystania z przysługującej im swobody przemieszczania się i pobytu w innym państwie członkowskim, w którym rozwinęli oni lub umocnili życie rodzinne, ani na transkrypcję w tym celu aktu małżeństwa do rejestru stanu cywilnego tego pierwszego państwa członkowskiego, w sytuacji gdy transkrypcja ta jest jedynym przewidzianym przez to państwo środkiem umożliwiającym takie uznanie.
W oficjalnym komunikacie prasowym TSUE nr 147/25 z tego samego dnia podsumowano, że ww. wyrok oznacza, że państwo członkowskie ma obowiązek uznać małżeństwo dwóch obywateli Unii tej samej płci legalnie zawarte w innym państwie członkowskim, w którym korzystali oni z przysługującej im swobody przemieszczania się i pobytu.
Dobrze, ale co możemy z tym zrobić?
Od prawej strony poglądów polityczno – prawnych istnieją już poglądy, sprowadzające się do tego, że „TSUE” możemy zlekceważyć, gdyż wyczytać głosy można, że pojęcie „współmałżonka” z art. 2 pkt 2 dyrektywy o swobodzie przepływu osób została przyjętej przed akcesją Polski do UE nie powinno być definiowane autonomicznie, skoro UE nie ma kompetencji do regulacji materialnego prawa rodzinnego (w tym definiowania małżeństwa), lecz zgodnie z rozumieniem przyjętym w krajowym prawie rodzinnym. Instytut wskazuje tu choćby na art. 9 Karty Praw Podstawowych UE, który gwarantuje prawo do zawarcia małżeństwa, ale nie definiuje go, wyraźnie odsyłając w tym zakresie do „ustaw krajowych”.
Po lewej stronie poglądów polityczno - prawnych w przestrzeni internetowej można wyczytać, że Trybunał wyraził się jasno - brak uznania małżeństw jednopłciowych jest dyskryminacją. To zamyka temat "czy prawa się nam należą" i "czy Sejm je nam da". Nic nie musi dawać - my już je mamy! Wyrok TSUE to kamień milowy na drodze do godnościowego traktowania LGBTI+, według którego „takie arbitralne rozróżnianie związków jedno- i dwupłciowych jest dyskryminujące oraz krzywdzące, bo oparte na uprzedzeniach”. – Dlatego w wielu kręgach owy wyrok TSUE postrzegany jest jako krok w dobrą stronę, a nawet kamień milowy na drodze do godnościowego traktowania osób LGBTI+ w Polsce. Dzięki któremu maraton uwłaczania w mediach parom jednopłciowym przez polityczki i polityków różnych opcji wreszcie skończy się. A wyrok TSUE nie wymaga tworzenia nowej ustawy, forsowania jej w Sejmie i Senacie ani czekania na podpis prezydenta.
Widząc te przeciwne zdania, orzeczenie wywołało polityczno-prawną burzę: jedni mówią, że „musimy”, inni że „powinniśmy”, a kolejni, że „wcale nie”.
To wreszcie jak?
Otwieramy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej i co stanowi przepis artykułu 18 Konstytucji RP. Owy przepis jakoby stanowi definicję małżeństwa w Polsce. Autorem brzmienia tegoż przepisu jest m. in. Sędzia TS mec. Piotr Andrzejewski i prof. Maria Kruk – Jarosz lub prof. Ewa Łętowska. Art. 18 Konstytucji znajduje się w rozdziale I zatytułowanym „Rzeczpospolita” ustawy zasadniczej, któremu poświęcono najwięcej miejsca, normującemu przede wszystkim podstawowe zasady ustrojowe państwa polskiego. Trzeba podkreślić, że trudniej jest zmienić przepisy rozdziałów I, II i XII Konstytucji, co pokazuje ich dominacje. Choć wszystkie postanowienia Konstytucji są prawnie wiążące i powinny być tak samo przestrzegane, to nie mają tego samego znaczenia, a Konstytucja jest wewnętrznie zhierarchizowana. Jest to istotne zarówno w procesie stosowania, jak i wykładni ich norm. Pozwala to np. na rozwiązanie kolizji norm konstytucyjnych. Służy temu wyróżnienie w rozdziale I norm, które mają charakter zasad o szczególnej doniosłości. Należy im dawać pierwszeństwo przed innymi normami Konstytucji, dlatego że wyrażają najważniejsze treści prawne ustroju, a pozostałe postanowienia konstytucyjne pełnią w stosunku do nich rolę mniej lub bardziej służebną i szczegółowe postanowienia konstytucyjne muszą być interpretowane w zgodzie z podstawowymi zasadami ustroju, a nie w oderwaniu od nich. Poza tym Konstytucja wzmacnia pozycję małżeństwa poprzez art. 32 ust. 1, czyli zasadę równości oraz zakaz dyskryminacji w związku z art. 33 ust. 1, a więc równością kobiet i mężczyzn w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym. Każda ze znanych mi definicji instytucji małżeństwa uwypukla heteroseksualność małżeństwa jako jego cechę konstytutywną.
Heteroseksualność związku małżeńskiego podkreślona jest również w art. 1 § 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego z 25 lutego 1964 r., który stanowi, iż „małżeństwo zostaje zawarte, gdy mężczyzna i kobieta jednocześnie obecni złożą przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego oświadczenia, że wstępują w związek małżeński”. Sąd Najwyższy w swoich orzeczeniach podkreślał, że „konstytucyjne znaczenie małżeństwa dla istnienia rodziny uzasadnia szczególne unormowania o charakterze protekcyjnym i promocyjnym w systemie prawa, a w szczególności z zakresu prawa rodzinnego, spadkowego, mieszkaniowego, socjalnego, a nawet podatkowego. Nie mogą być one kwestionowane z powołaniem na inne normy Konstytucji, w szczególności art. 32 Konstytucji (zasada równości, zakaz dyskryminacji), dlatego że z artykułu 18 Konstytucji wynika (i jest to zasada ustrojowa) przyznanie heteroseksualnej parze małżeńskiej ochrony i udogodnień, jakie nie przysługują parom, które nie chcą lub nie mogą zawrzeć małżeństwa”.
Zgodnie z art. 18 Konstytucji RP związek dwóch lub więcej osób tej samej płci pozostających we wspólnym pożyciu nie jest małżeństwem, a połączone tym związkiem osoby nie stanowią rodziny. W ten sposób wykluczona jest możliwość przyznania takiemu związkowi ochrony i opieki przysługującej małżeństwu. W świetle Konstytucji małżonkowie bezdzietni nie są rodziną. Stają się nią z chwilą przyjścia na świat dziecka, bowiem od tej chwili nie będąc krewnymi mają jednak wspólnego krewnego. Inaczej przyjmuje się na tle art. 23 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego z uwagi na jego sformułowanie, który stanowi, że: „Małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Są obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli”.
Zupełnie inną wykładnię art. 18 Konstytucji RP zaproponowali Ewa Łętowska, Maria Kruk – Jarosz lub Jan Woleński. Uznali, że małżeństwo heteroseksualne korzysta ze szczególnej ochrony, która wcale nie oznacza zakazu istnienia innych typów małżeństw; nie byłyby one tylko objęte ochroną i opieką z art. 18. Swoje stanowisko oparli na tym, iż przepis art. 18 nie stanowi wprost, „że jedynym związkiem pozostającym pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej jest małżeństwo kobiety i mężczyzny”. Autorzy stwierdzili ponadto, że z omawianego przepisu nie da się wyprowadzić normy według której mogą istnieć wyłącznie małżeństwa różnopłciowe. Pogląd, wyrażony przez przedstawicieli doktryny pozostaje w mniejszości. Profesorowie Ci zignorowali charakter pojęcia „małżeństwa” jako ukształtowanego i już trwale zastanego. Pozostaje wrażenie, że uznali Konstytucję będącą najwyższym aktem prawnym, iż powinna wprost tak samo jak słownik definiować i precyzować zawarte w nim słowa. Ale nie taka jest rola ustawy.
Jak widzimy mamy rozbieżne poglądy.
Osobiście, mam swój pogląd ukształtowany wyznawanymi wartościami, ale jako prawnik nie jestem od tego, żeby kogoś pozbawiać szczęścia i innych korzyści dających z usankcjonowania szczęścia prawem.
Wobec tego musimy zastanowić się, jak z tej sytuacji wybrnąć. Mamy dwie możliwości, nie uznajemy wyroku TSUE, gdyż istniały błędy formalne i TSUE nie powinien orzekać w tej sprawie. Wtedy jako Kraj musimy liczyć się z karami pieniężnymi nakładanymi na nas.
Czy być może poszukać jakiegoś rozwiązania kompromisowego. Pamiętam dyskusję o ekstradycji obywateli polski i kontrowersjach związanych z stanowczym brzmieniem art. 55 Konstytucji RP (sprzed zmiany).
Czy w kwestii art. 18 Konstytucji RP, jako rozwiązania daleko idąco kompromisowego, nie należałoby się, pochylić nad tym, zagadnieniem i nadal utrzymać status quo „małżeństwa” będącego związkiem kobiety i mężczyzny jako zakorzenionego w wyznawanych wartościach i w świadomości społecznej. I czy nie wprowadzić zmiany na poziomie konstytucyjnym umożliwiających zmianę przepisów o transkrypcji tj. art. 107 ustawy o aktach stanu cywilnego.
Nie dajmy sobie wmówić, że wtorkowe orzeczenie TSUE prowadzi do automatycznej zmiany polskiego prawa i ustanowienia instytucji małżeństwa jednopłciowego. Natomiast wskazuje na to, że musi być w określonych sytuacjach uznawany status prawny tych osób. Orzeczenie stanowi "bardzo wyraźną wskazówkę", która w takich sprawach powinna wpływać na kształtowanie się praktyki i sądowej, i administracyjnej.
Daleko kompromisowym prawnym rozwiązaniem byłoby potwierdzenie (usankcjonowanie) pełni praw jakie przysługuje małżeństwom heteroseksualnym. Z tą uwagą, że zapewnienie tym innym związkom homoseksualnym jakiegoś usankcjonowania ich bytu (pomijam, że mogą już wykorzystać prawa przysługujące zbliżone do małżeństw np. spółkę cywilną), z tym uwzględnieniem, że mają mniej praw, ograniczone do jakiś najważniejszych kwestii opartych o przepisy rangi Unii Europejskiej bez chociażby prawa do adopcji i innych praw.
Prawo musi jednoczyć, prawo nie może stać po jednej lub drugiej stronie i powodować jakiś wielki konflikt i automatyzm negatywnych reakcji w społeczeństwie. Róbmy wszystko, żeby nie dzielić nas, ale szukać takich rozwiązań ponad podziałami, z uszanowaniem naszych wartości.
Pamiętajmy w dobie poważnego kryzysu małżeństw i wszechobecnej „singlozy” dbajmy o małżeństwa tworzone jako związek mężczyzny i kobiety. Bo to jest najważniejsza wartość, którą coraz częściej zatracamy.