Legario Kancelaria Adwokacka Julita Ochapska

Legario Kancelaria Adwokacka Julita Ochapska Adwokat we Wrześni. Prawo rodzinne, rozwody, alimenty, prawo karne i spadkowe. Przejrzyste zasady współpracy oraz indywidualne podejście.

"Dlaczego jedno dziecko ma 500 zł alimentów, a drugie 1500 zł? To znaczy, że jedno jest lepsze?"Nie. To znaczy tyle, że ...
18/08/2026

"Dlaczego jedno dziecko ma 500 zł alimentów, a drugie 1500 zł? To znaczy, że jedno jest lepsze?"

Nie. To znaczy tyle, że sprawy alimentacyjne nie działają według jednej tabelki. W polskim prawie nie ma stałej kwoty alimentów przypisanej do wieku dziecka. Pomimo tego, że Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekty tabel - miały one charakter wyłącznie orientacyjny (pomocniczy) i nie stanowią powszechnie obowiązującego prawa.

Sąd nie ustala alimentów na zasadzie "każdemu po równo", bo dzieci nie żyją w identycznych rodzinach. Jedno dziecko jest zdrowe, a drugie wymaga leczenia, terapii albo rehabilitacji. Jedno chodzi do szkoły blisko domu, a drugie codziennie dojeżdża. Jedno ma zwykłe koszty utrzymania, a drugie potrzebuje stałych leków, zajęć dodatkowych, specjalistów albo diety. Jedno mieszka w małej miejscowości, a drugie w dużym mieście, gdzie koszty życia są wyższe.

Do tego dochodzi sytuacja rodziców. Bo alimenty zależą nie tylko od potrzeb dziecka, ale też od możliwości zarobkowych i majątkowych rodziców. Tak stanowi art. 135 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego.

Dlatego w jednej sprawie alimenty mogą wynosić 500 zł, a w innej 1500 zł. I nie oznacza to, że jedno dziecko jest ważniejsze. Oznacza to, że sąd tak ocenił konkretną sytuację konkretnej rodziny i każdorazowo ustala wysokość alimentów indywidualnie.

Ważne jest też to, że obowiązek alimentacyjny nie zawsze rozkłada się idealnie po połowie. Rodzic, z którym dziecko mieszka na co dzień, często wykonuje część tego obowiązku przez osobiste starania (m.in. w postaci opieki, gotowania, przygotowania do szkoły, wożenia do lekarzy, robienia zakupów, organizowania dnia i zwykłej codziennej obecności). Kodeks rodzinny i opiekuńczy wprost przewiduje, że wykonywanie obowiązku alimentacyjnego może polegać w całości albo w części właśnie na osobistych staraniach o utrzymanie lub wychowanie dziecka.

Alimenty nie są rankingiem dzieci. Nie są również oceną, które dziecko jest lepsze, ważniejsze albo bardziej kochane. Są próbą ustalenia, ile realnie potrzeba na utrzymanie dziecka i w jakim zakresie każdy z rodziców powinien w tych kosztach uczestniczyć.

Równe traktowanie dzieci nie zawsze oznacza identyczną kwotę. Czasem oznacza właśnie indywidualne podejście do ich sytuacji. Bo sprawiedliwość w alimentach nie polega na tym, żeby każdemu wpisać tę samą liczbę, tylko na tym, żeby nie udawać, że każde dziecko, każdy rodzic i każda rodzina mają takie same potrzeby i takie same możliwości.

Wczoraj przypadkiem trafiłam na listę kobiet poszukiwanych przez policję. Co ciekawe, w większości te sprawy dotyczyły.....
11/08/2026

Wczoraj przypadkiem trafiłam na listę kobiet poszukiwanych przez policję. Co ciekawe, w większości te sprawy dotyczyły... alimentów.

W internetowych dyskusjach wygląda to tak, jakby schemat zawsze był ten sam:

- matka żąda,
- ojciec płaci (lub nie płaci),
- dziecko jest gdzieś w tle tzw. "kartą przetargową".

Tylko że prawo nie działa według takiego schematu, a dla alimentów płeć zobowiązanego nie ma znaczenia.

Jeżeli dziecko mieszka z ojcem, matka również może zostać zobowiązana do płacenia alimentów. A jeżeli matka uchyla się od płacenia zasądzonych alimentów, również może za to odpowiadać (w tym przypadku karnie).

Kiedy zaległości narastają, sprawa może trafić dalej niż tylko do komornika. W grę może wejść art. 209 Kodeksu karnego, czyli przestępstwo niealimentacji.

W skrajnych sytuacjach osoba unikająca odpowiedzialności może być poszukiwana listem gończym. I tak - dotyczy to również kobiet.

Oczywiście w praktyce częściej alimenty płacą ojcowie, bo częściej dzieci po rozstaniu mieszkają z matkami.

Ale matka również może być dłużnikiem alimentacyjnym. I jak pokazuje życie - zdarza się, że nim jest.

Jednak w Polsce kobiety stanowią mniejszość wśród dłużników alimentacyjnych (około 7% wszystkich osób uchylających się od płacenia wpisanych do KRD). Z danych rejestrów gospodarczych (takich jak BIG InfoMonitor czy Krajowy Rejestr Długów) wynika, że na blisko 270,7 tys. niesolidnych rodziców matki stanowią zaledwie kilkanaście tysięcy, a ich łączny dług to blisko 700 mln zł.

"Wiedziałem, że po mnie przyjdziecie" - takie słowa według śledczych miał wypowiedzieć Michał S. zatrzymany po 15 latach...
28/07/2026

"Wiedziałem, że po mnie przyjdziecie" - takie słowa według śledczych miał wypowiedzieć Michał S. zatrzymany po 15 latach w głośnej sprawie zabójstwa w związku ze zgwałceniem 13-letniej Izy Strzałkowskiej.

Niektórzy zapewne się zastanawiają czy takie słowa mogą być dowodem w sprawie karnej.

Odpowiedź brzmi: mogą być bardzo istotne, ale nie działają tak, jak często wyobraża to sobie opinia publiczna. To nie jest tak, że jedno zdanie wypowiedziane przy zatrzymaniu automatycznie kończy sprawę.

Sąd podczas procesu będzie musiał ocenić znacznie więcej:

👉 kto dokładnie słyszał te słowa,
👉 w jakich okolicznościach padły,
👉 czy zostały utrwalone,
👉 czy były spontaniczne,
👉 czy później podejrzany je podtrzymał,
👉 czy można je traktować jako rzeczywiste przyznanie się do czynu,
👉 i czy pasują do pozostałych dowodów.

W procesie karnym znaczenie ma nie tylko to, co ktoś powiedział. Znaczenie ma też kiedy, komu, w jakiej sytuacji i w jakim kontekście.

Media podają, że przełom w tej sprawie miał być związany z badaniami DNA i materiałem zabezpieczonym jeszcze w 2011 roku. PAP informowała, że mężczyzna po zatrzymaniu miał od razu wiedzieć o jaką zbrodnię chodzi i przyznać się do morderstwa, ale w prokuraturze po postawieniu zarzutów poza przyznaniem się nie chciał składać wyjaśnień.

I właśnie dlatego słowa "wiedziałem, że po mnie przyjdziecie" mogą być ważnym elementem sprawy, ale nie zastępują całego procesu. Nie zastępują opinii biegłych, nie zastępują analizy DNA, nie zastępują przesłuchania świadków i nie zastępują oceny, czy materiał dowodowy został prawidłowo zabezpieczony i czy nie pozostawia wątpliwości.

Z punktu widzenia emocji społecznych taka wypowiedź brzmi jak kropka. Ale z punktu widzenia prawa karnego to raczej bardzo mocny przecinek. Bo po nim nadal trzeba odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: czy winę da się teraz udowodnić przed sądem?

I to jest różnica między nagłówkiem w mediach a procesem karnym. Nagłówek może brzmieć jak finał sprawy, a proces dopiero sprawdza, czy za tym "finałem" stoją dowody.

Kupujesz mieszkanie w bloku, a po kilku miesiącach okazuje się, że za ścianą nie masz już tego miłego sąsiada, tylko nie...
22/07/2026

Kupujesz mieszkanie w bloku, a po kilku miesiącach okazuje się, że za ścianą nie masz już tego miłego sąsiada, tylko niemal codziennie nowych gości z Airbnb.

Jednego dnia para z walizkami, drugiego grupa znajomych na weekend, trzeciego ktoś, kto o drugiej w nocy pomylił piętro, mieszkanie i domofon. W końcu nie wytrzymujesz, zwracasz uwagę właścicielowi lokalu, a on na to:

"To moje mieszkanie. Mogę robić, co chcę".

No właśnie, ale czy na pewno? Właściciel mieszkania ma prawo korzystać ze swojej własności. Może w nim mieszkać, może je wynająć, może na nim zarabiać. Ale własność nie oznacza, że inni mieszkańcy mają znosić każdy skutek takiego biznesu. Bo blok mieszkalny to nie hotel. Zazwyczaj nie ma recepcji, nie ma ochrony i nie ma osoby, która przez całą dobę pilnuje, kto wchodzi na klatkę, kto hałasuje, kto zostawia śmieci i kto dobija się do drzwi sąsiadów.

Czy wspólnota może więc po prostu zakazać najmu krótkoterminowego? Co do zasady - nie jest to takie proste. Sąd Najwyższy wskazywał, że całkowity zakaz wykorzystywania lokalu na najem krótkoterminowy może zbyt daleko ingerować w prawo własności właściciela lokalu. To jednak nie znaczy, że sąsiedzi są bezradni. Jeżeli najem krótkoterminowy wiąże się z hałasem, imprezami, zniszczeniami części wspólnych, śmieciami na klatce albo realnym naruszaniem spokoju mieszkańców, można i warto reagować.

Taka reakcja nie powinna być jednak na zasadzie: "nie podoba mi się, że ktoś wynajmuje", tylko bardziej na zasadzie: "ten sposób korzystania z mieszkania utrudnia normalne korzystanie ze swoich lokali innym mieszkańcom". W praktyce warto dokumentować konkretne sytuacje:

- hałasy w nocy,
- interwencje policji lub straży miejskiej,
- zniszczenia części wspólnych,
- śmieci w na klatce schodowej,
- naruszenia regulaminu wspólnoty.

W takich sprawach najważniejsze nie jest samo hasło "Airbnb", tylko konkretne uciążliwości. Problem najmu krótkoterminowego polega na tym, że cały zysk trafia do właściciela mieszkania, a skutki odczuwają wszyscy sąsiedzi.

I właśnie dlatego ten rynek ma być coraz mocniej porządkowany. Od 20 maja 2026 roku zaczęło obowiązywać unijne rozporządzenie dotyczące gromadzenia i udostępniania danych o usługach krótkoterminowego najmu lokali, a Ministerstwo Sportu i Turystyki zapowiada przepisy wdrażające te zasady i porządkujące rynek usług noclegowych.

Najem krótkoterminowy nie zawsze musi być problemem. Ale jeśli mieszkanie w bloku zaczyna działać jak hotel bez recepcji, ochrony i zasad, trudno oczekiwać, że sąsiedzi będą przez lata tylko zaciskać zęby.

"Zarabiam najniższą krajową. Nie stać mnie na alimenty 1500 zł", twierdzi ojciec dziecka.Kilka dni później matka pokazuj...
14/07/2026

"Zarabiam najniższą krajową. Nie stać mnie na alimenty 1500 zł", twierdzi ojciec dziecka.

Kilka dni później matka pokazuje mi zdjęcia z jego profilu w social mediach:

- nowy samochód,
- egzotyczne wakacje,
- najnowszy iPhone,
- remont mieszkania.

I od razu pada pytanie: "To sąd naprawdę patrzy tylko na pasek z wypłaty?”.

Odpowiedź brzmi: NIE. W sprawach alimentacyjnych sąd nie ocenia wyłącznie tego, ile ktoś oficjalnie zarabia w danym miesiącu. Znaczenie mają również możliwości zarobkowe i majątkowe rodzica.

To ważna różnica. Bo czym innym jest sytuacja, w której ktoś rzeczywiście utracił pracę, choruje albo realnie nie ma możliwości osiągania wyższych dochodów. A czym innym sytuacja, w której ktoś formalnie wykazuje niskie zarobki, ale jego styl życia pokazuje coś zupełnie innego.

Sąd może wziąć pod uwagę m.in.:

- wykształcenie,
- doświadczenie zawodowe,
- dotychczasowe zarobki,
- posiadany majątek,
- poziom życia,
- wydatki, które nie pasują do deklarowanych dochodów.

Dlatego "mam na umowie najniższą krajową" nie zawsze zamyka temat. Jeżeli jeden rodzic jeździ nowym autem, regularnie wyjeżdża na wakacje, ponosi wysokie koszty życia albo prowadzi działalność, której realne dochody trudno ustalić, druga strona może próbować wykazać, że jego sytuacja finansowa wygląda inaczej niż na papierze.

Oczywiście nie każda taka sytuacja oznacza ukrywanie dochodów. Nie każdy wyjazd oznacza, że ktoś "ma pieniądze". I nie każda najniższa krajowa jest fikcją. Ale w sprawach alimentacyjnych sąd patrzy szerzej niż tylko na jeden dokument od pracodawcy.

Bo alimenty nie zależą wyłącznie od tego, co ktoś deklaruje. Liczy się również to, co realnie może zarobić i jaki poziom życia faktycznie prowadzi.

"Płacę alimenty 1500 zł miesięcznie. W lipcu dodatkowo opłaciłem dziecku wyjazd wakacyjny za 2200 zł. To chyba powinno z...
07/07/2026

"Płacę alimenty 1500 zł miesięcznie. W lipcu dodatkowo opłaciłem dziecku wyjazd wakacyjny za 2200 zł. To chyba powinno zostać uwzględnione, więc w sierpniu nie muszę już płacić alimentów?"

To bardzo częste przekonanie i niestety bardzo ryzykowne. Jeżeli alimenty zostały ustalone w konkretnej kwocie, to co do zasady trzeba je płacić zgodnie z orzeczeniem albo ugodą. Dodatkowy wydatek na dziecko, nawet potrzebny i poniesiony w dobrej wierze, nie oznacza automatycznie, że można w kolejnym miesiącu odliczyć go od alimentów.

Dlaczego? Bo alimenty służą bieżącemu utrzymaniu dziecka. To nie tylko wakacje, telefon czy większy jednorazowy zakup. To także codzienne koszty: jedzenie, mieszkanie, rachunki, szkoła, leczenie, ubrania i wszystkie te wydatki, które nie znikają tylko dlatego, że miesiąc wcześniej rodzic opłacił wyjazd.

Oczywiście taki wydatek może mieć znaczenie i może pokazywać zaangażowanie rodzica. Może też zostać uwzględniony przy ocenie, kto i w jakim zakresie ponosi koszty utrzymania dziecka. I może również zostać rozliczony między rodzicami - ale najlepiej wtedy, gdy wynika to z jasnego porozumienia.

Problem zaczyna się wtedy, gdy jeden rodzic samodzielnie uznaje: "skoro teraz zapłaciłem dodatkowo za wakacje, to w następnym miesiącu alimentów nie przelewam". W praktyce może to zostać potraktowane jako zaległość alimentacyjna.

Dlatego przy większych wydatkach warto ustalić wcześniej:

- czy drugi rodzic się na nie zgadza,
- czy koszt ma być dzielony,
- czy będzie potrącany z alimentów,
- czy jest po prostu dodatkowym wydatkiem poniesionym dobrowolnie.

W sprawach alimentacyjnych najwięcej problemów zaczyna się od założenia, że "przecież to oczywiste". A dla sądu oczywiste jest przede wszystkim to, co wynika z orzeczenia, ugody albo jasno ustalonych między rodzicami zasad.

Pod niemal każdym moim postem o alimentach pojawiają się komentarze:"Tylko opieka naprzemienna.""Walcz o opiekę naprzemi...
30/06/2026

Pod niemal każdym moim postem o alimentach pojawiają się komentarze:

"Tylko opieka naprzemienna."

"Walcz o opiekę naprzemienną, to nie będziesz płacił alimentów.”

"Opieka naprzemienna to najlepszy sposób, żeby była nie wyciągała pieniędzy.”

Chciałabym tutaj wyjaśnić jedną rzecz: opieka naprzemienna nie jest sposobem na uniknięcie alimentów. To model opieki nad dzieckiem, a nie sposób rozliczania się między rodzicami.

W praktyce oznacza to, że dziecko spędza porównywalną ilość czasu z mamą i tatą. Ale to wcale nie oznacza automatycznie, że alimentów nie będzie.

Sąd bierze pod uwagę znacznie więcej niż sam harmonogram opieki.

Znaczenie mają:

- możliwości finansowe i zarobkowe rodziców,
- usprawiedliwione potrzeby dziecka,
- rzeczywiste koszty ponoszone przez każdego z rodziców.

Dlatego mogą zdarzyć się dwie bardzo podobne sprawy, a rozstrzygnięcia będą zupełnie różne. W jednej alimenty nie zostaną zasądzone, a w drugiej - mimo opieki naprzemiennej - jedno z rodziców nadal będzie zobowiązane do ich płacenia.

Największą pomyłką jest traktowanie opieki naprzemiennej jako "patentu na alimenty". To dobro dziecka powinno być punktem wyjścia każdej rozmowy o opiece naprzemiennej, a nie pieniądze. I dlatego sąd nie rozstrzyga czy taki model będzie najbardziej opłacalny dla jednego z rodziców, a czy rzeczywiście będzie najlepszy dla dziecka.

36-letni Mateo z Buenos Aires od miesięcy odkładał pieniądze na wyjazd mundial.Bilety na mecz Jordania - Argentyna? Są. ...
23/06/2026

36-letni Mateo z Buenos Aires od miesięcy odkładał pieniądze na wyjazd mundial.

Bilety na mecz Jordania - Argentyna? Są. Lot? Jest. Hotel? Zarezerwowany. Mężczyzna ma tylko jeden problem - nie płaci alimentów na 7-letnią córkę. I właśnie dlatego prawdopodobnie nie zostanie wpuszczony na stadion w Arlington.

W Argentynie działa program "Tribuna Segura", czyli "Bezpieczne Trybuny", który ma na celu wykluczać określone osoby z imprez masowych. W jego ramach od marca 2025 roku osoby zalegające z alimentami nie są wpuszczane np. na mecze piłkarskie.

Władze Buenos Aires przekazały organizatorom MŚ 2026 w Kanadzie, Meksyku i USA listę około 13 tysięcy dłużników alimentacyjnych, którzy powinni zostać objęci podobnymi ograniczeniami podczas mundialu 2026.

Pomysł ten oczywiście wywołał ogromne emocje też w Polsce.

Zwolennicy mówią:

"Jeżeli stać cię na wyjazd na mundial, bilety i hotel, to powinno być cię stać również na utrzymanie własnego dziecka."

Przeciwnicy odpowiadają:

"Nie każda zaległość alimentacyjna wynika ze złej woli, a państwo nie powinno ograniczać takich praw."

Jako adwokat patrzę na tę sprawę przede wszystkim z perspektywy dzieci. Bo w całej tej dyskusji łatwo zapomnieć, że alimenty nie są karą dla jednego z rodziców. Nie są też prezentem dla drugiego. To środki przeznaczone na potrzeby dziecka.

Jednocześnie ten argentyński przykład pokazuje coś jeszcze. Coraz więcej państw szuka sposobów wywierania presji na osoby, które uporczywie uchylają się od obowiązku alimentacyjnego. Nie tylko poprzez komornika czy zajęcie wynagrodzenia, ale również poprzez ograniczanie różnych przywilejów.

Jestem ciekawa Państwa opinii. Czy zakaz wejścia na stadion dla osób zalegających z alimentami to skuteczna motywacja do regulowania zobowiązań, czy o jeden krok za daleko?

"⭐ 1/5 - Najgorsza firma z jaką miałem do czynienia. Nieuczciwi ludzie. Radzę trzymać się z daleka, jeśli nie chcecie st...
16/06/2026

"⭐ 1/5 - Najgorsza firma z jaką miałem do czynienia. Nieuczciwi ludzie. Radzę trzymać się z daleka, jeśli nie chcecie stracić pieniędzy."

Pewnego ranka Pan Andrzej otworzył wizytówkę Google swojego jednoosobowego serwisu AGD i zobaczył taką właśnie opinię.

Tylko, że... nie kojarzył autora ani sytuacji, która mogłaby poskutkować taką oceną. Sprawdził dokumenty, wiadomości oraz historię zleceń. I nic, osoba o takich personaliach nigdy nie korzystała z usług jego firmy, a żaden klient od lat nie skarżył się na jakość usług.

Pierwsza reakcja? Złość. Druga - chęć natychmiastowego odpisania kilku słów, których Pan Andrzej później prawdopodobnie by żałował.

Oczywiście nie każda negatywna opinia jest fałszywa. Klient ma prawo być niezadowolony. Ma prawo skrytykować usługę. Ma prawo opisać swoje doświadczenia i ma prawo w internecie nie chcieć ujawniać swoich prawdziwych personaliów.

Ale sytuacja wygląda inaczej, gdy ktoś publikuje w internecie poważne zarzuty, mimo że nigdy nie był klientem albo opisuje zdarzenia, które w rzeczywistości nie miały miejsca.

Co wtedy zrobić?

Przede wszystkim nie dać się ponieść emocjom i:

✔ wykonać zrzuty ekranu lub nagrać ekran,
✔ zachować link do opinii i profilu autora,
✔ jeszcze raz upewnić się czy autor rzeczywiście nie był klientem,
✔ zgłosić opinię administratorowi serwisu.

Dla wielu przedsiębiorców firma to lata pracy, wyrzeczeń i budowania reputacji. Dlatego jedna fałszywa opinia potrafi zaboleć, a czasami nawet doprowadzić do łez.

Warto jednak pamiętać, że internet nie jest miejscem, w którym można bezkarnie napisać wszystko o każdym. Nawet jeśli administrator serwisu nie zareaguje na zgłoszenie nadużycia, to istnieją skuteczne metody skłonienia go do tego i/lub pociągnięcia autora fałszywej opinii do odpowiedzialności.

Gosia, moja koleżanka, jest bardzo atrakcyjną kobietą. I niestety od czasu do czasu przekonuje się, że dla niektórych mę...
09/06/2026

Gosia, moja koleżanka, jest bardzo atrakcyjną kobietą. I niestety od czasu do czasu przekonuje się, że dla niektórych mężczyzn to wystarczający powód, żeby przekraczać granice.

Wrzuci do mediów społecznościowych zdjęcie z wakacji, a kilka minut później dostaje niechciane wiadomości od zupełnie obcych osób.

Teksty w stylu:

"Co bym z Tobą zrobił sam na sam…"

"Masz chłopaka? Chętnie bym go zastąpił w łóżku"

"Pokaż więcej"

Albo jeszcze gorsze.

Czasem dochodzą do tego komentarze pod zdjęciami, wysyłanie wiadomości z kolejnych kont po zablokowaniu poprzedniego czy obrażanie Gosi tylko dlatego, że nie odpowiedziała. Wielokrotnie żaliła się bliskim, ale usłyszała od nich, że "przecież to tylko internet".

Nie. To nie jest "tylko internet". To jest prawdziwy człowiek po drugiej stronie ekranu. I pamiętaj, że jeśli Ty również dostajesz takie wiadomości, to NIE JEST Twoja wina.

W mediach społecznościowych masz prawo dodawać zdjęcia. Masz prawo się na nich uśmiechać i atrakcyjnie wyglądać, a odpowiedzialność za swoje zachowanie ponosi wyłącznie osoba, która wysyła takie wiadomości.

Co warto zrobić będąc w sytuacji Gosi?

✔ nie usuwać wiadomości,
✔ wykonać zrzuty ekranu,
✔ zachować link do profilu agresora,
✔ zgłosić konto administratorom serwisu,
✔ a jeśli wiadomości stają się uporczywe, zawierają groźby lub powodują poczucie zagrożenia - zgłosić sprawę odpowiednim organom w Polsce i/lub zagranicą.

Prawo przewiduje odpowiedzialność za uporczywe nękanie w sieci i poważne naruszanie prywatności, a kluczowe znaczenie mają zgromadzone dowody.

Sprawcy bardzo często czują się bezkarni, bo siedzą za ekranem telefonu czy komputera i używają tzw. fake kont. Internet daje im pewne poczucie anonimowości. Poczucie. Bo to nie to samo co rzeczywista anonimowość.

I nie piszę o tym bez powodu. W swojej pracy spotkałam już osoby, które były przekonane, że konto bez nazwiska i profil bez zdjęcia wystarczą, żeby ich prawdziwe dane nigdy nie zostały ustalone.

Nie wystarczyły. Dlatego jeśli jesteś w sytuacji Gosi, nie zakładaj od razu, że nic nie da się zrobić.

Adres

Grunwaldzka 38
Grunwaldzka
62-300

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 19:00
Wtorek 08:00 - 19:00
Środa 08:00 - 19:00
Czwartek 08:00 - 19:00
Piątek 08:00 - 19:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Legario Kancelaria Adwokacka Julita Ochapska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij